Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Cienki Bolek internetowy

Działo się w październiku, anno domini 1970. Znaczy się akurat wtedy, gdy w Warszawie, podczas VIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina tryumfował - szwedzkiego pochodzenia reprezentant USA, Garrick Ohlsson, poczynający sobie na klawiaturze finezyjnie, wedle zasad wypracowanych przez rosyjską szkołę pianistyczną, co wówczas, zagwarantowało temu artyście wyczarowanie dla siebie - nie tylko - nagrody głównej, ale także i specjalnej - za najlepsze wykonanie mazurków. Pamiętam, że i naszym reprezentantom szło wówczas nienajgorzej. Gwoli przypomnienia; do ścisłego finału zakwalifikował się wtedy najmłodszy uczestnik konkursu, czyli Janusz Olejniczak, który ostatecznie zajął miejsce szóste, zaś Piotr Paleczny - oprócz trzeciego miejsca w konkursie - został także uhonorowany nagrodą specjalną za brawurowe wykonanie poloneza As dur, opus 53.

Niewątpliwie to te pianistyczne, chopinowskie zaszłości konkursowe sprawiły, iż tamtej to jesieni, przymuszony szkolną koniecznością, pojawił się u mnie Bolek z sąsiedztwa - o całe dwa lata ode mnie młodszy. Ten Bolek  już po raz trzeci cierpiał swe edukacyjne katusze w szóstej klasie. Stanąwszy  w progu, wyksztusił z siebie, najlepiej jak tylko umiał, czyli w specyficzny dlań sposób bezzębnie bełkotliwy; „…ta kurwa od polskiego zadała, kurwa, takie kurwa, wypracowanie, kurwa o Chopinie, takie kurwa trudne… No, kurwa, napisz no mi Piotrek, no, kurwa…”.  

Jak łatwo zauważyć; przy opanowaniu słownictwa tak porażającego swym bogactwem, trudno było się Bolkowi porywać na pisanie wypracowania  o twórczości naszej muzycznej dumy narodowej. Jednakoż Bolek nie utracił  resztek samokrytycyzmu oraz kontaktu z rzeczywistością. I właśnie dlatego  przyszedł ze swoim intelektualnym nieszczęściem po ratunek do mojej - już wówczas - skromnej niebywale osoby, trzeci rok edukującej się  w „ERBLU”. A jakże; i to nawet w klasie trzeciej; po raz pierwszy zresztą  i ostatni zarazem, czego wtedy akurat nie mógł wiedzieć absolutnie jeszcze nikt. Ani ja, ani też nawet i sam Bolek z sąsiedztwa. Starając się jak najlepiej sprostać - zadanemu mi przez Bolka, zaś Bolkowi przez nauczycielkę - literackiemu wyzwaniu, natychmiast począłem czarno-białym grzebieniem klawiatury rozplatać warkocze rosochatych wierzb mazowieckich… Wyczesywać  z pięciolinii witek wierzbowych jesiennie już więdnące listki, natychmiast porywane gwizdem czarodziejskim wieczornego wiatru, ożywiającego te listki znienacka nutkami preludium, we mgle biegnącego po rosie boso - ku leśnej gęstwinie, by ucichnąć lirycznym zanurzeniem się w jej upojnej tajemniczości… No, zupełnie jakbym swoją własną pracę maturalną pisał…

Sprawdzając nazajutrz wyrywkowo zadane uczniom prace domowe; polonistka najwyraźniej miała pecha porównywalnego z tym, jakiego się miewa podczas gry w rosyjską ruletkę. Padło na Bolka. Przez lekcyjnych minut, aż prawie czterdzieści, męczył się okrutnie Boluś, czterech aż przednich zębów pozbawiony. Pluł się i pocił się, a i czerwienił - wręcz pierwszomajowo - przy dukaniu tych wszystkich przekręcanych, bo niezrozumiałych dlań słów, którymi upstrzone zostały - aż cztery stronice jego zeszytu, estetyką swą porażającego  w takim samym stopniu, jak też i Bolkowa bezzębna szczęka górna. Ponoć, podczas tego Bolkowego sylabizowania, klasa nawet też i trochę się chichrała. Polonistka zaś pedagogicznie, z twarzą kamienną - niczym Sfinks - wytrwała mężnie - aż do samego końca tej tortury, przez siebie samą wszak zadanej, zarówno sobie, jak też i Bolkowi! A gdy skończyły się wreszcie Bolusiowe męczarnie sylabizacyjne, nie mogąc nijak uwierzyć w cudowną metamorfozę intelektualną tego zdolniachy, już trzeci rok w tej samej klasie siedzącego - ciało pedagogiczne zadało czytaniem udręczonemu Bolusiowi pytanie całkiem oczywiste; kto ci to napisał? Boluś, jak to Boluś; szedł w zaparte! Uporczywie i wielokrotnie powtarzał, że to on sam osobiście popełnił to całkiem dlań niezrozumiałe wypracowanie o Chopinie i jego muzyce! Wreszcie dzwonek obwieszczający przerwę - przerwał brutalnie to nauczycielskie przesłuchanie, lecz dzwonka dźwięk hałaśliwy nie posiadał jednak mocy zatamowania postępującego już procesu migotania sercowych przedsionków dość smukłego ciała pedagogicznego. Więc nim zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec przerwy międzylekcyjnej; uczniowie zwyczajowo palący papierosy za sklepem - akurat naprzeciw szkoły - usłyszeli sygnał karetki pogotowia odwożącej polonistkę do szpitala, co niewątpliwie zapobiegło przedwczesnemu śmiertelnemu zejściu pacjentki na nauczycielskim chwały polu, tak nieopatrznie skleconym z muzyki oraz literatury!

Czytając zamieszczone na portalu TSK24 językowo nieskładne  i przepełnione logicznymi sprzecznościami komentarze autorstwa jakiegoś tam Bolka, anonimowo podającego się za magistra inżyniera; mógłbym sobie nawet pomyśleć, że to ten sam akurat Bolek - „kurwa mać, takie trudne to wypracowanie o tym Chopinie, kurwa… ” -  zdołał w końcu uzyskać promocję do siódmej klasy, by potem - już w dzikich latach dziewięćdziesiątych - zakupić sobie na jakimś bazarze stosowne dyplomy, których autentyczności zweryfikować nie sposób, jako że ten nasz Boluś - przed kłopotliwą dlań dociekliwością - przezornie uszedł był i się skutecznie schował w krzaczorach anonimowości. Przed popełnieniem gafy pomylenia portalowego, pisowskiego Bolesława Cienkiego, z tamtym to Bolkiem Chopinowskim, chroni mnie jednak skutecznie posiadanie wiedzy o tym, iż dawnego mojego sąsiada - już przed ćwierćwieczem - pociąg rozjechał po pijanemu, co bynajmniej nie oznacza, że to ten pociąg feralny, znajdował się wówczas w stanie nietrzeźwości!

Jednako czytając i całkiem na chłodno analizując treść komentarzy zamieszczonych przez tego pisowskiego Bolusia Cienkiego na tym samym portalu, ale pod różnymi publikacjami, nie  sposób jest jednak wykluczyć - bądź to ich autora weny nietrzeźwej, bądź też całkiem na trzeźwo podjętej, perfidnej próby mącenia w głowach opinii publicznej. Przeprowadzając analizę treści zestawionych ze sobą dwóch tylko komentarzy opublikowanych przez Bolesława Cienkiego w odstępie zaledwie dziewięciominutowym, nie posiadam się ze zdziwienia, jak to można tak radykalnie zmienić jakikolwiek swój pogląd, w czasie  wystarczającym - co najwyżej - na zaparzenie herbaty! Mianowicie;  w treści  komentarza zamieszczonego o godzinie 13. 30 i sekund 33, pod informacją o spektakularnym zatrzymaniu przez CBA Pana doktora inżyniera Zdzisława Kobierskiego, ten z partyjnego polecenia dyżurujący przy komputerze Cienki Boluś pisowski, przeciwstawia się kategorycznie manipulowaniu opinią publiczną przez środki masowego przekazu sugerujące telewidzom, iż ten akurat wypowiadający się przed kamerą na temat prawa, czy też ekonomii profesor, krytykujący publicznie i na zamówienie rząd, jest  w poruszanej przez się dziedzinie autorytetem ostatecznym, aczkolwiek nie zna się na tym, bo jest wprawdzie profesorem, ale psychologii, która to informacja została jednak skrzętnie i celowo pominięta.

Więc nie pozostaje mi już nic innego, jak tylko zapytać Bolusia Cienkiego o to, na czyje zamówienie i zlecenie działał dziewięć minut wcześniej, gdy pod moim felietonem „Śmiech przez łzy” wypisywał mącące w głowach idiotyzmy na temat zasad procesowych prawa karnego, jednym tchem się przyznając zarazem do tego, iż jest magistrem inżynierem, a więc osobą do zabierania głosu w temacie prawa - całkowicie niekompetentną?

No więc? Kto tu jest manipulatorem? - Panie Bolku. Kto tu nie szanuje czytelników, uważając ich za idiotów? Ja, czy to Pan - akurat? A teraz tak gwoli rozjaśnienia w głowach tym, którzy tego pragną i potrzebują… Bezpłatny, króciutki wykład na temat zasad karnego prawa procesowego. Żeby stać się oskarżonym, trzeba najpierw być podejrzanym. Podejrzanemu zaś - już na tym etapie, czyli w postępowaniu przygotowawczym - przysługuje prawo do obrony i korzystania z pomocy obrońcy. Zatem prawo to przysługuje jeszcze przed sporządzeniem i przesłaniem do sądu aktu oskarżenia. I często bywa tak, że postępowanie karne kończy się prokuratorskim umorzeniem, pomimo przedstawienia zarzutów. Zaś za podejrzanego uważa się niekoniecznie tę osobę, której przedstawiono zarzuty. Wystarczy, że podjęta została jakakolwiek czynność procesowa przeciwko osobie. Np. przeszukanie, czy też zatrzymanie - co w sprawie Pana doktora inżyniera Zdzisława Kobierskiego miało właśnie miejsce. Nawiasem mówiąc, to zatrzymanie przez CBA byłego zastępcy byłego prezydenta naszego miasta było - wedle mojej prawniczej oceny - całkowicie procesowo niezasadne, bo przecież wystarczyło wezwanie wysłać pocztą Zdzichowi - poecie! Ale rządzącym, najwyraźniej chodziło o urządzenie spektaklu, czyli pociesznych igrzysk dla swych wyborców bez doktoratów wprawdzie, lecz dzięki temu właśnie przynależnych do tzw. lepszego sortu. Chodziło wszak o danie wesołej ferajnie Pana posła, który to swoje imieniny - jak raz - w lipcu obchodzi, okazji do urządzenia zbiegowiska zakłócającego ruch uliczny w okolicy dworca kolejowego w Skarżysku-Kamiennej. Cienkiemu Bolkowi pisowskiemu, jakoś nie przeszkadzał ani skład personalny tego zbiegowiska dyletantów, ani też  skrajny prymitywizm wypowiedzi, kojarzących mi się z atmosferą bolszewickiego wiecu w kołchozie. Ich wypowiedzi, przesądzających o winie jeszcze przed sformułowaniem oskarżenia, co jest jedynie w stanie przekonać mnie o braku po stronie pisowskich bonzów znajomości jakichkolwiek zasad prawa i sprawiedliwości. Tego prawa i tej sprawiedliwości, o których  całkiem małymi literami PiS - ać należy.

Nie wiem, czy ten nasz Boluś Cieniutki, na portalu TSK24 uprawiający anonimowo swą radosną twórczość komentatorską, prowadzi jakiś tam swój prywatny rejestr nieprawych doktorów inżynierów. Zarazem przyznaję, że ja takowego rejestru nie prowadzę. Jednako, pozwolę sobie zauważyć, że z rachunku prawdopodobieństwa wprost wynika, iż niewątpliwie częściej, niźli doktorzy inżynierowie, popadają w konflikt z prawem magistrowie inżynierowie. Bo przecież magistrów inżynierów jest zdecydowanie więcej, niźli doktorów inżynierów! Z tym to stanem rzeczywistości Boluś - komentator będąc jednak nieodwracalnie skłóconym, wypisuje swoje brednie niestworzone o podejmowaniu niby przez moją, skromną niebywale osobę, jakowejś próby zakrzykiwania  rzeczywistości. Otóż, z ewidentnie nieznanych Bolkowi zasad prawidłowego rozumowania wynika wprost, że zarzut próby zakrzykiwania rzeczywistości można by mi postawić jedynie wtedy, gdyby ta rzeczywistość procesowa była mi znana, i gdyby komparatystycznie znał ją także oraz rozumiał ten, co zarzut takowy mi stawia. Jednakoż przekonany jestem o tym, że Boluś akt sprawy w ręku nie miał,  a gdyby i miał, to i tak nie potrafiłby sformułować jakiejkolwiek oceny prawnej, gdyż przeszkodą ku temu jest nieprzezwyciężalną - cała cysterna Bolkowych negatywnych emocji na stałe już zrośniętych z całkowitym brakiem jakichkolwiek kwalifikacji prawniczych. Boluś Cienki i biedny brakiem tychże kwalifikacji oraz podstawowej obywatelskiej wiedzy; nie jest w stanie pojąć istoty obowiązującej zasady domniemania niewinności, co dotyczy wszak - nie tylko Pana doktora inżyniera Zdzisława Kobierskiego - ale także całej reszty obywateli naszego Państwa, bez względu na ich cenzus społeczny. Boluś jednakże zdaje się wołać w swych komentarzach głośno i krwiożerczo; dajcie mi tu tego Kobierskiego, a ja już paragraf na niego znajdę! Zatem portalowy Bolesław Cienki woła o to, by  w ekstremalnie antykomunistycznym, gdyż pisowskim państwie, wprowadzono zasadę sformułowaną niegdyś przez stalinowskiego prokuratora Andrieja Wyszyńskiego! Boluś nie jest w stanie pojąć i tego, że nie znając rzeczywistości procesowej sprawy, nie bronię wszak - tu i tam - Pana doktora inżyniera Zdzisława Kobierskiego, lecz występuję tutaj w obronie zasad, jakie winny obowiązywać w obywatelskim Państwie Prawa. Ale też nawet się nie dziwię braku rozumienia tych zasad przez Bolesława Cienkiego, który swoimi wypowiedziami przekonuje o tym, iż spośród wszelkich zasad, znać on może - co najwyżej, sympatycznego niebywale - Darka Zasadę!
 

Piotr Jan Nasiołkowski
 

Ostatnie komentarze

  • Kazik powiedział(a) Więcej
    Czy pani poseł Drewnowicz ma coś do powiedzenia w tej sprawie. 11 godzin temu
  • anastazja l. powiedział(a) Więcej
    Lepsze to niż żarcie tych obleśnych kebabów od których na wymioty zbiera. Bezowi po jajach się drapią i robią... 1 dzień temu
  • barbara powiedział(a) Więcej
    KOLEJNE SUPER MARKETY CO ONI SZALEJU NAJEDLI SIE CZY MIRABELEK; SZOK PO CO TYLE TEGO TANIEGO JEDZENIA. A KIEDY... 1 dzień temu