Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

  • Kategoria: Publicystyka

Tadeusz Miernik - fragmenty reportaży Ryszarda Bilskiego

Od Redakcji TSK24.pl. Dzięki uprzejmości Ryszarda Bilskiego, autora książki (nie ma jej jeszcze na rynku) pt. „Wierzby2.” – poświęconej w znacznej części jego rodzinnej Kamiennej – prezentujemy, jako pierwsi i jedyni, obszerne fragmenty jednego z reportaży. Poświęcony jest on panu Tadeuszowi Miernikowi, który właśnie zmarł, a pogrzeb odbędzie się 18 bm. w Majkowie. Pan Tadeusz był ostatnim świadkiem ludobójstwa w obozie niemieckim „Hasag”. Jeszcze w ubiegłym tygodniu dyktował swoje wspomnienia... TSK24.pl jest patronem medialnym tej książki, podobnie jak i wcześniejszych – tego autora – a dotyczących Skarżyska i jego mieszkańców. Warto dodać, że promotorem twórczości R. Bilskiego jest także „Gazeta Codzienna Nowiny”, ukazująca się w Rzeszowie (także bliskim naszej Redakcji), w której pracował przez wiele lat.  
 
Społeczeństwo Kultura Książki
 
Spieszmy się, bo ostatni świadkowie tak szybko odchodzą...
 
          Jest wczesna wiosna 2017 roku. Rozmawiam z Tadeuszem Miernikiem z Majkowa, świadkiem ludobójstwa, którego dopuścili się Niemcy. A mordowali zaledwie kilkaset metrów od jego domu.
          – Pan się nazywa Bilski? I jest pan synem tego krawca z ulicy Świeżej. Czy ja dobrze słyszę? – pyta mnie pan Tadeusz.
          – Dobrze pan słyszy. Tak właśnie powiedziałem.
          – To panu powiem, drogi Ryszardzie, że pański ojciec szył mi spodnie. To było bardzo dawno temu, ale pamiętam doskonale ten fakt.
          – Ja też mam dla pana, szanowny Tadeuszu, niespodziankę. Zacznę jednakże od pytania: czy znał pan Chojnackiego, gajowego z Michałowa?
          – No pewnie, jakżeby nie, przecież Majków i Michałów są tak blisko siebie. Znałem nie tylko Chojnackiego... Przed nim gajowym był Rzeżawski. I Chojnacki ożenił się z wdową po tym Rzeżawskim.
          – Rzeżawski! Rzeżawski?Teraz to ja zapytam pana: czy dobrze słyszę?
          – Przecież mówię wyraźnie: Rzeżawski, gajowy Rzeżawski.
          – Niech tylko wezmę głębszy oddech... Pamiętam z dzieciństwa leśniczówkę w Michałowie, lecz gajowym był już wówczas Chojnacki, o Rzeżawskim nie słyszałem, a może zapomniałem. Chodziliśmy z rodzicami do Michałowa, jak się to mówi, na łono natury, na mleko prosto od krowy, na wiejski chleb, bo Chojnacka była naszą kuzynką, lecz dopiero teraz kojarzę, że to spokrewnienie dokonało się za sprawą małżeństwa z Rzeżawskim... Tak. Moja mama Jolanta Bilska była przecież z domu Rzeżawska. No, to jesteśmy – jak się to mówi – w domu... W tych lasach, których pilnował gajowy Rzeżawski, a potem Chojnacki, w ich pobliżu, rozgrywały się w czasie niemieckiej okupacji wielkie dramaty ludzkie. Opowiadali o tym klienci mojego ojca, a także wspomniana kuzynka z Michałowa, ale pewnie mało kto wówczas wyobrażał sobie skalę tego genocidu... W przyfabrycznym obozie pracy zamordowano bowiem około trzydzieści tysięcy więźniów. Niektóre źródła podają nawet trzydzieści pięć tysięcy! To były dwie fabryki: amunicji i śmierci.
          – To się, panie Ryszardzie, działo w odległości kilkuset zaledwie metrów od mojego rodzinnego domu w Majkowie. Myśmy słyszeli te serie z automatów, gdy zabijano więźniów, głównie Żydów, słyszeliśmy jęk ofiar, myśmy widzieli tych ludzi prowadzonych na śmierć... Powiem więcej, ja nawet widziałem jak ich zabijano. Rodzice oczywiście zabraniali dzieciom podchodzić do ogrodzenia Hasagu. Ale dziesięcio-dwunastoletni chłopcy nie zdawali sobie sprawy z grożącego im niebezpieczeństwa, gdy Niemcy zorientują się, że byliśmy świadkami ludobójstwa. Któregoś dnia, gdy ucichło strzelanie, podeszliśmy z kolegami, we czwórkę, zbyt blisko dołów, długich na około 40 metrów i szerokich na ponad 3,5 metra. Na skraju wykopu stało pewnie piętnaście osób, bez odzieży, która leżała obok rowu i czekali na śmierć. Morderca miał broń skierowaną w stronę więźniów. Po chwili padły strzały, ludzie osunęli się do dołów. Tych, którzy dawali jeszcze oznaki życia pojedyńczo dobijał. (...) Zauważył nas, zaczął gonić... Z Tadkiem Golmentem ukryliśmy się w wysokim już zbożu, ale Alfreda Sławińskiego dopadł po krótkim pościgu, Mariana Dudka znalazł zaś w domu ciotki Borkowej, pod łóżkiem. Chłopców zbił po twarzy, przykazał im, aby zapomnieli o tym, co widzieli, bo jeśli nie, to się źle skończy, a Borkową nastraszył spaleniem domu.
          – Czy pamięta pan i mógłby dziś wskazać miejsca egzekucji i zbiorowych mogił?
          – Oczywiście. Tych dołów było pięć, a może sześć. Po jakimś czasie zwłoki spalano, zaś szczątki i prochy rozsypywano po lesie. Jeszcze dziś można znaleźć, pod warstwą humusu, kostki ludzkie. (...) Przed wielu laty na dołach śmierci postawiono skromny pomnik upamiętniający ofiary niemieckiego Hasagu: postument i tablica pamiątkowa. Była wykonana z brązu. Niestety, ukradli ją złomiarze...
          – Ja mam zaś dla pana dobrą wiadomość: dowódca 13 Korpusu Polskich Drużyn Strzeleckich, inżynier Leszek Steć zajął się tą sprawą i tysiące bezimiennych ofiar będzie przypomnianych i godnie upamiętnionych. Jak znam Stecia, nie rzuca słów na wiatr i nie boi się iść pod prąd trudnościom, gdy wie, że ma rację, a wspierają go podobni jemu, choćby znany panu Jan Wąsowski...
 
          ZESZYT DO RACHUNKÓW, OCZYWIŚCIE W MAŁĄ KRATKĘ, GĘSTO ZAPISANY, ALE NIE CYFERKAMI, LECZ LITERKAMI, WERSALIKAMI, CZYLI – JAK TO SIĘ POTOCZNIE MÓWI – DRUKOWANYMI, ŻEBY ŁATWIEJ BYŁO ODCZYTAĆ. RELACJE TADEUSZA MIERNIKA SPISANE PRZEZ JANA WĄSOWSKIEGO, BYŁEGO SOŁTYSA MICHAŁOWA, SPOŁECZNIKA I PATRIOTĘ. OTO FRAGMENT TEJ LEKTURY O ŻYCIU W SKARŻYSKU I OKOLICY W LATACH DRUGIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ. 
          Zapamiętałem dokładnie dzień rozpoczęcia spalania ciał ludzkich w lesie na strzelnicy przy Majkowie. Była to sobota przed Zielonymi Świątkami 1944 roku. (Zielone Światki, czyli Zesłanie Ducha Świętego były owego roku w niedzielę 28 maja, drugi dzień to poniedziałek 29 maja. Palenie ciał rozpoczęto w sobotę 27 maja).
Na wsi robiono porządki w obejściach przed świętami. Matka zamiatała podłogi i malowała. Przyozdabialiśmy tatarakiem i zielonymi gałązkami dom. Drzwi i okna była otwarte, aż tu nagle drogę i zabudowania zaczęły ogarniać tumany czarnego, śmierdzącego dymu. W pośpiechu zamykaliśmy wszystkie pomieszczenia, zasłanialiśmy kocami i workami wszelkie otwory, wejścia do obór. Zapach dymu był nie do wytrzymania, podobny do powstającego podczas palenia pierza. Wiejący od północy wiatr wtłaczał – te tumany dymu, idące od strony lasu wzdłuż drogi – do zabudowań. Dym był ciężki. Unosił się zaledwie jakieś półtora-dwa metry nad ziemią. Nie było sposobu pozbycia się tego zapachu z domu.
          Tak spalano zwłoki ludzkie przez około sześć tygodni. Potem palenie przeniesiono na teren „Hasagu”, koło „Jeziorka”. (...) Najbliżej lasu, strzelnicy stal nieistniejący już dom Malinowskich. Jak się weszło na strych i rozsunęło słomianą strzechę, to można było zobaczyć co dzieje się na „rozdołku”. Dom stał prawie na przeciw wąwozu. (...) Zwłoki palono w „rozdołku” przy zejściu z wąwozu. Było to 200-250 metrów od ostatnich zabudowań Majkowa (obecnie koniec ulicy Leopolda Staffa w Majkowie). Las był wysoki, przejrzysty. Rosły duże drzewa, nie było takich krzaków, jak teraz. Teren strzelnicy nie był wówczas ogrodzony. Miejsce spalania było zasłonięte matami ze słomy i trzciny. Maty przymocowane były drutami kolczastymi do drzew i kołków. Pas przesłony wykonany był tylko w poprzek wąwozu, od strony wsi, żeby ludzie nie widzieli co się tam dzieje. Przesłona z mat była w odległości 100-120 metrów od ściany lasu. Niemcy wycięli pas lasu i zrobili drogę z polany do drogi wzdłuż ogrodzenia „Hasagu”. Doprowadzano tamtędy ludzi na egzekucje. Przywożono ich tam również samochodami. Do spalania przywożono też zmarłych i zabitych w „Hasagu” i obozach. Do tego miejsca podjeżdżały również samochody-krematoria, z których wyciągano ciała zagazowanych ludzi. Na końcu drogi Majkowa, a początkiem lasu, strzelnicy rosła potężna sosna. Przybita była do niej tablica ostrzegawcza z napisami o zakazie zbliżania się. Napisy były po polsku i niemiecku. Podczas palenia siedział pod tym drzewem na stołku wartownik z karabinem. Pilnował żeby nikt nie zbliżał się do lasu. Od wartownika do pierwszych zabudowań Majkowa było 50-70 metrów.
Majków, zapisywano w dniach: 27 lipca, 9 września i 1 październik 2016 roku.
 
          Świadectwo pana Tadeusza ma szczególną wagę i znaczenie, bo to już jeden z ostatnich żyjących świadków morderstw dokonywanych na więźniach niemieckiego obozu Hasag, zmuszanych do produkcji amunicji, w niezwykle niebezpiecznych i szkodliwych dla zdrowia warunkach. Wspomnieniami pana Tadeusza Miernika, które spisuje Jan Wąsowski należałoby zainteresować historyków, wydawców... Warto z tą wiedzą dotrzeć także do słuchaczy, głównie do młodzieży. Nie zrażajmy się tym, że tu i ówdzie nie będziemy jeszcze zbyt chętnie przyjmowani. Polityka koalicji PO+PSL przez osiem długich lat ograniczała nauczanie historii, chcąc najwyraźniej przerobić Polaków na Europejczyków, promowała polityczną poprawność, czyli podporządkowywanie się narracji Berlina, Brukseli i Paryża. Opowiadano mi, że nawet w miejscowej podstawówce u Żeromskiego propozycja zorganizowania spotkania z panem Tadeuszem wywołała obawy, że prawda jest zbyt drastyczna dla szóstoklasistów. Warto zatem przypomnieć, że pan Miernik przeżywał – jak się to mówi – na żywo te niezwykle drastyczne sceny, mając właśnie trzynaście lat i wyrósł na porządnego, mądrego człowieka. Znajomi z podziwem mówią o inteligencji pana Tadeusza, o jego niezwykłej pamięci. Wciąż czyta, rozwiązuje krzyżówki, jest aktywny, na ile oczywiście pozwala mu zdrowie. Jego opowieści są tak chwytające za serce i tak przemawiające do wyobraźni, że słuchacz widzi – malowane drżącym już głosem i pięknymi, prostymi słowami – obrazy i sytuacje, które on przeżył jako kilkunastoletni chłopak.   
          Spieszmy się z utrwalaniem wspomnień i przesłań z przeszłości, gdyż świadkowie historii tak szybko odchodzą...  
         
          Minęło zaledwie kilka tygodni od przypomnienia wezwania do pośpiechu w spisywaniu wspomnień, a tyle się w tym czasie wydarzyło. Pan Tadeusz trafił do szpitala, przeszedł badania, kilka zabiegów, wzmocniono go kroplówkami i wrócił do domu pełen planów. Tyle miał jeszcze do opowiedzenia i podyktowania Jankowi (Janowi Wąsowskiemu) z bogatej historii swego życia, która splatała się z historią życia i śmierci więźniów niemieckiego obozu Hasag. 
         – Przed tygodniem odwiedziliśmy pana Miernika z inżynierem Steciem, przekazaliśmy mu kilka drobnych pamiątek od dyrekcji fabryki amunicji, a dziś zawiadamiam pana o jego pogrzebie, który odbędzie się 18 maja 2017 roku. Choć nasz starszy kolega, skromny i cichy, ale zarazem wielki duchem i bogaty w przeżycia miał już 86 lat i ostatnio poważnie się rozchorował, to jego śmierć nas zaskoczyła. Żałuje, że trochę za późno zabrałem się za spisywanie jego świadectw. Ale – przyznam się – że dopiero całkiem niedawno dowiedziałem się jak niezwykła i bogata jest wiedza pana Tadeusza. On się z nią nie obnosił... Tym bardziej że, gdy żyli jeszcze jego koledzy, to w swoim gronie wspominali tamten czas grozy. Mało kto wie, że ci mali chłopcy zapuszczali się nocą na teren pilnowany przez wroga, zbierali niewybuchy, łuski i inne części amunicji... Z takich wypraw przynosili po kilka kilogramów cennego łupu, który przekazywano partyzantom. 
 
           – Tym niezwykłym człowiekiem zainteresował mnie, jesienią ubiegłego roku, Jan Wąsowski, osoba znana i ceniona w środowisku tutejszych patriotów – mówi Janusz Maciejewski dyrektor Zespołu Szkół Technicznych im. Armii Krajowej w Skarżysku-Kamiennej. Długo się nie zastanawiałem, zaprosiliśmy pana Tadeusza Miernika na niezwykłą lekcję historii w plenerze jesienią ubiegłego roku. Zaprowadził nas do miejsc, gdzie się ukrył wraz z kolegami i obserwowali jak zabijano i palono więźniów... Poszliśmy tam, gdzie ofiary były zakopywane... Nasz dostojny gość i zarazem gospodarz (urodził się i zmarł w Majkowie) był niezwykle wzruszony, jakby właśnie widział opisywane przez siebie obrazy i słyszał strzały oprawców, jęk umierających... Uczniowie nie kryli łez. Po pewnym czasie doszły mnie wieści, że pan Tadeusz podupadł na zdrowiu... Kto wie, czy ta żywa lekcja historii nie była jego ostatnim spotkaniem z przeszłością, z lasem, niemym świadkiem tego, co on widział i zapamiętał na całe życie i w tej niezwykłej scenerii przekazywał młodzieży. Utrwaliliśmy to spotkanie na filmie, sporządziliśmy też kartograficzną dokumentację terenu, korzystając z informacji ostatniego niezwykle cennego i wiarygodnego świadka.
Ryszard Bilski

 
Pan Tadeusz Miernik miał nie tylko trudne, okupacyjne dzieciństwo. Przeszedł też twardą szkołę życia w Marynarce Wojennej. Oto jedno ze zdjęć, znanych tylko najbliższym.
 

Ostatnie komentarze

  • Anonimowy powiedział(a) Więcej
    ArnoldLejn napisał:
    Czy organizatorzy nie pomyśleli aby w przypadku małej frekwencji tak jak na tym spotkaniu nie przenieść wydarzenia...
    9 godzin temu
  • wiktor powiedział(a) Więcej
    znowu jakaś głupia impreza szkoda tylko naszego czasu ipieniędzy głupota . 9 godzin temu
  • stanlej powiedział(a) Więcej
    nasioł jak zwykle nadęty jak świński pęcherz. Co za buc. 10 godzin temu