Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Jak uszczęśliwić unieszczęśliwionych?

Co by nie mówić, jakby nie patrzeć – jestem jednak specjalistą wybitnym!
Jestem wybitnym specjalistą od unieszczęśliwiania skarżyszczan. Mój pogląd podzieli niewątpliwie każdy, kto poczyta anonimowych komentarzy zamieszczonych zarówno pod poprzednim moim felietonem, jak też pod lakoniczną wzmianką o piątkowym wieczorze, kiedy to - przed niespecjalnie liczną publiką zgromadzoną w patio naszego miejskiego przybytku kultury - opowiadałem o  tym, co inspirowało powstanie recytowanych wierszy, a także  o zaszłościach wiążących się z moim upodobaniem do grzebania się w historii. Zatem, w tym  przekonaniu o fatalnym moim wpływie na stan szczęśliwości skarżyszczan, nie sposób dopatrzeć się jakiejkolwiek przesady wynikającej z powszechnie wszak znanego i potępianego zarozumialstwa, cechującego moją skromną niebywale osobę. Pomimo to, nie zamierzam jednako iść w ślady śpiewającego chłopaczka z Sosnowca, czyli Jana Kiepury, co narcyzem ponoć był w sobie zadufanym w stopniu bijącym na głowę wszystkie skarżyskie przypadki - mojego własnego nie wyłączając! Chcąc jakoś zanegować tę powszechną o sobie opinię; Jan Kiepura, w wywiadzie udzielanym dziennikarzowi poczytnej amerykańskiej gazety, rozbrajająco przyznał się do tego, iż czasami to nachodzą go jednak wątpliwości, czy też - w rzeczy samej - jest największym tenorem wszechczasów! Stanowczo zaprzeczam, by kiedykolwiek mnie takowe wątpliwości nachodziły! Aczkolwiek poważne nachodzą mnie wątpliwości odnośnie zdolności zrozumienia mojego przekazu przez Cienkiego Władka internetowego, bezsenną nocą dotkniętego cierpieniem imperatywu wspierania swym słowem bajdurzeń Cienkiego Bolka internetowego. Cienki Władek ubolewa z tego powodu, że niby trochę przeczytałem, a on… tylko troszeczkę. Skoro mogłem trochę, to Władek mógł przecież więcej ode mnie. Gdyby tak przeczytał, ucieszyłoby to nie tylko mnie, ale - jestem przekonany - że także i żonę Władkową! Cienki Władzio podejmuje żałosną dość próbę deprecjonowania mnie, że tylko trochę… choć - niejako z urzędu - doskonale wie, że przeczytałem nie trochę, a bardzo dużo i to w trzech językach. No i jeszcze biedaczysko skwierczy żałośnie i wyrzeka na moje poczucie własnej wartości. Ubolewa, że jestem czymś w rodzaju niewygodnego kontrastu dla tych, co uchodzić by chcieli za… A jednak nie mogą, bo… Zaiste, przysłowiowe pretensje garbatego do ściany! W końcu skamle Władzio o wyrozumiałość dla siebie… Tak się i zastanawiam, jaki też skutek mieć mogłaby moja - skierowana do komisji egzaminacyjnej - prośba o wyrozumiałość, gdybym zdając egzamin sędziowski, bądź - ten późniejszy i zarazem trudniejszy - adwokacki, nie był do tych egzaminów należycie przygotowany? Żałośnie zabrzmiałaby ta prośba i niewątpliwie żałosnym byłby jej skutek! Tak samo jak w przypadku Cienkiego Władka, co to usiłuje ruszać  w dyskusję nie będąc jej w stanie sprostać i bredzi od rzeczy tak, jak do telefonu przez całą prawie godzinę, bredził onegdaj po pijaku wsparty o ścianę jeden koleś ze Skarżyska… Z Aten aż dzwonił i z mamuśką własną gawędził… Po jakimś czasie dostał od rodzicielki list z pytaniem; Tomuś, a właściwie to o co Ci wtedy chodziło? Tak samo nie sposób jest zrozumieć o co też chodzić mogło  w tych niedorzecznych wypocinach anonimowemu komentatorowi podpisującego się zagadkowym nickiem „aesop”, nazwanemu przeze mnie umownie Cienkim Władkiem Internetowym. Jakby nie dość Władkowego marudzenia było, to jeszcze na domiar złego i Pan Dariusz przyznał w swej wypowiedzi, że zupełnie nie zrozumiał zawartego w felietonie krótkiego wykładu z prawa oraz tamże wyłożonego sensu mojej wypowiedzi broniącej wszak zasad, a nie osoby. Totalna załamka! Zwłaszcza, że nie pojął biedaczysko i tego, że samo tylko wymienienie w publikacji osoby powszechnie w tutejszym środowisku znanej, nie jest bynajmniej tejże osoby szarganiem! Wszak zgoła inaczej potraktowałem Pana Darka, niźli mnie potraktowano wielokrotnie w komentarzach licznych, chociażby tych zamieszczonych pod wzmianką o spotkaniu z poezją niedobrego sortu. Po prostu; samo się nasuwało, że skoro Bolesław Cienki nie zna jakiś tam powszechnie znanych zasad, to może przynajmniej zna powszechnie w Skarżysku znanego - Darka Zasadę?
Jakby jednak nie patrzeć, żadne królewskie imię - w żadnym razie - nie posiada magicznej mocy uszlachetniania osoby to imię noszącej. Doskonałą ilustracją słuszności tego poglądu jest wszak moja skromna niebywale osoba, jeśli zważy się fakt, iż jestem imiennikiem siwobrodego apostoła, co to ponoć z wielkim kluczem pilnuje; „…by nie weszli hitlerowcy do Nieba…”. A jakby jeszcze tego nieszczęścia skarżyszczanom mało było; to jestem wszak także imiennikiem trzech aż carów rosyjskich! W tym również Piotra Wielkiego, który w St. Petersburgu dosiadł był pomnikowego ogiera! Zresztą; niektórzy spośród moich krewnych to nawet i mówią na mnie CAR Piotr, co skrótem jest od określenia Centralne Archiwum Rodzinne. Niemniej, z tym oddziaływaniem imion władców, to rozmaicie przecież bywa i bywać może. Dość powiedzieć, że niegdyś panował w Etiopii cesarz o imieniu Menelik! Ale jakoś nie słyszałem, żeby ktokolwiek nadał swojemu synowi to imię, noszone przez tego niewielkiego wzrostu, aczkolwiek niebywale dumnego cesarza Etiopii!
Jakby nieszczęścia miejscowej społeczności nie było dosyć, to jeszcze wpadłem na okrutny pomysł publicznego recytowania własnych, niebywale żałosnych wypocin literackich, których momentami, ale tylko momentami; słuchać się wprost nie dało! Przy tym jako sadysta i zwyrodnialec jeden - głuchym pozostałem całkowicie na błagania nielicznej, katusze niesamowite cierpiącej publiki, w większości swej zawodzącej, bym wreszcie przestał się kompromitować! Więc i nic dziwnego, że posypały się na mnie zza anonimowego winkla hejtowe wyzwiska, inwektywy i insynuacje.
No przecież nie do pomyślenia jest, żeby byle kulawy koniuszy i zarazem adwokacina marny, tak boleśnie unieszczęśliwiał miejscowych tym swoim brodatym odstawaniem od skarżyskiej bylejakości i to na kilka różnych sposobów? No to masz za swoje, mądralo!
Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak tylko przeprosić szanowną większość, piątkowego wieczora uciemiężaną przeze mnie w patio przez jakieś dziewięćdziesiąt aż minut. Na swoje usprawiedliwienie rzec mogę jedynie, że tych błagań o zaprzestanie tortur - zupełnie jakoś nie słyszałem! Prawdopodobnie dlatego, że zostały one zagłuszone burzliwymi oklaskami tej nieznośnej mniejszości, bijącej brawo po każdym wyrecytowanym wierszu! Ubolewam także niezmiernie z powodu tego wszystkoklejącego kleju, podstępnie rozlanego na siedziskach w patio, po to tylko, żeby przyklejona do siedzeń publika, cierpiąca zadawane jej przeze mnie katusze poetycko-historyczne, nie mogła - w trakcie tychże werbalnych tortur - zwyczajnie, wstać i wyjść! A już najbardziej mi żal Pana dyrektora Piotra Lewandowskiego, nad którego umęczoną duszą ulitował się jakiś anonimowo litościwy! Przyznać takoż muszę, że w tę kleistą pułapkę, niewiele jednak osób dało się złapać. Ale to i nic dziwnego. Wszak spotkanie z poezją i historią, to nie to samo, co procesja Bożego Ciała, czy też gminna hucpa discopolowa! Tu walą tłumy.  A tłum…Tłum jest wszak absurdem - światli zaś są nielicznymi! Jestem przekonany, że żaden tchórzoszczur internetowy nie wie, kto też jest autorem tej myśli. Bo to wiedzieć mogą jedynie ci, którzy nie są ludźmi tłumu. Zatem tacy, co od tłumu odstają, i - tym samym - są powodem, jakże bolesnego unieszczęśliwiania miejscowego elektoratu, który ukonstytuował się nam tu był socjologicznie na gruncie specyficznego sprzężenia zwrotnego. Otóż ze Skarżyska wywodzi się cała masa uzdolnionych, ambitnych ludzi, którzy już             w okolicach matury nabywają doskonałego rozeznania odnośnie toksycznej atmosfery tworzonej przez miejscową bylejakość. Więc? Idą na studia, by potem rękoma i nogami bronić się przed powrotem w rodzinne pielesze. Efektem tego jest, że to nie ci, coś warci, pełni energii i zapału  kształtują oblicze naszego miasta, lecz różni tam parafialni przedstawiciele SST. Takie socjologiczne perepetum mobile bylejakości. Jak dość powszechnie wiadomo; jestem jednym z tych nielicznych, którzy wrócili tu i wzdrygając się przed oddaniem walkowerem miasta wszechobecnej bylejakości - na co dzień, na różne sposoby, ścierają się z beznadzieją tejże bylejakości, która ani myśli o kapitulowaniu. Upatrując swego zagrożenia  swej pozycji w działaniach nielicznych jednostek osobowościowo ukształtowanych - było nie było - w tutejszych placówkach oświatowych; postanowiono cichcem spacyfikować miejscową oświatę. Były trzy licea ogólnokształcące… Jedno już zlikwidowane… Jutro, niechybnie konkurs na stanowisko dyrektora „ERBLA” wygra mistrzyni świata w pływaniu, co zarazem jest drugą żoną mistrza świata w gadaniu o niczym, czyli „znamienitego” miejscowego polityka! Wiecie Państwo zatem, kto ten konkurs wygra? Bo ja wiem, choć - tym razem -  wolałbym się jednak mylić. I tym to sposobem zmarnowany zostanie dorobek kilku dyrektorów, skończy się też nareszcie w Skarżysku - raz na zawsze - kształtowanie osobowości potrafiących krytycznie myśleć… I do tego posiadających jeszcze odwagę cywilną bezkompromisowego przeciwstawiania się miejscowej bylejakości. Jednym słowem; „Znów będzie można zacząć żyć po bożemu” - jakby to powiedziała Aniela Dulska. Zadaniem dość głupkowato uśmiechających się polityków jest uszczęśliwianie nieszczęśliwych. Czyż nie mam racji? Nie można oprzeć się wrażeniu, że za sprawą działań różnych tam Maćkowiaków  i Bętkowskich - od lat, trwa już w najlepsze, nieodwracalny proces uszczęśliwiania zawiścią unieszczęśliwionych skarżyszczan! Myślę jednako, że takie to właśnie działania, ostatecznie sprawiają, iż Polska postrzegana jest dziś na arenie międzynarodowej jako mocarstwo stojące głupotą tak wszechpotężną, że obawiają się jej nawet nieustraszeni muzułmańscy terroryści, którzy - z tej to właśnie przyczyny - naszą arcychrześcijańską ojczyznę, szerokim łukiem omijają; jak dotychczas!
 


Piotr Jan Nasiołkowski
 

Ostatnie komentarze

  • Kazik powiedział(a) Więcej
    Czy pani poseł Drewnowicz ma coś do powiedzenia w tej sprawie. 12 godzin temu
  • anastazja l. powiedział(a) Więcej
    Lepsze to niż żarcie tych obleśnych kebabów od których na wymioty zbiera. Bezowi po jajach się drapią i robią... 1 dzień temu
  • barbara powiedział(a) Więcej
    KOLEJNE SUPER MARKETY CO ONI SZALEJU NAJEDLI SIE CZY MIRABELEK; SZOK PO CO TYLE TEGO TANIEGO JEDZENIA. A KIEDY... 1 dzień temu