Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 535 455 189 redakcja@tsk24.pl

Stacyjka

Pod koniec maja 2009 roku wybrałem się do Bliżyna. Podróż z Warszawy do Skarżyska upłynęła mi na skarżyską i bliżyńską nutę. Wsiadłem bowiem do przedziału, w którym, po służbie, powracali kolejarze... Jeden z Bliżyna, drugi spod Skarżyska, obaj prowadzili nocne pociągi ze Skarżyska do Warszawy, trzeci był z Gadki, prowadzi pociągi w węźle mazowieckim. Do pracy dojeżdża aż z Gadki. Czego ja się od nich nie dowiedziałem... Rozpaczali nad losem Polskich Kolei Państwowych, mówili o marnotrawstwie, o złodziejstwie, a nade wszystko — bo to ich najbardziej smuciło — o upadku prestiżu zawodu kolejarza, a w szczególności maszynistów. Jeden z maszynistów miał na sobie elegancki granatowy mundur, na klapach i na kołnierzu złote naszywki, na czapce złote paski, kieszonkowy zegarek na długiej dewizce. Ostatni Mohikanin PKP spod Skarżyska! Przypominał mi moich wujków, kolejarzy! Panów Kolejarzy!
           

 
Stacyjka
  
— Tu stacja Bliżyn. Pociąg przyspieszony, sezonowy, z Krakowa do Ustki, z kuszetkami i wagonami sypialnymi na początku składu, gotów do odjazdu!
— Pociąg przyspieszony relacji: Warszawa-Zakopane wjeżdża na stację Bliżyn. Podróżnych prosimy, by w trosce o bezpieczeństwo, odsunęli się od toru.
— Tu stacja Bliżyn. Odjazd pociągu z Lublina do Poznania, przez Tomaszów-Koluszki!
— Pociąg bezpośredni, przyspieszony z Łodzi do Zagórza, przez Skarżysko — Sandomierz — Rzeszów — Strzyżów — Jasło — Sanok, wjeżdża na stację, prosimy o zachowanie ostrożności.

     1. To nie fikcja literacka! To nie kolorowy sen! Tak było! Pewnie tylko zapowiedzi pociągów były nieco inaczej zredagowane, ale tak właśnie wspominają je dziś najstarsi mieszkańcy Bliżyna. Potwierdzają to dyżurni ruchu stacji PKP trzeciej klasy w Bliżynie: Marzena Kopeć i Sławomir Młodawski. Ja, relacjonujący te wspomnienia, jechałem „Zagórzem” wiele razy ze Skarżyska do Rzeszowa, gdzie pół wieku temu pracowałem w „Nowinach Rzeszowskich”, a w Skarżysku odwiedzałem rodziców. Wcześniej zaś, jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej, jeździłem „Lublinem”, z moim ojcem, Pawłem, najlepszym krawcem w Skarżysku oraz z wujkiem Adamem Mańkowskim, jednym z bardziej znanych stolarzy, do Poznania na targi międzynarodowe. Oczywiście przez Bliżyn! Najkrótszą drogą. Często celem podróży był też Ostrów Wielkopolski, w pobliżu tego miasta mieszkał bowiem brat ojca, stryjek Ludwik Bilski, jechaliśmy wówczas też przez Bliżyn, z jedną, jedyną przesiadką w Łodzi.
     Gdyby nie kryzys lat trzydziestych, a potem wybuch II wojny światowej, to zagubiona dziś stacyjka Bliżyn nie byłaby wcale taką zagubioną. Kto wie, czy nie nie usłyszelibyśmy następującej zapowiedzi i to w kilku językach: — Tu stacja Bliżyn. Ty stacja Bliżyn. Międzynarodowy Express Olimpijski „Modrzew”, z Paryża przez Berlin-Poznań-Koluszki, wjeżdża na tor pierwszy przy peronie pierwszym. Pociąg składa się wyłącznie z wagonów sypialnych oraz platform z samochodami podróżnych. Prosimy oczekujących o zachowanie szczególnej ostrożności podczas wjazdu pociągu na stację. Pociąg kończy bieg w Bliżynie”.
Nie jest to znowu mrzonka. Nie... Posłuchajmy...
— Uroczyska i pomniki przyrody, przepiękne lasy i rezerwaty, rzeki i rwące strumyki, rozlewiska, wzniesienia i doliny, a nade wszystko czyste, zdrowe powietrze, te walory legły u podstaw śmiałego projektu — który narodził się w okresie międzywojennym — budowy luksusowego i największego w Polsce bliżyńskiego ośrodka klimatyczno-uzdrowiskowego oraz sportów zimowych i letnich. Autorzy tego śmiałego pomysłu zamierzali przystosować to „sportowe uzdrowisko” do norm olimpijskich i w niezbyt odległej perspektywie urządzić igrzyska — mówi z dumą, ale i z żalem, że nic z tego nie wyszło, Roman Falarowski, nauczyciel historii i nauki o społeczeństwie w miejscowym gimnazjum. Ponieważ rozwiązania architektoniczno-urbanistyczne miały być wzorowane na paryskich, na tak zwanym „planie kołowym”, więc tereny i obiekty olimpijskie, znajdujące się m.in. za Wojtyniowem, idąc w kierunku Skarżyska, po dziś dzień nazywane są Paryżem... Zaś o realności powyższych zamierzeń niech świadczy choćby to, że wielu mieszkańców Warszawy kupiło przed wojną działki w tych stronach — dodaje pan Roman.
Projekt „olimpijskiego uzdrowiska” był dziełem znanego przed wojną architekta, Andrzeja Boniego.
W ogłoszeniu reklamowym Eksploatacji Terenów „Bliżyn”, które odnalazł w swoich bogatych szufladach pan Roman, wymieniane są między innymi następujące inwestycje, które miały powstać w wokół Bliżyna: uzdrowisko ze schodami tarasowymi, pawilon do toru saneczkowego o długości 1000 metrów, stadion dla igrzysk olimpijskich, pawilony dla treningu lekkoatletycznego, boisko futbolowe, basen do pływania oraz do treningów regatowych, dwie ujeżdżalnie (kryta i otwarta) dla konnej jazdy, korty tenisowe z trybunami, treningowe korty tenisowe, hala sportowa i pawilon „Lekkoatletyka”, „Mety” dla toru saneczkowego, gmach półotwarty dla igrzysk kolarskich, strzelnica dla różnego rodzaju broni, hale dla floretu i szabli, zakład kąpielowy z basenem do pływania. Ponadto: gmach wytwórni filmowej, gmach wypoczynkowy dla inwalidów i legionistów polskich, teatr odkryty dla przedstawień klasycznych i teatr kryty.
Dzięki temu cały potencjał uzdrowiska sportowo-klimatycznego byłby w pełni wykorzystany nie tylko w okresie imprez sportowych, ale także w tzw. „martwym sezonie”.
Niestety, „Modrzew” nigdy na stację w Bliżynie nie wjechał, a dziadkowie i babcie mogą swoim wnukom opowiadać jedynie to, jak to za ich młodości, można było z tej stacyjki, bez jednej nawet przesiadki, dojechać na drugi koniec Polski, a dziś najwyżej do Skarżyska lub Tomaszowa, i to tylko dwa razy na dobę.
— Jak już mnie tak na te wspominki wzięło — kontynuuje po chwili pan Roman — to odnalazłem w starych szufladach dokumenty sprzed wojny, świadczące o tym, że Gmina Bliżyn, która wówczas sięgała po Milicę, Młodzawy i Pogorzałe, toczyła spór z Gminą Skarżysko o te właśnie tereny. Niestety, przegraliśmy i Fabryka Amunicji, późniejsze „Mesko”, znalazło się w granicach skarżyskiej gminy, a nie naszej.

     2. Służbę na stacji Bliżyn pełni dziś (22 maja 2009 roku) dyżurna ruchu Marzena Kopeć. Jakiś czas temu zlikwidowano etat zawiadowcy. Teraz dyżurni są gospodarzami stacji i nastawni... Żeby tylko... Do ich obowiązków należy także ręczne przekładanie zwrotnic od strony Stąporkowa, a pewnie już niebawem będą musieli obsługiwać również ręczne zwrotnice od strony Skarżyska, gdyż ma być zlikwidowana znajdująca się tam „budka” nastawniczego, a nie zanosi się na zastąpienie ręcznych zwrotnic elektrycznymi. Słychać zaś niepokojące wieści, że stacja — ze względu na małą frekwencję i brak zamówień na przewozy towarowe — może zostać nawet całkowicie zlikwidowana, a wraz z nią wiele innych, kto wie czy nie na całym tomaszowskim szlaku.
Czternasta trzydzieści jeden i pół. Wjeżdża osobowy relacji Skarżysko — Tomaszów. Lokomotywa i dwa krótkie wagony. Punktualnie, jak zawsze. Nikt nie wysiada. Nikt nie wsiada. W całym pociągu, nie licząc obsługi, tylko dwóch podróżnych. To rzeczywiście nieopłacalna linia.
— Ale kto o tej porze będzie jechał? Dokąd? W jakim celu? — pyta sama siebie i mnie dyżurna. Robotnicy? Jeszcze pracują. Uczniowie? Oni mają gimbusy. Może bliżej Tomaszowa uzbiera się kilka osób... A rano? Wyjazd ze Skarżyska tuż po piątej... Nie tylko dla uczniów, ale nawet i dla robotników z pierwszej zmiany jest to stanowczo za wcześnie. Jadą tylko ci, co w Tomaszowie przesiadają się na Łódź. Kiedyś rozkład jazdy musiał być dostosowany do potrzeb podróżnych, a o jakim tu przystosowaniu mówić dziś, skoro tylko dwa razy na dobę, rano i po południu, można dojechać koleją do Skarżyska i do Tomaszowa. Jak się chce psa uderzyć, to kij się zawsze znajdzie. Można zrobić taki rozkład jazdy, że nikomu nie będzie pasował i wykazać w ten sposób nieopłacalność linii. Tylko, że to nie ma nic wspólnego z uczciwością i z gospodarnością.
— Pamiętam jednak czasy znacznie przychylniejsze dla PKP i jej klientów, Wiele razy — jako dziennikarz —relacjonowałem, w latach sześćdziesiątych, trwające wiele, wiele miesięcy prace kolejarzy nad rozkładem jazdy. Nie mieli jeszcze wówczas do pomocy komputerów, lecz tysiące, dziesiątki tysięcy informacji z całej Polski, nawet z najmniejszych miasteczek i wiosek, stacji, stacyjek i przystanków, choćby z Grzybowej Góry i Bzina, z których dojeżdżali pracownicy do fabryk, a młodzież do szkół w Skarżysku-Kamiennej. Specjaliści od optymalizacji ruchu pociągów przetwarzali te dane na czytelną pewnie tylko dla nich plątaninę wykresów, z której powolutku, w żmudnym trudzie wyłaniał się ogólnopolski rozkład jazdy, księga licząca kilkaset stron. Była to moja ulubiona lektura. Potrafiłem godzinami siedzieć nad rozkładem i podróżować z rozkładem i mapą sieci PKP bez biletu po całej Polsce. Odwiedzałem wujków, kolegów, koleżanki, ulubione miasta... Potem z rozkładem przed nosem układałem marszruty moich dziennikarskich podróży. A dziś? Można powiedzieć: co za wygoda! Planuję wyjazd do Bliżyna w czerwcu. Otwieram w laptopie stronę http://rozklad.pkp.pl/query.php?q=pl/node/146 i wydaję polecenie znalezienia najdogodniejszego połączenia z Warszawy Centralnej do Bliżyna, oczywiście drogą najkrótszą i zarazem dla mnie najbardziej interesującą, bo pełną nostalgii, czyli przez rodzinne Skarżysko. Zanim zdążę przełknąć łyk herbaty już mam odpowiedź: 22 czerwca 2009 roku — co za zbieg okoliczności, tego dnia, tyle tylko, że 599 lat temu, a więc za rok będzie tzw. okrągła rocznica, król Władysław Jagiełło opuszczał gościnny Bliżyn, po sutej kolacji u swego dworzanina i przespanej w jego dworku nocy, udając się w kierunku Grunwaldu, gdzie stoczył zwycięską walkę z Krzyżakami — mam dwa połączenia kolejowe z Warszawy do Bliżyna, z przesiadką w Skarżysku. Wyjazd z Warszawy Centralnej, pośpiesznym o godz. 11minut 11, w Skarżysku-Kamiennej jestem o godz. 13 minut 47, poczem wsiadam do osobowego i już o 14 minut 19 odjazd do Bliżyna (pociągiem jadącym do Tomaszowa), by po niespełna kwadransie, o godz. 14 minut 32 wysiąść na stacji w Bliżynie. Czas podróży: 3 godziny i 21 minut. Proponuje mi też przewoźnik połączenie przez Koluszki i Tomaszów, też z przesiadką, a podróż trwa o 5 minut dłużej. Mogę też wybrać się z Warszawy do Bliżyna wieczorem, o godz. 21 minut 40, by — po 7 godzinach i 41 minutach podróży, z czekaniem i przesiadką w Skarżysku — dojechać do miejsca przeznaczenia bardzo wczesnym rankiem następnego dnia o godz. 05 minut 21.
— A gdyby tak szynobus? — pytam niby sam siebie, ale patrzę w oczy pani Marzenie. I okazuje się, że pytanie było celne. Zainteresowało dyżurną.
— To byłoby dobre rozwiązanie. Przede wszystkim eksploatacja szynobusów, na takich mało uczęszczanych trasach jak nasza, jest opłacalna, ponadto zapewnia wyższy komfort i sprawność. Szkoda, że o tym nie pomyślano wcześniej, gdy tylko autobusy i busy zaczęły zabierać nam klientów — przytakuje dyżurna.
Podobnego zdania jest dyżurny ruchu, Sławomir Młodawski. To z nim także umawiałem się na dzisiejsze spotkanie, ale musiał nagle wyjechać do Kielc. Powiedział mi wówczas: „O przyszłości stacji Bliżyn boję się nawet myśleć, lecz dobrze wspominam jej przeszłość. Obsługiwaliśmy bocznicę do »Polifarbu«, tor ogólnego użytku, z którego korzystała składnica drewna, tartak, Gminna Spółdzielnia »Samopomoc Chłopska«, wielu klientów prywatnych, pełen towarów był magazyn i rampa. Na dobę przerabialiśmy przeciętnie od dziesięciu do piętnastu wagonów, jak na stację trzeciej klasy, to całkiem nieźle. Pociągi zbiorowe miały co robić, a dodam, że były ciągnione przez parowozy, czyli lokomotywy z duszą. Zatrudnialiśmy nie tylko kasjerów biletowych — były trzy kasy biletowe — ale także kasjera towarowego i ekspedytora. To już tylko wspomnienia, z łęską w oku... Ruch był duży, zdarzyło się jeden raz w historii naszej stacji, że w ciągu dwunastu godzin przez Bliżyn przejechały dwadzieścia trzy pociągi! Co pół godziny jeden pociąg — dodajmy — po linii jednotorowej, z telefonami na korbkę i bez tej wspaniałej elektroniki co dziś... Jest bardzo pomocna, lecz także bardzo czuła na wszelkie zmiany napięć, na wyładowania atmosferyczne, a to — powiedzmy prawdę — poważna wada. Tymczasem dwa stare, wysłużone semafory ramieniowe i zwrotnice, także przekładane i blokowane ręcznie, są w każdych warunkach niezawodne, wciąż dobrze nam służą”.

     3. Dyżurna wisi na telefonie i bacznie obserwuje ekran „kolejowego telewizora”, na którym widzi dosłownie wszystko: nadjeżdżające pociągi, perony, odjeżdżające pociągi, przejazd... Jednocześnie docierają do niej obrazy z dziewięciu najważniejszych miejsc. Właśnie wydaje polecenie koledze z „budki” przed przejazdem: „Zatrzymaj jeszcze na chwilę te samochody, jest mi potrzebny tor”. Niemalże równocześnie rozmawia przez radiotelefon z maszynistą.
Dyskretnie obserwuję i podsłuchuję. Nie śmiem przeszkadzać. Nieśmiało jednak pytam: „To przetoki”?
— Nie wykonujemy już przetoków, to tylko krzyżówka... Normalna krzyżówka... Jeden tor, a ruch w dwie strony.
Trafiłem, jak się to mówi, jak kulą w płot. Nie będę się więcej popisywał znajomością kolejowej technologii. Zadaję pytanie z historycznej beczki: „Mamy koniec maja. Czy pamięta pani co się wydarzyło, także pod koniec maja, w 2002 roku”?
— Pamiętam, pamiętam. Nigdy nie zapomnę. I nie mógł pan lepiej trafić z tym pytaniem. To się wydarzyło na mojej służbie. Przyszłam na noc, o dziewiętnastej. Kolega przekazał mi obowiązki i pojechał do domu. Lało, jak z przysłowiowego cebra. Oberwanie chmury. Dosłownie w mgnieniu oka woda podeszła pod tory. Po kilkunastu sekundach już przykryła tory i była pod drzwiami nastawni. Jeszcze chwilka i cała stacja pływa, a tu zbliża się „luzak” od strony Stąporkowa i osobowy od Skarżyska.
— „Luzak”, co to takiego?
— Lokomotywa bez wagonów... „Luzaka” natychmiast zawróciłam do Stąporkowa, a osobowemu ze Skarżyska nie dałam wjazdu, bo nastawnicza zgłosiła, że mostek — znajdujący się jakieś dwieście pięćdziesiąt-trzysta metrów od stacji — jest zalany. Poprosiłam maszynistę z pociągu relacji Skarżysko — Tomaszów, żeby wyszedł z parowozu i sam ocenił sytuację, także tu, na stacji. Przeraził się tym, co zobaczył i powiedział, że nie podejmie ryzyka i nie wjedzie na peron, nawet gdybym dała mu wolną drogę.
Wezwałam natychmiast drogowców ze Skarżyska, żeby przyjechali drezyną, zapoznali się z sytuacją i podjęli decyzję, bo linia została zablokowana a ja jestem bezradna. Tymczasem mój kuzyn, który mieszka w miejscowości Brzeście i zawsze obserwuje przejeżdżające pociągi, widział z okna swego domu, że tuż po przejechaniu osobowego — tego czekającego na wjazd na stację — woda rozerwała nasyp przy przepuście. On to widział na własne oczy... Maszynista tego nawet nie zauważył i dlatego nic nie meldował.
— Zupełnie jak w westernie, po przejechaniu ostatniego wagonu zawala się most...
— No właśnie... Wtedy nie było jeszcze w powszechnym użyciu komórek więc kuzyn natychmiast wsiadł do samochodu i popędził z tą wiadomością do przejazdowej na Brzasku. Koleżanka wpadła w czarną rozpacz, gdyż drezyna z drogowcami właśnie minęła jej posterunek. Z każdą sekundą drogowcy zbliżali się do zniszczonego przepustu, a ona nie była już w stanie ich zatrzymać... Jechali na spotkanie ze śmiercią. Horror. Przejazdowa zadzwoniła do mnie i zrozpaczona krzyczała do słuchawki: „Zatrzymaj drezynę, bo zginą, zatrzymaj ich”. Za pomocą radiotelefonu połączyłam się z drezyną... Zatrzymała się dosłownie kilka metrów przed przeszkodą... Co za ulga.
     Osobowy ze Skarżyska pewnie dojeżdża już do Tomaszowa. Do szesnastej czterdzieści sześć, kiedy to dyżurna poda wolną drogę osobowemu do Skarżyska, na stacyjce nic się pewnie nie będzie działo, chyba, że przeleci jakiś towarowy. Dyżurna oprowadza mnie po swoim gospodarstwie. Otwiera poczekalnię. Zionie pustką, ale jest czysto.
— Rzadko kiedy korzystają z niej podróżni, jedynie zimą i gdy pada deszcz i gdy w ogóle są... W ciągu dnia mniej więcej co pół godziny mają busy do Skarżyska, a także autobusy skarżyskiej komunikacji miejskiej — mówi.
— Jak pani trafiła na kolej?
— Z koleżanką wybierałam się do „ekonomika”. Zdałyśmy obie, ale mnie nie przyjęli... Może i dobrze, bo do ekonomii nie mam głowy. Zabrałam papiery i zaniosłam je do technikum kolejowego, też w Skarżysku. Powiodło się... Jestem zadowolona z mojego zawodu, choć jego ranga — niestety — maleje. Ale może to się kiedyś odwróci, im wcześniej tym lepiej dla gospodarki, dla środowiska i dla ludzi. Natomiast córka z powodzeniem kształci się w kierunku ekonomicznym... Czy ma pan parasol? Bo zanosi się na wielką burzę, oby nie powtórzyło się oberwanie chmury.

     4. Do Skarżyska wracałem busem. Wycieraczki nie nadążały z oczyszczaniem przedniej szyby z nadmiaru wody. Mało co było widać. Myślami byłem wciąż w tamtym „mokrym czasie” opisanym przez dyżurną ruchu. Przyłożyłem magnetofon do ucha i wsłuchiwałem się w rozmowy nagrane z przypadkowymi mieszkańcami Bliżyna: „Oberwanie się majowej chmury w 2002 roku spowodowało gwałtowny przybór wód na Kamiennej i jej odnogach. Rzeka przypomniała o swojej sile, zniszczyła nie tylko tory, ale także tamę na bliżyńskim zalewie. (...) Po zerwaniu nasypu kolejowego pociągi przez jakiś czas nie kursowały, ludzie przesiedli się na busy (...) To był początek końca kolei na tej trasie, bo wielu pociągów już nie przywrócono (...) Gdyby nie strategiczne znaczenie tych terenów, gdyby nie lotniska na drogach — łatwo poznać gdzie są, bo asfalt lepszy i nie ma na poboczach ani słupów ani pachołków, żeby samolot skrzydłem nie zawadził — to pewnie dziś nie byłoby już nawet śladu po tej linii. (...) Nad koleją łączącą Bliżyn ze światem zbierają się czarne chmury. Władzom kolejowym i państwowym nie zależy na tym żeby je rozpędzić. Prezesi spółek i spółeczek, dyrektorzy kolei myślą tylko o zysku, a rząd o nowych podatkach. Nikt nie myśli o ludziach, o ich losie. Ta linia, łącząca Łódź ze Skarżyskiem, biegnąca przez piękne, lecz biedne tereny dawała ludziom pracę i woziła ich do pracy, młodzież do szkół (...) Maksymalizacja zysku za wszelką cenę prowadzi do przysłowiowego wylewania dziecka z kąpielą. Niestety, obecny rząd jest wyjątkowym specjalistą od niszczenia wszystkiego, co spotka i co mu każe Bruksela. (...) Byłem niedawno w Niemczech, tam podróżnych wożą wciąż także, zima-lato, zadbane linie wąskotorowe, bo oni myślą po gospodarsku a nie po partyjnemu”.  
     Trzaski w głośniczku — to były pioruny — zagłuszyły końcówkę nagrania. Automat przerzucił głowicę na górną część taśmy — wciąż korzystam bowiem ze starego, niezawodnego sprzętu, tak niezawodnego, jak ręcznie przekładane i blokowane zwrotnice i ramienne semafory na stacji w Bliżynie — i usłyszałem, nagrany wcześniej, głos dyżurnego Młodawskiego: „Z historią, upamiętniającą dobre i złe czasy, spotykamy się tu na każdym kroku. Stacja pamięta czasy, jak Niemcy z jej peronu gonili jeńców do obozu, a potem gonili na Jastrzębię, gdzie ich rozstrzeliwano, ale ja to znam już tylko z opowiadań”.

     5. Wrześniowa sobota (12.09. 2009). Piękna, słoneczna i bardzo ciepła. Kto wie, może już ostatnia tak skąpana w słońcu tego lata.
Kierunek: BLIŻYN! Za kierownicą Tomasz Piętak, nieetatowy — tacy są najcenniejsi i najlepsi, niezawodni i oddani bez reszty temu co robią — organista u świętego Ludwika w Bliżynie i zarazem „wschodząca gwiazda muzycznej oprawy świętej liturgii”, muzyczny sługa u akademickiej świętej Anny w Warszawie. (...) Dyżurny ruchu, Sławomir Młodawski na posterunku, ale minę ma jakąś nietęgą, smutną: „Spóźnił się pan, już dawno po stypie, odbyła się 31 lipca. O wiele, wiele wcześniej, niż to przewidywaliśmy w najgorszych nawet scenariuszach”.
— Jaka stypa? Kto umarł?
— Stacja w Bliżynie! Kolej! Rozsądek! Gospodarność!
— Zbiorowa mogiła!
— Tak można powiedzieć. 31 lipca 2009 roku, wjechał na naszą stację i odjechał ostatni pociąg osobowy!
— To jak teraz mogę dojechać do Skarżyska, przyjechać ze Skarżyska? Jak dojechać do Tomaszowa? Do Łodzi?
— Najlepiej własnym samochodem.
— To wiem, mnie interesuje połączenie kolejowe. Było od ponad stu lat. Kto? Jakim prawem je zniszczył? Nie budowali a niszczą. Co to za specjaliści?
— To polityczne pytanie, ja jestem tylko kolejarzem. Było ponad sto lat, ludziom i gospodarce służyło a teraz nie ma! Tyle wiem. Na trasie Skarżysko — Bliżyn i Bliżyn — Skarżysko uruchomiono autobusy kolejowe...
— Szynobusy?
— Gdzież tam. Normalne autobusy, a nazwano je kolejowymi, bo kolej je podstawia... Kursują po drogach publicznych, nie po torach. To nie są autobusy zwane szynobusami, które mógł pan widzieć, na przykład, na trasie Skarżysko — Kielce i Skarżysko — Ostrowiec.
— Dlaczego nie ma chociaż jednej pary szynobusów na trasie Skarżysko—Bliżyn—Końskie — Łódź?
— Szczerze?
— Tylko szczerze.
— Nie mogę tego, tak jak i pan, pojąć. Mogę pana zaś oficjalnie i zgodnie z prawdą i kolejowym rozkładem jazdy... autobusów (sic!) poinformować, że do Skarżyska może pan pojechać jeszcze dziś o godzinie 15,43 zaś następny pociąg, przepraszam, autobus kolejowy będzie pan miał dopiero jutro, o godzinie 5,30. Zaś do Końskich już odszedł o godzinie 14,19. Następny jutro o godzinie 4 rano.
— A do Tomaszowa?
— Tylko do Końskich.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałem dyżurnego, ale z Końskich do Opoczna też nie dojadę koleją, dopiero z Opoczna do Tomaszowa. Nie starałem się jednak wyjaśniać tych wątpliwości. Zapytałem zaś dyżurnego, co w takim razie on robi jeszcze na stacji? Za co mu płacą? Za oglądanie telewizji? Za „przycinanie komara”, czyli kontrolowaną drzemkę na jedno oko? Okazuje się, że dyżurny się nie leni, przepuszcza bowiem pociągi towarowe z kruszywem, bo „w dzień przejeżdża sześć-dziewięć składów, w nocy trzy-cztery”.
To jakaś pociecha, bo ktoś jeszcze czuwa nad torami, zwrotnicami i semaforami. Może nie wszystko jest stracone... Podobno Anglicy, którzy pierwsi na kontynencie europejskim zaczęli budować pojazdy parowe poruszające się po torach, rozkochali się w polskich kolejach i parowozach. Nie żałują ani czasu, ani grosza, by ratować ostatnie jeszcze sprawne maszyny przed złomowaniem. Podobno zamierzają teraz zaangażować swój kapitał i przywrócić komunikację pasażerską na linii Skarżysko — Bliżyn i dalej... Ekonomia podpowiada szynobus. Historia i nostalgia: parowóz. A może optymalnym rozwiązaniem byłoby jedno i drugie? Szynobus zarobiłby na parowóz, który ciągnąłby, na przykład, tradycyjny, „przedwojenny” skład, z wagonami: pocztowo-bagażowym oraz trzeciej, drugiej i pierwszej klasy, jak to drzewiej bywało, z Sandomierza do Łodzi Fabrycznej albo Kaliskiej. Obsługa też mogłaby nosić tradycyjne uniformy, a pan mechanik walizeczkę, która zawsze kojarzyła mi się z kuferkiem znanego w Skarżysku i okolicy doktora Lisowskiego. Kolejarska była tylko nieco większa, musiał się bowiem, oprócz kanapek, zmieścić termos z herbatą. Frekwencja murowana! Jeśli chcemy uczynić z powiatu skarżyskiego „zagłębie turystyczne”, a są po temu warunki naturalne (przyroda) i wiążemy z tym planem — już realizowanym — wielkie nadzieje, to nie likwidujmy ponad wiekowej linii kolejowej, która stała się już trwałym elementem krajobrazu. Ta linia, jej stara infrastruktura, a wciąż sprawna, to przecież także jeden z naszych zabytków!

     Do Skarżyska, skąd do Warszawy pojadę pociągiem pośpiesznym, odwiózł mnie Tomasz samochodem. Nie dane mi więc było popatrzeć na krajobraz zapamiętany z lat dzieciństwa, z wysokości okna wagonu, z wysokości nasypu kolejowego, gdy tą trasą jechałem, ponad pół wieku temu, z ojcem do Łodzi i dalej... Nie mogłem więc podziwiać ani meandrów Kamiennej, ani wspaniałej sylwetki, widocznego hen, z odległości wielu, wielu kilometrów, „dużego Kościoła” w Skarżysku, ani lasów i cudownych łąk pełnych kwiecia, ani ławic ptaków szykujących się już do odlotu...

© Ryszard Bilski


PS
•Reportaż pt. „Stacyjka” pochodzi z mojej książki pt. „O czym Jagiełło śnił w Bliżynie”, wydanej przez Media Corporation, Warszawa w 2010 roku, a ładnie wydrukowanej przez poligrafów ze Skarżyska: PiS (Piątek i Sieczka). Zapewne czytelnicy tej książki (w szczególności uczniowie gimnazjum w Bliżynie oraz ministranci od św. Ludwika, którym wydawca podarował bez mała dwieście książek) zauważyli, że reportaż został wzbogacony o kilkanaście zdań z innych stronic tej książki i nie tylko... Właśnie... Nad linią kolejową Skarżysko-Bliżyn-Końskie-Tomaszów znów zbierają się czarne, burzowe chmury. Wyjątkowo groźne, bo rząd zamiast chronić istniejące i  tworzyć nowe miejsca pracy ostro tnie wszelkie wydatki! Na oślep. Jak to cięcie „dobrze pójdzie”, to blisko stu kolejarzy na tej linii, jeszcze dającej oznaki życia, straci pracę i przyjdą oni po zasiłek dla bezrobotnych, albo wyjadą na roboty na Zachód. To bardzo realny scenariusz, tym bardziej, że posłowie obronili właśnie rząd przed konstruktywnym votum nieufności zgłoszonym przez PiS. Eksperci, wprawieni w „zwijaniu gospodarki”, udowodnią, że interes gospodarczy (a jak gospodarczy, to i społeczny) podpowiada zamknięcie także ruchu towarowego na torach łączących Skarżysko z Tomaszowem. Realna staje się więc CAŁKOWITA LIKWIDACJA TEJ LINII.

•Niedawno ukazała się przepięknie napisana i pięknie wydana przez Towarzystwo Przyjaciół Bliżyna książeczka Krystyny Skowron (wybitny pedagog) pt. „Podróż Stefana Żeromskiego koleją z Bzina do Końskich via Bliżyn” (w lipcu 1886 roku). Pani Krystyna, która swoimi opowieściami ubogaciła moje reportaże „O czym Jagiełło śnił w Bliżynie” podarowała mi swoje dzieło i poprosiła o recenzję. Wielce Szanowna Pani Krystyno! Recenzja będzie krótka: „wspaniały pomysł, wykonanie również”. A w nagrodę chciałbym zaprosić Panią do odbycia wspólnej podróży na tej samej trasie w lipcu 2013 roku, czyli 127 po podróży Żeromskiego. Już mam nawet tytuł do naszego wspólnego „donosu” z tej nostalgicznej wycieczki: „Co nam zostało z tych lat”? Ale pojedziemy pewnie już tylko drezyną, lecz pod warunkiem, że wcześniej bezrobotni nie rozbiorą „bezużytecznych” torów i nie sprzedadzą ich jako „wartościowy złom” Hucie w Ostrowcu Świętokrzyskim.

•Jeśli ktoś z Państwa, czytając powyższy tekst, doszedł do wniosku, że ma coś interesującego do przekazania na temat i w związku ze„Stacyjką”, to proszę napisać, oto mój adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

•Przykro mi, lecz nie mam już ani jednego autorskiego egzemplarza „O czym Jagiełło śnił w Bliżynie”. I wszystkich tych, którzy mnie o tę książkę prosili, przepraszam. Może w Bliżynie coś tam jeszcze zostało... 

•Autorką rysunku — którym zilustrowałem powyższy reportaż, znajduje się też na okładce książki — jest Magdalena Smulczyńska, wtedy była uczennicą IIb bliżyńskiego gimnazjum.



=================================================

Od Redakcji :   O książce  „O czym Jagiełło śnił w Bliżynie”  pisaliśmy już  poprzednio :

tsk24.pl/wydarzenia-w-powiecie/2409-krolewski-prezent-dla-absolwentow-gimnazjum

tsk24.pl/rozrywka/1781-o-czym-jagieo-sni-w-blizynie

tsk24.pl/publicystyka/wywiady/1405-o-czym-jagieo-ni-w-bliynie


 

Ostatnie komentarze

  • Sajgon powiedział(a) Więcej
    zapewne wszyscy wyjechali do Izraela ? 4 godzin temu
  • happy powiedział(a) Więcej
    Rozkład jazdy jest taki że jak spóźnisz się na autobus o godzinę to następny będzie za godzinę 11 godzin temu
  • Neo powiedział(a) Więcej
    Prezes Iska żyje w matrix ale jaja. Mimo, że ze sprawozdania finansowego z KRS za rok 2016 spółka MKS poniosła... 11 godzin temu

Komentarze pozostają własnością ich twórców - redakcja TSK24.pl nie bierze za nie odpowiedzialności. Nick nie jest zastrzeżony dla jednego użytkownika.
Serwis nie ma obowiązku publikacji nadesłanych materiałów. Materiały nie zamawiane przez Serwis Informacyjny TSK24.pl nie podlegają zwrotowi. Autorzy materiałów publikowanych w serwisie wyrażając zgodę na ich publikację przenoszą jednocześnie prawa do nich na rzecz Serwisu Informacyjnego TSK24.pl. Serwis zastrzega sobie również prawo do wykorzystywania zamieszczanych materiałów w celach promocyjnych i reklamowych na wszelkich polach ekspozycji.
Wszystkie Prawa Zastrzeżone - Żadna część jak i całość materiałów zawartych w portalu TSK24.pl nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie.
Wszelkie wyżej wymienione postępowanie bez pisemnej zgody wydawcy - PPHU MPC-TECH ZABRONIONE!