Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

„WHISKEY” – toast niespełniony… Piotr Jan Nasiołkowski cz. II

Starając się odpowiedzieć na wszystkie pytania mogące prowadzić do wyjaśnienia zagadkowego lotu Handley Page Halifaxa oznaczonego kryptonimem V9976 - dr Michael Heim zdołał - swojego czasu - pozyskać nawet do tego celu agenta SOE.

Skończyło się na tym, że ów agent dostał od Podsekretarza Stanu brytyjskiego Ministerstwa Obrony list przypominający mu o obowiązku dożywotniego dochowania tajemnicy. Natomiast do dr Michaela Heima napisał sam brytyjski premier. List był niebywale lakoniczny; „Rząd Jej Królewskiej Mości byłby zadowolony, gdyby Pan więcej się tą sprawą nie interesował”.Ministerialna reprymenda ten miała skutek, że były agent SOE zamilkł na dobre. Ale dr Michael Heim bynajmniej nie zaprzestał swoich dociekań. Nic w tym dziwnego. Ten monachijski dziennikarz i historyk - nie jest wszak poddanym brytyjskiej królowej. Zatem nie jest związany wolą panującej Elżbiety II, ani też rządzących w jej imieniu polityków. Do mnie zaś - jak dotąd - nikt z Londynu w tej sprawie nie pisał. A gdyby nawet kiedyś napisał - to oczywiste, że nic bym sobie z tego nie robił. Co więcej; dr Michael Heim nakręcił paradokumentalny film poświęcony operacji „WHISKEY” oraz  SOE. Brytyjczycy zareagowali natychmiast wywierając nacisk na kierownictwo stacji telewizyjnej Bayrischer Rundfunk, czego skutkiem finalnym była blokada emisji tego filmu!  Jestem w posiadaniu jego kopii.  I wiem również, że dr Michael Heim jest gotów udostępnić ten film do emisji polskiej stacji telewizyjnej.

Myślę zatem, że konsekwentne działania naszego niemiecko - polskiego duetu w końcu doprowadzą do pożądanego celu. Nie do pomyślenia; przyszło do tego, że nieoczekiwanym, ubocznym efektem tamtej wojny jest współczesne zawiązanie się powojennej, dość swoistej antybrytyjskiej, niemiecko - polskiej koalicji!
Tymczasem, w ramach swoich starań ukierunkowanych na przełamanie brytyjskiego muru milczenia wokół operacji „Whiskey” - dr Michael Heim zawiózł przed laty do Wielkiej Brytanii symboliczne fragmenty rozbitego Halifaxa. Kawał blachy oraz resztki jakiegoś urządzenia pokładowego. 19 sierpnia 2005 roku, na opuszczonym pasie startowym lotniska Temmpsford odbyła się skromna uroczystość. Wzięły w niej udział; 90-cio letnia dama, Pani Peta Poor, wdowa po dowódcy 138. dywizjonu W/Cdr Walterze Ronaldzie Farley’u oraz jego córka. Dr Michael Heim w imieniu narodu niemieckiego wręczył wówczas sędziwej wdowie szczątki samolotu jej małżonka poległego przed 63 laty.
Ten niezwykły historyczny prezent Brytyjczycy przyjęli z pewną dozą poczucia iście angielskiego czarnego humoru. W trakcie nabożeństwa, anglikański pastor powiedział, iż oto uznać należy, że - wprawdzie po ponad półwieczu - niemniej jednak Halifax V9976 powrócił wreszcie do ojczyzny ze swojej wojennej misji. Aczkolwiek powrócił w bagażniku niemieckiego mercedesa!
Jak do tej pory nie udało się jednak przełamać tego szczelnego brytyjskiego muru milczenia zbudowanego wokół operacji „WHISKEY”. Ten mur wydaje się być bardziej trwałym niźli Mur Berliński obalony jesienią 1989 roku. Dr Michael Heim przez lata całe obracał się wśród przeróżnych domysłów. Jedną z teorii było, że agenci NKWD mieli rozpoznać zlokalizowaną w Jenbach w Tyrolu, a więc w tamtej okolicy, fabrykę zbrojeniową Heinkla, produkująca płozy pozwalające na lądowanie - wyposażonemu w rakietowy silnik - myśliwskiemu Messerschmittowi 163 Comet. Ta teoria jednak - z natury rzeczy - musiała być fałszywą. W trakcie naszego spotkania dr Michael Heim usłyszał ode mnie, że te osobliwe samoloty weszły do produkcji już po ostatnim locie tamtego Halifaxa pilotowanego przez porucznika Ryszarda Zygmuntowicza. Do tego wszystkiego; wyposażony w Messerschmitty 163 Comet Jagdgeschwader 400 został sformowany dopiero w maju 1944 roku, zaś do akcji bojowych wszedł w lipcu 1944 roku. Nadto, obszarem doświadczalnym dla prób z tymi nowatorskimi superszybkimi samolotami z rakietowym silnikiem napędzanym mieszanką nadtlenku wodoru z alkoholem metylowym - nie była Bawaria, lecz dzisiejsze lotnisko Katowice - Pyrzowice. Rzec można, że dopiero nasze spotkanie i wymiana poglądów przy świetnym bawarskim piwie rzuciły nieco więcej światła na całą tę sprawę. Nasza rozmowa została nagrana. W moim odczuciu była bowiem zbyt ważna, by zgubić z niej choć jedno słowo.
Miejsce i data katastrofy Halifaxa oraz cały szereg innych okoliczności, w tym ustalona trasa lotu brytyjskiej maszyny upoważniają do sformułowania poglądu, że celem operacji „Whiskey” było zgładzenie samego Adolfa Hitlera. Jakby nie patrzeć; Adolf Hitler był przecież najważniejszym obiektem III Rzeszy. A więc takim obiektem, który z całą pewnością wart był podjęcia operacji najwyższego ryzyka. W dodatku, Führer III Rzeszy rezydował, bądź też czasowo przebywał, w tej właśnie okolicy!  poprzedzającym katastrofę Halifaxa - Adolf Hitler obchodził akurat swoje 53 urodziny. Oznaczało to automatyczny napływ do tego rejonu dużej liczby przyjezdnych, a więc nietutejszych wielbicieli Führera III Rzeszy, który urodzinowe hołdy zwykł odbierać w swoim Berghofie. A więc na wypadek jakiejkolwiek rutynowej kontroli, każdy przybysz z łatwością mógł wytłumaczyć swą bytność w tym rejonie koniecznością przybycia na uroczystości urodzinowe Hitlera. Zarazem, z datą lotu Halifaxa musiało się łączyć przynajmniej tak duże, że wręcz graniczące z pewnością - prawdopodobieństwo, iż Adolf Hitler będzie w tym czasie przebywał w swoim Berghofie, nieopodal którego swoją Kwaterę Główną posiadał Reichsführer SS Heinrich Himmler. Jego kwatera zlokalizowaną była w Gmund, położonym nad brzegiem jeziora Tegernsee; prawie, że dokładnie w tym miejscu, gdzie, tuż przed katastrofą, pilotowany przez kapitana Zygmuntowicza Halifax zmienił kurs lotu skręcając ostro na południe, nad lustro tego alpejskiego jeziora. Nieopodal miejsca katastrofy Halifax'a, dokładnie zaś mówiąc w Bad Tölz; w latach 1937 - 1945, funkcjonowała szkoła oficerska SS. Nic zatem dziwnego, że do tego właśnie regionu ciągnęli w końcówce wojny hitlerowscy dygnitarze zwabieni mitem o alpejskiej twierdzy, ostatnim bastionie obronnym hitleryzmu stworzonym właśnie tutaj, na pograniczu niemiecko - austriackim, czyli w samym mateczniku zbrodniczej, nazistowskiej ideologii. Także tutaj, w Bad Tölz ukrywał się i został przez Amerykanów 4 maja 1945 roku aresztowany zbrodniarz z Płaszowa - Amon Göth, który znany był z tego, że uwielbiał siadywać ze sztucerem na balkonie swej willi i strzelać stamtąd do żydowskich więźniów płaszowkiego obozu.  Tego samego dnia, w którym został aresztowany wydany potem ówczesnym polskim władzom i skazany na karę śmierci Amon Göth; w odległym od Bad Kreuth w linii prostej zaledwie o jakieś 12 kilometrów Schliersee, porucznik wywiadu wojskowego USA Walter Stein aresztował rezydującego do niedawna na Wawelu, byłego Generalnego Gubernatora Hansa Franka – skazanego potem w Norymberdze na karę śmierci. Nic zatem dziwnego, że w tej właśnie okolicy, tuż po zakończeniu wojny - urwał się też wszelki ślad po Adolfie Eichmannie. Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przekonują o tym, że sympatie miejscowej ludności musiały być jednoznacznie skrajnie nazistowskie, co zapewne było jedną z przyczyn zlokalizowania w tym regionie - alpejskiej kwatery głównej Adolfa Hitlera. Wystarczy wszak jedno spojrzenie na mapę, by stwierdzić, że Handley Page Halifax Mk I/II V9976 rozbił się zaledwie około 100 km od Obersalzbergu, czyli potrzebował jakieś 15 - 20 minut lotu, by znaleźć się właściwie już nad samą alpejską rezydencją Hitlera, położoną nieopodal Berchtesgaden. W momencie katastrofy, obydwaj agenci NKWD mieli już założone spadochrony. A więc byli gotowi do skoku. Jeżeli czterosilnikowy Halifax V9976 zdołałby przelecieć nad masywem Blauberg, czy też nad doliną opasującą ten górski masyw z lewej jego strony - znalazłby się już na kursie wprost wiodącym w kierunku alpejskiej willi Hitlera! Jest jednak oczywiste, że agenci NKWD nie skakaliby wprost na teren Berghofu. Studiując mapę ilustrującą obszar przylegający do masywu Blauberg, widzimy dobrze tam rozbudowaną sieć dróg wijących się górskimi dolinami. Ba, nawet autostrada tamtędy przebiega. Te uwarunkowania terenowe stwarzały zatem idealne wprost warunki na niezauważalne odebranie obydwu zrzuconych agentów przez kogoś, kto na nich na ziemi by czekał. Wystarczyło przecież żeby dysponował samochodem lub chociażby tylko motocyklem z koszem. Z tego, co wiadomo o operacji „Foxley”, której przeprowadzenie SOE zaplanował na lato roku 1944; w Salzburgu rezydował zakonspirowany brytyjski agent. Jego zadaniem miało być odebranie skoczków na ziemi i wyposażenie ich w broń, która miała być użyta do zgładzenia Adolfa Hitlera. Zatem wielce jest prawdopodobne, że to ten sam brytyjski agent został w kwietniu 1942 roku zaangażowany do przyjęcia na austriackiej ziemi dwóch sowieckich agentów Lorenza Mraza i Franza Löschla. Nadto, posiadając wiedzę o istnieniu sowieckiej siatki szpiegowskiej „Rote Kapelle” - w żaden sposób nie można również wykluczyć, że takiego samego agenta, który miał do wykonania identyczne zadanie  w ramach operacji „Whiskey”; mogli mieć w Salzburgu lub jego okolicach, także Rosjanie.  
 Urodzinowego dla się, 20 kwietnia 1942 roku, w godzinach dopołudniowych Adolf Hitler przebywał jednak ciągle jeszcze w Prusach Wschodnich, w swoim Wolfschanze koło miasteczka Rastenberg, czyli dzisiejszego Kętrzyna. Zostało odnotowane, że w godzinach od 11.00 do 13.00, na pobliskim poligonie, Führerowi III Rzeszy demonstrowano dwa prototypy czołgów, które zostały skonstruowane przez konkurujące ze sobą koncerny zbrojeniowe Porsche i Henschel. Jednakże wieczorem tamtego dnia, Adolf Hitler fotografował się już z Evą Braun w swoim alpejskim Berghofie. Ta dostępna do obejrzenia w internecie fotografia należy do zasobów Süddeutscher Verlag Bilderdienst. Tego samego wieczora zostało zrobione także drugie, kolorowe zdjęcie Adolfa Hitlera w otoczeniu austriackich uczennic przybyłych do Berghofu z urodzinowymi życzeniami. Autorem tej drugiej fotografii jest Hugo Jäger. Jest ona wprawdzie błędnie podpisana, jakoby uczennice składały swemu ukochanemu Führerowi III Rzeszy życzenia z okazji jego pięćdziesiątych urodzin, ale data  nie pozostawia jednak cienia wątpliwości; 20 kwietnia 1942 roku. Wiadomo także, iż  26 kwietnia 1942 roku Adolf Hitler przebywał w zamku Klessheim koło Salzburga. A to przecież zaledwie 28 kilometrów od Berchtesgaden. W zapisach kronikalnych zamku Klessheim zostało odnotowane, że tamtego dnia, Adolf Hitler wyjechał był stąd do Monachium oraz swojej alpejskiej kwatery Berghof.
Jest udokumentowane, że w tym urokliwym alpejskim regionie III Rzeszy, jej Führer - Adolf Hitler przebywał do 30 kwietnia 1942 roku, czyli przez dziesięć dni, począwszy od 20 kwietnia 1942 roku, kiedy musiał tu przybyć w godzinach wieczornych, bądź raczej przedwieczornych. Te dziesięć dni wyznacza przedział czasowy, kiedy na terenie alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera było możliwe przeprowadzenie nań zamachu przez przysłanych z Wielkiej Brytanii dwóch agentów NKWD. Nie można zapominać o tym, że Wolfschanze w Gierłoży koło Kętrzyna - posiadało swoje lotnisko, zaś potrzebom komunikacyjnym alpejskiego Berghofu służyło lotnisko Ainring koło Salzburga, odległe zaledwie około 35 km od Berchtesgaden. W tamtym czasie Adolf Hitler dysponował jako maszyną osobistą jednym spośród zaledwie siedemnastu zbudowanych czterosilnikowych maszyn Junkers 90 A. Ten będący w stanie zabrać na swój pokład 40 pasażerów, czterosilnikowy osobisty samolot Adolfa Hitlera mógł pokonywać trasę lotu z Kętrzyna do Salzburga z prędkością osiągającą maksymalnie 410 km/h.
Długość trasy, jaką miał do pokonania, Tempsford Handley Page Halifax V9976 jest porównywalna z odległością dzielącą wschodniopruskie Wolfschanze od alpejskiego Berghofu.
Będący w stanie lecieć z prędkością maksymalną 418 do 454 km/h - Handley Page Halifax był samolotem nieco szybszym od Junkersa 90 A. Porównanie osiągów prędkości maksymalnej obydwu maszyn oraz długości trasy jaką miały one do pokonania pozwala stwierdzić, że na dotarcie do alpejskiego rejonu Berchtesgaden,  startujący z pasa startowego Tempsford - Handley Page Halifax Mk I/II V9976 pilotowany przez Ryszarda Zygmuntowicza oraz Junkers 90 A, rozpoczynający swój lot z własnego lotniska Wolfschanze nieopodal Gierłoży, potrzebowały - mniej więcej - tyle samo czasu. Zauważyć jednak trzeba, że maszyna brytyjska miała do pokonania odległość nieco większą, a to z uwagi na wytyczenie kursu nie przebiegającego najkrótszą z możliwych powietrznych tras. Zarazem zauważyć należy, że brytyjska maszyna startowała 20 kwietnia wieczorem, zatem - mniej więcej - już w tym momencie, kiedy Adolf Hitler pozował w Berchtesgaden do pamiątkowej fotografii otoczony austriackimi uczennicami.
Fakt przemieszczenia się Adolfa Hitlera tamtego wieczora z Prus Wschodnich do swej alpejskiej kwatery musiał być oczywiście znany NKWD, jeżeli się zważy, iż w najbliższym otoczeniu Führera III Rzeszy Sowieci posiadali swojego agenta opatrzonego kryptonimem „Justus”. Do dziś nie wiadomo, kim był ów „Justus”. Bogusław Wołoszański - swojego czasu - sformułował pogląd, że istnieją niesprawdzone, aczkolwiek uzasadnione podejrzenia, iż tym „Justusem” był... sam Martin Bormann.
Najprawdopodobniej więc, to właśnie ów „Justus” zrobił z najbliższej odległości zdjęcie krańcowo wyczerpanego Adolfa Hitlera, leżącego w salonce. Taka właśnie fotografia znalazła się w posiadaniu SOE.
 Zapewne została ona Brytyjczykom dostarczona przez NKWD. Zestawienie momentu startu Handley Page Halifax'a V9976 z Tempsford o godzinie 21.07 czasu brytyjskiego, z fotografiami Adolfa Hitlera zrobionymi w Berchtesgaden wieczorem 20 kwietnia 1942 roku - uzasadnia pogląd, iż start maszyny z agentami NKWD na pokładzie najwyraźniej był uzależniony od nadejścia do Anglii wiadomości sygnalizującej przybycie Adolfa Hitlera do jego alpejskiej kwatery. Jeśli tak było; jest oczywiste, że nadawcą takiej wiadomości nie mógł być nikt inny, jak wzmiankowany wyżej sowiecki agent o kryptonimie „Justus”…
Na marginesie należy zauważyć, że to właśnie Martin Bormann był nadzorcą przebudowy i dostosowania Berghofu do tego, by posiadłość ta mogła po jej modernizacji pełnić funkcję alpejskiej rezydencji Adolfa Hitlera. Zaznaczyć przy tym trzeba, że Martin Bormann od prawie już roku był zastępcą, a zatem także i potencjalnym następcą Adolfa Hitlera. Nadto, posiadał także swoją własną rezydencję nieopodal Berghofu.
    Tu i ówdzie spotykamy się z twierdzeniem, jakoby czterosilnikowy Handley Page Halifax Mk I/II V9976 miał lecieć nad terytorium - onegdaj czechosłowackie. Zapewne była to wersja stworzona dla potrzeb zakamuflowania prawdziwego zadania, jakie miała wykonać załoga tego samotnego bombowca. Bez względu na to, czy ten samolot miał lecieć nad Czechosłowację, czy też do rejonu pogranicza bawarsko - austriackiego; jego przygotowanie wyglądałoby identycznie. W ostatniej chwili przed startem maszyny na jej pokład wszedł sam dowódca 138. dywizjonu RAF, podpułkownik Walter Ronald Farley siadając za sterami bombowca, jako drugi pilot - w miejsce odsuniętego przez siebie od tego lotu, kapitana R.C. Hockey'a.
    Zapewne przyczyną tego było, że to właśnie dowódca 138. dywizjonu był ostatnim nośnikiem informacji o prawdziwym, planowanym celu tego lotu. Reszta załogi miała się o tym dowiedzieć dopiero w powietrzu. Rozkaz zmiany kursu został bowiem najwyraźniej wydany przez podpułkownika Waltera Ronalda Farley'a  w momencie, gdy maszyna znajdowała się już nad Holandią. Tym sposobem wyeliminowane zostało niebezpieczeństwo przechwycenia radiowego meldunku przez nieprzyjacielski nasłuch. Wtedy to, nad Holandią, czterosilnikowy Handley Page Halifax Mk I/II V9976 radykalnie zmienił swój dotychczasowy kurs na południowy. Co więcej; po przeleceniu wzdłuż Jeziora Bodeńskiego, w samej już  końcówce swego lotu; maszyna doleciawszy do górskiego jeziora Tegernsee - znów zmieniła radykalnie kurs na południowy i przeleciawszy nad lustrem wody, kontynuowała swój lot ponad doliną dzielącą górskie łańcuchy. Ten tryb postępowania wskazuje jednoznacznie na dążenie do wyeliminowania możliwości jakiegokolwiek przecieku informacji o celu, ku któremu kierowała się maszyna 138. dywizjonu RAF. Nadto, jak wynika to z opinii służbowych - podpułkownik Walter Ronald Farley był typem ryzykanta, któremu nieobcą była gotowość udziału w najbardziej straceńczej misji. Przy tym jako ostatnie ogniwo pomiędzy wykonawcami, a zleceniodawcami akcji, dowódca 138. dywizjonu RAF znał jej cel - wiedział zatem, że w wypadku powodzenia operacji „Whiskey”, a więc zgładzenia Adolfa Hitlera - jej uczestnicy mają zagwarantowany paszport do Historii. Wielce jest prawdopodobne, że dlatego właśnie dowódca 138. dywizjonu - pomimo swej świadomości braku szans na powrót do bazy - osobiście poleciał nad III Rzeszę na pokładzie czterosilnikowego bombowca transportującego dwóch sowieckich agentów. Być może również brzemię odpowiedzialności nakazywało mu podzielić los swoich żołnierzy, wysyłanych tam, skąd szanse na powrót były żadne. O czym w tym momencie wiedział jako dowódca 138. dywizjonu, lecz odnośnie czego nie posiadali zorientowania członkowie załogi Halifax  V9976 nie znający jeszcze wszak celu, do którego mają lecieć?
    Nie można jednakże wykluczyć i tego, że wchodząc na pokład samolotu - podpułkownik Walter Ronald Farley wykonywał rozkaz swoich zwierzchników. Zwłaszcza w kontekście faktu, iż maszyna z dwoma sowieckimi agentami przed prawie miesiącem powróciła znad Austrii, gdyż krążąc nad docelowym rejonem przez godzinę - nie zdołała jednak znaleźć miejsca planowanego zrzutu.
    Niewątpliwie interesującym niebywale jest powojenny, dość zagadkowy epizod podjęcia w Wielkiej Brytanii próby pozbawienia renty wojennej wdowy po podpułkowniku Walterze Ronaldzie Farley'u. Prawdopodobnie krok ten został podjęty z tej przyczyny, iż podpułkownik Walter Ronald Farley nie posiadając przeszkolenia uprawniającego do pilotowania czterosilnikowego Halifax'a, wziął udział w tej misji jako drugi pilot, po uprzednim odsunięciu od lotu swojego podkomendnego, kapitana R.C. Hockey'a. W sprawach przestrzegania procedur i przepisowej dopuszczalności działania, Brytyjczycy odznaczają się wszak ekstremalnym rygoryzmem. Sprawa trafiła nawet do sądu, lecz dość szybko znalazła swój cichy finał, czego skutkiem było, że wdowy po podpułkowniku Farley'u - renty jednak nie pozbawiono. Jakoś tak czuć w tym wszystkim macki brytyjskich służb specjalnych, które lojalnie wzięły wojenną wdowę w obronę, doprowadzając do wycofania z sądu skierowanej przeciwko niej skargi.
    Analizując i zestawiając ze sobą szczątkowe dość informacje dotyczące  niebywale tajemniczej operacji „Whiskey”, w trakcie której zginęło sześciu Polaków, dwóch Brytyjczyków oraz dwóch sowieckich agentów - Austriaków; nie można tracić z oczu jej umiejscowienia w militarnym kontekście tamtego etapu wojny. Wehrmacht został wprawdzie w grudniu 1941 roku zatrzymany pod Moskwą, lecz z niemieckich pozycji w podmoskiewskiej wsi Chimki, widać już było kremlowskie wieże, odległe zaledwie o 20 km. Jesienią 1941 roku w dwóch gigantycznych kotłach pod Briańskiem oraz Kijowem - Niemcy wzięli do niewoli prawie 1,5 mln sowieckich żołnierzy. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że w przeciągu pierwszych tylko siedmiu miesięcy wojny niemiecko-sowieckiej; do niemieckiej niewoli trafiło ponad 3 mln żołnierzy Armii Czerwonej! Z punktu widzenia zagrożenia Moskwy szczególne znaczenie miała październikowa katastrofa sowieckiego frontu w rejonie Wiaźmy i Briańska, gdzie poległo około 300 000 sowieckich żołnierzy, zaś prawie 700 000 dostało się do niewoli. Nadto, Armia Czerwona straciła wówczas prawie 1300 czołgów oraz 4400 dział rozmaitego kalibru i przeznaczenia. Jednakże - jak wiadomo - Armia Czerwona w pierwszych dniach grudnia 1941 roku przeszła jednak do ofensywy i kosztem poniesionych strat, zamykających się liczbą aż 350 tys. żołnierzy, zdołała odepchnąć Niemców od Moskwy na odległość od 180 do 200 km, po czym front się ustabilizował na kilka miesięcy, gdyż rosyjska zima oraz wiosenne roztopy były czynnikami skutecznie unieruchamiającymi obydwie stojące naprzeciw siebie armie. Niemniej, sytuacja militarna Rosjan wyglądała jednak wówczas gorzej niż krytycznie. Więc zapewne Józefowi Stalinowi pozostawała już jedynie wiara w cud, będący w stanie zapobiec rozpoczęciu przez Niemców wiosennej ofensywy na Moskwę. Tym cudem miało być niewątpliwie - w jego mniemaniu - zawarcie porozumienia z Adolfem Hitlerem, lub w przypadku niemożności jego zawarcia... zgładzenie Adolfa Hitlera i zawarcie takowego porozumienia pokojowego z jego następcą!
    Zatem w ramach realizacji swoich zamiarów - Józef Stalin wysłał w lutym 1942 roku do Wielkiej Brytanii dwóch agentów NKWD i krótko po tym, podjął tajne rozmowy z Niemcami w Mceńsku. Po ich fiasku, dosłownie w przededniu podjęcia już samej operacji „Whiskey”, sowiecki dyktator monitował swoich angielskich sojuszników ponaglającym telegramem; „Armia Czerwona krwawi, a wy czekacie na pełnię księżyca? Akcja musi być wykonana za wszelką cenę”.
    Przytaczając sformułowania użyte w treści brytyjskich dokumentów (Fot. 26) posiadanych i ujawnionych przez dr Michaela Heima, powiedzieć trzeba, że na stronie 76 swojej książki poświęconej wspólnym wojennym operacjom służb specjalnych Wielkiej Brytanii i ZSRR; „Dealing with the Devil” - Donal O’Sullivan pisze, iż operacja „Whiskey” posiadała absolutny priorytet militarny dyktowany koniecznością przeprowadzenia jej przed rozpoczęciem przez Niemców wiosennej ofensywy na froncie wschodnim. Wynika z tego wprost, że operacja „Whiskey” postrzegana była jako działanie militarne ukierunkowane na powstrzymanie rozpoczęcia przez Niemców wiosennej ofensywy na Moskwę, co stać się miało możliwe niebawem, gdyż z początkiem maja, po obeschnięciu wszechobecnych błot spowodowanych wiosennymi roztopami skutecznie eliminującymi dotychczas jakąkolwiek mobilność zmotoryzowanych jednostek Wehrmachtu.  
    Jest wyobrażalne, że niewątpliwie taką przyczyną powstrzymującą rozpoczęcie wiosennej ofensywy Niemców na froncie wschodnim byłaby nagła śmierć Adolfa Hitlera, z całą pewnością, skutkująca wywołanie nie byle jakiego zamieszania zarówno w strukturach państwowych, jak też i militarnych III Rzeszy. I posiadająca dodatkowo, jeszcze jeden skutek personalny....Ale o tym później...
Stosowanie reguł prawidłowego rozumowania wiedzie do wniosku, że żadnej mocy powstrzymania niemieckiej ofensywy nie mogłoby mieć działanie polegające na rozrzuceniu, gdzieś tam nad Linzem, czy też w okolicach Wiednia antyhitlerowskich ulotek znalezionych na pokładzie Halifax'a V9976. A skoro celem tak ryzykownego lotu miało być rozrzucanie ulotek, to jak należy wytłumaczyć obecność na pokładzie samolotu dwóch gotowych już do skoku spadochroniarzy? Powstaje też kolejne pytanie; czyżby Brytyjczycy byli do tego stopnia militarnymi dyletantami, że ryzykując pewną właściwie utratę maszyny, wysłaliby w głąb wrogiego terytorium kosztownego czterosilnikowego bombowca, którego załogę stanowili przecież najlepsi spośród najlepszych, tylko po to, by porozrzucać sobie ulotek wzywających Niemców... do czego niby? Czyżby do tworzenia ruchu oporu przeciwko Adolfowi Hitlerowi? I jeszcze w takiej, rażącej swą naiwnością misji, miałby brać udział sam dowódca 138. dywizjonu RAF - podpułkownik Walter Ronald Farley, ryzykujący tym to sposobem wpadnięcie w ręce nieprzyjaciela?
    Jest również oczywiste, że niemieckiej ofensywy wiosennej nie byłoby w stanie powstrzymać także przeprowadzenie przez agentów NKWD rozpoznania jakiejkolwiek fabryki zbrojeniowej. Zwłaszcza, że dwóch zecerów - z całą pewnością - nie było do tego rodzaju działań ludźmi odpowiednimi, chociażby z uwagi na brak stosownych, technicznych kwalifikacji pozwalających na wykonanie tego rodzaju zadania. Brak kwalifikacji natury technicznej u kogoś, kto według dokumentów był inżynierem, zostałby oczywiście natychmiast rozpoznany przez posiadającego stosowne kwalifikacje techniczne innego członka zespołu inżynierów, co w praktyce oznaczać by musiało zdemaskowanie takiego wielce niewydarzonego agenta. Nadto, przenikniecie dwóch osób, czy też chociażby tylko jednej, do zespołu pracującego nad tajnym projektem wojskowym, zwłaszcza podczas wojny - jest z natury rzeczy - niemożliwe. Szpiegostwo przemysłowe - w takim przypadku - polega na pozyskaniu przez obcą agenturę osoby już przynależnej do takiego zespołu. Niezależnie od powyższego; szpiegostwo nie należało  do zakresu kompetencyjnego SOE lecz SIS. SOE była wszak agendą zajmującą się wyłącznie dywersją. Nadto, taki sposób działania szpiegów przemysłowych, pozostaje w jaskrawej sprzeczności z zasadami działania wyłożonymi w znakomitej książce „Akwarium” napisanej przez Wiktora Suworowa, zbiegłego w 1978 roku na Zachód agenta sowieckiego GRU.
Nie można też zapominać, że 28 grudnia 1941 roku nieopodal czeskiej Pragi, inna maszyna 138. dywizjonu RAF zrzuciła na spadochronach dwóch agentów SOE - Jana Kubišia i Josefa Gabčika. Kwiecień 1942 roku był więc czasem, kiedy to obydwaj ci czescy patrioci oczekiwali na dogodny moment do wykonania przydzielonego im zadania. Mieli zabić urzędującego na Zamku Hradczańskim w Pradze namiestnika III Rzeszy w Czechach - Obergruppenführera Reinharda Heydricha. Więc czemu niby tym samym sposobem nie spróbować zgładzić samego Adolfa Hitlera? Alianci wprawdzie ryzykowali utratę bombowca oraz dziesięciu ludzi, lecz zyskiem płynącym z powodzenia operacji „Whiskey” mogło być rychłe zakończenie wojny. Więc nic dziwnego, że ryzyko takowe zostało podjęte. Tylko, że odnośnie sposobu zakończenia wojny; wizje sowieckie raczej różniły się zasadniczo od brytyjskich, o czym  Winston Churchill - z całą pewnością - nie miał prawa mieć żadnej absolutnie wiedzy!.
Zatem - ponad wszelką wątpliwość - tamten lot Halifax'a pilotowanego przez skarżyszczanina, porucznika Ryszarda Zygmuntowicza był skutkiem ówczesnej współpracy sowiecko-brytyjskiej. Przy tym, tok rozumowania na to wskazuje, że wielce jest prawdopodobne, iż brytyjska maszyna z mieszaną załogą, transportowała na swoim pokładzie zupełnie przez Adolfa Hitlera nieoczekiwany prezent urodzinowy, przesłany mu wspólnie przez Józefa Stalina i Winstona Churchilla!
Pozostaje tylko jeszcze postawić pytanie o sposób realizacji przez agentów NKWD odgórnie zaplanowanego - jak wszystko na to wskazuje, wielce prawdopodobnego, aczkolwiek dotychczas jeszcze dokumentacyjnie nieujawnionego - zamachu na życie Adolfa Hitlera. Otóż tego nie wie - jak dotychczas - nikt, ale z całą pewnością musieli to wiedzieć ci, którzy takową akcję planowali. Musieli oczywiście wiedzieć to także obydwaj wykonawcy przygotowywani przecież do  przeprowadzenia tego zamachu. Myślę, że obydwaj Austriacy posiadali wszelkie predyspozycje do tego rodzaju akcji z przyczyn zarówno ideowych jak też i wojskowych. Otóż w posiadaniu wiedeńskiego Dokumentationsarchiv des österreichischen Wiederstandes znajduje się kilka fotografii Lorenza Mraza. Jedno z nich przedstawia go jako słuchacza partyjnej szkoły im. Lenina w Moskwie , którym był w latach 1935 i 1936. Zatem uznać należy, że już w tamtym czasie Lorenz Mraz, wiedeńczyk o żydowskich korzeniach - był wyznawcą bolszewickiej ideologii. Inna fotografia pochodzi z lutego 1937 roku. Została zrobiona w hiszpańskim mieście Requena podczas wojny domowej, przed wymarszem batalionu im. Czapajewa na front południowy. Jednym spośród stojących obok siebie dwóch żołnierzy tego batalionu jest właśnie Lorenz Mraz posługujący się wówczas nazwiskiem Leo Wurzel. Pod beretem z oznaczeniem wojskowego stopnia - widoczny jest bandaż, którym owinięto głowę Lorenza Mraza, co wskazuje na to, iż w czasie toczonych walk musiał zostać ranny, aczkolwiek - zapewne niegroźnie. Charakter jego umundurowania oraz kabura z krótką bronią na wojskowym pasie z koalicyjką - wskazują na to, że Lorenz Mraz nie był bynajmniej szeregowym żołnierzem tego batalionu. W rzeczy samej. Lorenz Mraz był politycznym komisarzem; najpierw w XIII Brygadzie Międzynarodowej, a potem został pierwszym politycznym komisarzem, składającego się przeważnie z Austriaków, utworzonego w roku 1937„Batalionu 12. lutego” - wchodzącego w skład XI Brygady Międzynarodowej.
    Także Franz Löschl był uciekinierem z Austrii i absolwentem szkoły partyjnej im. Lenina. W Hiszpanii posługiwał się nazwiskiem Max Rieger. Jako porucznik służył w tym samym austriackim batalionie, gdzie politycznym komisarzem był Lorenz Mraz. Ranny podczas toczonych walk - Franz Löschl trafił 27 sierpnia 1938 roku do szpitala w Benicássin, skąd po przeprowadzonym leczeniu został odkomenderowany do Katalonii do pracy wywiadowczej z zadaniem zwalczania trockistów i piątej kolumny. Niebawem, w tym samym jeszcze roku 1938, a więc nim rebelianci generała Franco odnieśli zwycięstwo nad siłami Republiki Hiszpańskiej - Franz Löschl został jednak ewakuowany przez Francję do  ZSRR. Wcześniejszy udział Lorenza Mraza i Franza Löschla w walkach, jakie toczyły się podczas hiszpańskiej wojny domowej jest zatem bezdyskusyjny i zarazem przesądza o tym, że obydwaj ci agenci NKWD posiadali przygotowanie wojskowe oraz doświadczenie wojenne, a więc byli ludźmi obeznanymi z bronią. Nie można zatem wykluczyć, że któryś z nich był snajperem. A może nawet obydwaj byli snajperami? Jest wielce prawdopodobne, że szkolenie w tym zakresie obydwaj Austriacy odbyli już w Wielkiej Brytanii, w ośrodku treningowym SOE. Tego jak raz nie wiemy. Myślę, że... jeszcze tego nie wiemy. Nie wiemy także, czy broń mająca służyć do wykonania zadania została znaleziona na miejscu katastrofy Page Halifax’a V9976. A może  takowa broń czekała na agentów NKWD już raczej na miejscu? Niewykluczone zatem, że agentów mieli w nią zaopatrzyć działający na wrogim terytorium sowieccy agenci wchodzący w skład, wspomnianej już uprzednio, siatki „Rote Kapelle”? Powstaje pytanie; skąd myśl o przeprowadzeniu zamachu na życie Adolfa Hitlera w Berghofie przez strzelca wyborowego? Otóż, dość powszechnie znane jest to o czym uprzednio już zostało wspomniane, mianowicie fakt, że SOE planowało przeprowadzenie takiego właśnie zamachu na terenie alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera w dniach 13 lub 14 lipca 1944 roku. Ta nigdy nie przeprowadzona operacja otrzymała kryptonim „Foxley”. Wykonawcami zadania miało być dwóch agentów SOE; mówiący biegle po niemiecku Polak, oraz brytyjski snajper. Broń miał agentom dostarczyć brytyjski agent umiejscowiony w Salzburgu, a więc nieopodal Berchtesgaden. Planowano użycie niestandardowej amunicji oraz zaopatrzonego w lunetę standardowego niemieckiego karabinu Mauser wz. 98, co umożliwiało oddanie skutecznego strzału nawet na odległość 300 do 500 metrów.
 Dla potrzeb operacji „Foxley”, określono wówczas precyzyjnie miejsce, gdzie było możliwe skuteczne trafienie kulą Adolfa Hitlera podczas jego codziennego zwyczajowego, samotnego spaceru z psem, ścieżką na obszarze tej jego, tak pilnie strzeżonej alpejskiej posiadłości. Nie można wykluczyć, iż w tym przypadku korzystano jedynie z ustaleń dokonanych już wcześniej, w ramach przygotowań do wykonania zadania, którego nie zdołali jednak wykonać na zlecenie NKWD - Lorenz Mraz i Franzi Löschl.
Na marginesie; w szkockim ośrodku SOE szkolił cichociemnych instruktor, Witalis Jadowski. Młodość spędził w Wiedniu. Mówił więc biegle po niemiecku. Nie można zatem wykluczyć, że to właśnie Witalis Jadowski był tym Polakiem, którego SOE planowała wysłać jako jednego z wykonawców operacji „Foxley”.  Po wojnie, Pan Witalis Jadowski był nauczycielem zawodu w jednej ze skarżyskich szkół zawodowych. I... był także instruktorem strzelectwa w ramach Ligi Obrony Kraju!
Znane, powyższe okoliczności - w pełni upoważniają do sformułowania poglądu, iż w żaden sposób nie można przecież wykluczyć, że idea operacji „Foxley” nie była niczym innym, jak tylko próbą powrotu do idei nieudanej operacji „Whiskey”, przy jednoczesnym wykorzystaniu wszelkich uprzednio już dokonanych zaplanowań, ustaleń i założeń.
Zarazem przyczyna odstąpienia przez SOE od realizacji operacji „Foxley” wynikała z oceny sytuacji militarnej, ewidentnie - nieodwracalnie - już korzystnej dla aliantów, ale także ta rezygnacja z przeprowadzenia takowego zamachu wynikać  mogła ze znanego już stopnia ryzyka stanowiącego przestrogę przed fiaskiem, co wynikało wprost z doświadczenia płynącego z nieudanej operacji „Whiskey”.  
     Przy przyjęciu założenia, iż operacja „Whiskey” była próbą zamachu na życie Adolfa Hitlera - zbieżność czasowa momentu jej wdrożenia w fazę realizacji  z rozmowami, jakie w dniach od 20 do 27 lutego 1942 roku prowadzone były pomiędzy przedstawicielami Stalina i Hitlera w leżącym nieopodal Orła, przyfrontowym wówczas Mceńsku, nakazuje rozważenie wzajemnego powiązania ze sobą tych dwóch wydarzeń. Jednocześnie nie można także - w tym miejscu - nie wspomnieć o tym, że 10 stycznia 1942 roku, a więc w samej już końcówce sowieckiej kontrofensywy pod Moskwą, żołnierze Armii Czerwonej wzięli do niewoli dwudziestojednoletniego motocyklistę, podporucznika Wehrmachtu służącego w 23. Pułku Artylerii z Poczdamu. Ten młodziutki oficer nazywał się... Heinrich Hitler i był ulubieńcem swojego stryja – Adolfa Hitlera.
    Podporucznik Heinz Hitler został niezwłocznie przez czerwonoarmistów przekazany NKWD i przewieziony do Moskwy, gdzie dokończył swego żywota w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach 21 lutego 1942 roku, a więc następnego dnia po rozpoczęciu w Mceńsku rokowań sowiecko-niemieckich. Jest wielce prawdopodobne, że uwięziony w kazamatach Butyrki, podporucznik Heinrich Hitler wychowany wszak rodzinnie na fanatycznego nazistę - popełnił samobójstwo i tym samym pokrzyżował sowieckie plany wykorzystania jego osoby jako karty przetargowej podczas rokowań z Niemcami. Niewątpliwie, jak raz ten  jeniec, był zbyt cenną wojenną  zdobyczą, by enkawudziści tak po prostu go zamordowali. Czy wojenny los podporucznika Heinricha Hitlera miał jakikolwiek wpływ na podjęcie   w Mceńsku rokowań sowiecko-niemieckich oraz ich fiasko - nie wiadomo. Ale zarazem  oznacza to, że też i wykluczyć takowego wpływu nie sposób.
    Przybyłym na rozmowy do przyfrontowego Mceńska pełnomocnikiem Józefa Stalina był generał NKWD - Wsiewołod Nikołajewicz Mierkułow, zaś Adolfa Hitlera reprezentował SS - Obergruppenführer und General der Waffen - SS; Karl Wolff, awansowany do tej rangi przed trzema zaledwie tygodniami, gdyż 30 stycznia 1942 roku. Był właściwie po Himmlerze człowiekiem nr 2 w SS. Heinrich Himmler nazywał go pieszczotliwie „...mein Wölffchen”, czyli „mój wilczek”... Natomiast generał NKWD Wsiewołod Mierkułow był w tamtym czasie zastępcą samego Ławrientija Beri, czyli Ludowego Komisarza Spraw Wewnętrznych ZSRR.
    Pomysł ewentualnego zawarcia przez ZSRR separatystycznego pokoju z Niemcami miał już wszak swój historyczny pierwowzór w Traktacie Brzeskim podpisanym 3 marca 1918 roku przez Rosję Sowiecką z Cesarstwem  Niemieckim oraz sprzymierzonymi z nimi Austro - Węgrami. Skutkowało to wystąpieniem Rosji Sowieckiej z zawartego jeszcze przez cara Mikołaja II sojuszu Rosji z państwami Ententy. W praktyce oznaczało więc zerwanie starego sojuszu Rosji z Francją, Wielką Brytanią i ich sojusznikami. Stalin miał więc gotowy wzorzec. Był wszak uczestnikiem wydarzeń tamtego czasu.
        Teraz należy odpowiedzieć na pytanie; co też było przedmiotem tych rokowań z hitlerowskim najeźdźcą, podjętych wszak z inicjatywy Józefa Stalina?
    Po pierwsze; Stalin dążył do zawarcia porozumienia w przedmiocie zawieszenia broni mającego obowiązywać obydwie strony, począwszy od dnia 5 maja 1942 roku na długości całego frontu. Rozejm miał trwać do 1 sierpnia 1942 roku, godz. 18.00.
    Jest zatem wyraźnie czytelne, że sowiecki dyktator dążył w ten sposób do zapobieżenia niemieckiej ofensywie, która niechybnie musiałaby się rozpocząć po zimie, a także i po obeschnięciu wiosennych błot unieruchamiających obydwie, naprzeciw siebie stojące armie.
    Po drugie; Począwszy od 1 sierpnia 1942 roku, wojska niemieckie miałyby się wycofać na swoje pozycje wyjściowe, czyli linię ustaloną w protokole tajnym Paktu Ribbentrop-Mołotow z dnia 23 sierpnia 1939 roku.
    Po trzecie; Po przeprowadzeniu dyslokacji obydwu armii, siły zbrojne ZSRR osiągną z końcem roku 1943 gotowość do wspólnego wystąpienia z Niemcami przeciwko Wielkiej Brytanii oraz USA, czyli krajom akurat w tym momencie pomagających Stalinowi obronić się przed Hitlerem.
    Po czwarte; ceną za te ustępstwa Niemców miało być życie wszystkich Żydów przebywających na obszarze ZSRR. Stalin miał się zobowiązać do ich deportacji za koło podbiegunowe i utworzenie kordonu, przez który nikt nie mógłby się wydostać  z tej  krainy wiecznej zmarzliny.
    Po piąte; III Rzesza miała zmienić kolor swastyki z czarnego na czerwony.
    Zarazem trzeba powiedzieć, że Józef Stalin prowadził te rozmowy z pozycji siły, gdyż uprzedził Niemców, iż w przypadku nie przyjęcia jego warunków - wojska niemieckie zostaną rozbite, a państwo niemieckie przestanie - jako takie - istnieć na politycznej mapie świata.
    Doprawdy, nie wiem do końca, jak ocenić to działanie Józefa Stalina, gdyż rozmowy w Mceńsku podjęte zostały niejako równolegle do przygotowywanej operacji „Whiskey”. Myślę, że był to perfidny sowiecki manewr sprowadzający się do realizacji wyartykułowanego już uprzednio założenia: „Albo się z Hitlerem dogadamy, albo też Hitlera zabijemy i wtedy dogadamy się z jego następcą!”.
    Zatem myślę, że - wpisana wyraziście w kontekst ówczesnej sytuacji militarnej na froncie wschodnim - zbieżność czasowa  prowadzonych w Mceńsku rozmów sowiecko – niemieckich, a także dostanie się do sowieckiej niewoli podporucznika Heinricha Hitlera, nakazują postrzegać operację „Whiskey” jako istotny fragment większej całości.
    Zapewne to właśnie dlatego, na krótko przed podjęciem 20 lutego 1942 roku, prowadzonych z inicjatywy Stalina w Mceńsku, rokowań sowiecko-niemieckich; 11 lutego 1942 roku statkiem sowieckiej spółki handlowej Arcos, przybyli do Wielkiej Brytanii Lorenz Mraz i Franz Löschl. Dwaj Austriacy i zarazem agenci NKWD, których Brytyjczycy mieli przerzucić w okolicę alpejskiej kwatery Hitlera. Zatem uznać należy, że sowieckie rokowania z Hitlerem w Mceńsku zostały właściwie podjęte jednocześnie, równolegle z wdrożeniem już w etap realizacji operacji „Whiskey”. Lorenz Mraz przywiózł ze sobą do Wielkiej Brytanii cztery granaty, rewolwer i 400 dolarów amerykańskich.
    Za właściwą miała być zapewne uznana ta opcja, której realizacja by się powiodła. A może podejmując te rozmowy Stalin dążył jedynie do zyskania na czasie, jakże potrzebnym do przeprowadzenia operacji „Whiskey”? Na marginesie zauważyć należy, że samo już tylko podjęcie rokowań pokojowych, a tym bardziej zawarcie przez Stalina separatystycznego pokoju z Hitlerem oznaczało pogwałcenie porozumienia brytyjsko - sowieckiego zawartego przez ZSRR i Wielką Brytanię 12 lipca 1941 roku. Ten sojuszniczy traktat stanowił wprost, że „… żadna ze stron nie wynegocjuje, ani nie zawrze zawieszenia broni lub traktatu pokojowego  z Niemcami, inaczej niż za obopólną zgodą”. Zatem z mocy tegoż porozumienia - nie było dopuszczalne prowadzenie przez Stalina jakichkolwiek rokowań rozejmowych z III Rzeszą. Aczkolwiek powiedzieć trzeba, że rozmowy prowadzone przez generała Wsiewołoda Mierkułowa w Mceńsku z esesmańskim generałem Karlem Wolffem - nie były pierwszą, ani też jedyną próbą zawarcia przez Stalina separatystycznego rozejmu z Hitlerem. Jakby nie patrzeć; działania te pozostają w jaskrawej sprzeczności z obowiązującą ciągle w Rosji sztywną propagandowo, patetyczną formułą wizerunku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Dlatego też są one - w najlepszym wypadku - przez Rosjan przemilczane lub wprost negowane, zwłaszcza, że wystawiają sowieckiemu sojusznikowi Wielkiej Brytanii zdecydowanie negatywne świadectwo - jeśli chodzi   o ocenę jego lojalności.  
    Skoro zatem rokowania prowadzone w Mceńsku pomiędzy Józefem Stalinem i Adolfem Hitlerem - na całe szczęście - nie doprowadziły do realizacji proponowanych Niemcom przez generała Wsiewołoda Mierkułowa punktów porozumienia sowiecko - niemieckiego logika podpowiada, że dla osiągnięcia wytyczonego sobie celu NKWD wprowadziło w stadium wykonania operację ukierunkowaną na zgładzenie Adolfa Hitlera. Stąd też, nie można nie zauważyć jeszcze innej, rysującej się i opartej wszak na znanych faktach, ewentualnej współzależności pomiędzy operacją ”Whiskey”, a tuż przed jej wdrożeniem w fazę wykonania, rokowaniami sowiecko - niemieckimi prowadzonymi w Mceńsku,.
    Jest powszechnie znanym faktem, że Adolf Hitler był personą darzoną przez Józefa Stalina obsesyjną nienawiścią, czego przyczyną była wojna niemiecko-sowiecka rozpoczęta zdradziecką napaścią III Rzeszy na ZSRR, które - z mocy podpisanego w dniu 23 sierpnia 1939 roku w Moskwie Paktu Ribbentrop-Mołotow - było przecież sojusznikiem Niemiec aż do dnia podstępnego niemieckiego ataku w dniu 22 czerwca 1941 roku,! Zatem wynika z tego, że osoba Adolfa Hitlera była nieprzezwyciężalną przeszkodą do zawarcia - jakże przecież przez Józefa Stalina w tamtym czasie pożądanego - separatystycznego rozejmu, czy też nawet pokoju i sojuszu pomiędzy ZSRR i Niemcami. Zaprzestanie działań wojennych na froncie wschodnim było dla Rosjan najbardziej korzystnym rozwojem wypadków, gdyż oznaczałoby to zażegnanie groźby ponowienia przez Niemców najbliższej wiosny działań ofensywnych, co - ze względów klimatycznych - stałoby się możliwe w pierwszych dniach maja 1942 roku i stanowiło - tym samym - całkiem realną groźbę zdobycia Moskwy przez siły zbrojne III Rzeszy; unieruchomione przez rosyjską zimę, dopiero co odepchnięte od wrót stolicy ZSRR na odległość około 180 kilometrów.
    Nie jest przecież sprawą przypadku, że ta właśnie obawa została akurat wyartykułowana w jednym spośród sporządzonych po angielsku dokumentów, gdzie relacjonowana jest treść otrzymanego od NKWD telegramu. Ten niebywale ważki - sporządzony w języku angielskim - dokument przekonuje zatem jednoznacznie o tym, że ważność operacji „Whiskey” polega na tym, iż przekładać się ona miała na rozwój sytuacji militarnej na froncie wschodnim. Rosjanie poinformowali Brytyjczyków wprost, iż operacja „Whiskey” posiada pierwszorzędne znaczenie militarne i z tej to przyczyny obydwaj agenci mający zostać przetransportowani przez Brytyjczyków na terytorium III Rzeszy, muszą znaleźć się na wyznaczonych im pozycjach wyjściowych - jeszcze przed rozpoczęciem się niemieckiej ofensywy wiosennej. Zatem; nic dodać – nic ująć!
    Zakładając, że celem operacji „Whiskey” było - w rzeczy samej - zgładzenie Adolfa Hitlera i operacja ta zakończyłaby się pełnym sukcesem, to wówczas - pomimo fiaska rokowań uprzednio prowadzonych w Mceńsku - nowi przywódcy III Rzeszy byliby, wręcz przygotowani, na natychmiastowy powrót do stołu rokowań prowadzonych ze Stalinem o tyle, że znaliby już - w jasny sposób przekazane im wcześniej - sowieckie warunki wstępne zawarcia rozejmu pomiędzy Niemcami i ZSRR! Dodatkowego posmaku sensacji całej tej sprawie przydaje i to, że od momentu ucieczki Rudolfa Hessa w maju 1941 roku do Wielkiej Brytanii - zastępcą Adolfa Hitlera i zarazem  jego sekretarzem był nie kto inny, jak Martin Bormann, arcymistrz politycznych intryg, które wyniosły go prawie, że już na sam szczyt nazistowskiej piramidy władzy. Upatrywanie przez niego we współpracy z NKWD realnej możliwości usunięcia Adolfa Hitlera już po to tylko jedynie, by z człowieka nr 2 w Niemczech - stać się człowiekiem nr 1, czyli Führerem III Rzeszy - jak najbardziej pasowało do jego psychologicznego portretu - człowieka żądnego władzy przy tym bezwzględnego, działającego w imię nakreślonego sobie celu brutalnie, aczkolwiek cichcem i z ukrycia.
    Zatem, jest oczywiste, że w przypadku śmierci Adolfa Hitlera, jego sukcesorem musiałby zostać właśnie Martin Bormann, w tamtym czasie człowiek nr 2 w Niemczech. Oznacza to wprost, że Martin Bormann zostałby - w takim wypadku - nowym Führerem III Rzeszy. Rzecz w tym, że - jak wcześniej już wspomniano - to właśnie Martina Bormanna podejrzewa się, iż był sowieckim agentem „Justusem”, działającym w najbliższym otoczeniu Adolfa Hitlera! Zatem...w przypadku fizycznego wyeliminowania Adolfa Hitlera i objęcia po nim sukcesji przez Martina Bormanna - ewentualne zawarcie rozejmu III Rzeszy  i ZSRR byłoby właściwie uzależnione jedynie od woli Martina Bormanna. Niewykluczone zatem wcale, że od woli sowieckiego agenta o kryptonimie „Justus”! Doprawdy; zważywszy - złożoną uprzednio Niemcom w Mceńsku przez generała NKWD Wsiewołoda Nikołajewicza Mierkułowa - propozycję rozejmu, mającego być - w intencji Józefa Stalina - punktem wyjścia do zawarcia pokoju  pomiędzy ZSRR oraz III Rzeszą oraz docelowo stworzenia w przyszłości przez dotychczasowych wrogów, sojuszu wojskowego wymierzonego przeciwko Wielkiej Brytanii i USA - byłby to obrót spraw dla dotychczasowych sojuszników ZSRR, w takim samym stopniu zaskakujący, co i katastrofalny. Jeśli ta hipoteza, kiedykolwiek zostanie pozytywnie zweryfikowana, to nie może w takim wypadku ujść uwadze cała perfidia sowieckiego działania znaczonego bezgranicznie cynicznym wykorzystaniem swojego brytyjskiego sojusznika do tego, by ten przetransportował na terytorium wspólnego wroga dwóch sowieckich agentów mających do wykonania zadanie umożliwiające Józefowi Stalinowi otworzenie drogi do zdradzenia tegoż właśnie swojego sojusznika!
    Nie można wykluczyć, że to właśnie niechęć do ujawnienia opinii publicznej tego rodzaju wstydliwych, wręcz kompromitujących okoliczności współpracy - w ramach operacji „Whiskey” - Wielkiej Brytanii z ZSRR, jakże nielojalnym wszak sojusznikiem koalicji antyhitlerowskiej, jest główną przyczyną nerwowych reakcji na wszelkie przejawy zainteresowania problematyką operacji „Whiskey”, jak też otaczania tego epizodu wojennego szczelnym murem milczenia zarówno przez Rosjan jak też Brytyjczyków.
    Bo cóż mogliby i powinni - w takim wypadku - powiedzieć Brytyjczycy generałowi Sikorskiemu, którego sześciu świetnych żołnierzy posłali na pewną śmierć? Co  takiego mieliby do powiedzenia krewnym tych sześciu poległych polskich żołnierzy? Że niby to dobrze, iż zginęli - dzięki czemu cała operacja się nie udała? Jak mieliby Brytyjczycy przyznać się przed samym sobą i światem, że współuczestnicząc w przerzucie sowieckich agentów na terytorium III Rzeszy - w rzeczy samej - pomagali ZSRR w przeprowadzeniu akcji, która miała na celu zdradzieckie zwrócenie się Józefa Stalina przeciwko swoim dotychczasowym sojusznikom wspierającym go w walce przeciwko nazistowskim Niemcom?
    Jak powszechnie wiadomo, rokowania sowiecko - niemieckie w Mceńsku zakończyły się fiaskiem. Także operacja „Whiskey” znalazła swój tragiczny finał na zboczu masywu Blauberg. Finał tragiczny tak dla członków załogi Halifaxa, jak też i jego obydwóch pasażerów - agentów NKWD. Całokształt obecnej mozolnie ze sobą zestawianej wiedzy o wszelkich okolicznościach operacji „Whiskey” powoduje, że nie można oprzeć się wrażeniu, iż Halifax V9976 i tak miał znikome szanse na powrót do swej bazy na Wyspach Brytyjskich. Zatem, uprzednio już przytoczona ocena dokonana - w tym zakresie - przez kapitana Hockey’a podczas jego telefonicznej rozmowy przeprowadzonej z dr Michaelem Heimem, jawi się być niebywale trafną.
        Otóż, jeden z angielskich dokumentów, odnoszących się do operacji „Whiskey” mówi o rozmowie z kimś, kogo określono kryptonimem A/OC 138 (zapewne chodziło o dowódcę 138. dywizjonu podpułkownika Waltera Ronalda Farley'a). Efektem tej rozmowy było ustalenie, że najlepszym punktem do przeprowadzenia zaplanowanej operacji jest obszar w promieniu 5 mil czyli 16 km   w pobliżu miasta Laaben, leżącego już na terenie Austrii, w odległości około 38 km na zachód od Wiednia. Rzecz w tym, że aby dolecieć do tego rejonu, Halifax V9976 powinien był trzymać kurs na wschód, wzdłuż północnej krawędzi pasma Alp. Samolot nie miał zatem potrzeby wykonywać ekstremalnie ryzykownego manewru gwałtownej zmiany kursu pod kątem 90˚ w kierunku południowym, by nocą lecieć pomiędzy górskimi łańcuchami. Podkreślić należy, że ten arcyryzykowny manewr został wykonany już nieopodal alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera i był zarazem obraniem przez brytyjską maszynę kursu w kierunku Berghofu. Wygląda więc na to, że po ukradkowym zrzuceniu skoczków w dolinę osłoniętą szczytami górskimi, gdzieś w pobliżu alpejskiej rezydencji Hitlera; czterosilnikowy Halifax porucznika Ryszarda Zygmuntowicza miał polecieć dużo, dużo dalej, by nieopodal miasta Laaben  celem ostentacyjnego zaznaczenia swej obecności w tym rejonie w jakiś efekciarski, więc dla Niemców zauważalny sposób, który byłby w stanie ich przekonać o tym, że to właśnie działanie było celem misji samotnego brytyjskiego bombowca. Takim ostentacyjnym działaniem mogło być przykładowo rozrzucenie ulotek, których cała masa znajdowała się wszak na pokładzie samolotu. Nieopodal, tego obszaru; dokładnie zaś mówiąc w Ramsau - zlokalizowana była baza Luftwaffe.
    Można sobie z łatwością wyobrazić, że niewątpliwie, efektem finalnym aktywności Halifax'a rozrzucającego ulotki - i w ten to sposób kamuflującego właściwą przyczynę pojawienia się w tym rejonie - byłoby sprowokowanie startu z bazy Luftwaffe w Ramsau całej chmary niemieckich myśliwców, które bez żadnego problemu, zdołałyby zestrzelić samotnego bombowca, pozbawionego wszak jakiejkolwiek osłony własnych myśliwców.
    Zatem ta cała, wspólna akcja sowiecko - brytyjska wyglądała jednoznacznie na przedsięwzięcie wręcz samobójcze. Także i ten stopień determinacji aliantów zdaje się wskazywać, że celem operacji „Whiskey” była fizyczna eliminacja osoby Adolfa Hitlera. Nikogo bowiem nie trzeba przekonywać, że o ile Brytyjczycy zostali przekonani przez swego sowieckiego sojusznika o istnieniu perspektywy szybkiego zakończenia wojny, to właśnie z tej przyczyny zdecydowali się na podjęcie ryzyka poświęcenie jednego samolotu i życia ośmiu swoich żołnierzy, jeśli uznać, że sześciu poległych Polaków także uważali za własnych żołnierzy.
    Niewątpliwie idea zwyciężenia w wojnie drogą pozbawienia wrogiej armii jej naczelnego wodza - nie jest bynajmniej pomysłem, który zrodził się dopiero podczas zmagań II wojny światowej. Więc też i niczyjego zdziwienia nie powinno budzić podejmowanie podczas tamtej wojny prób odwrócenia wojennej fortuny poprzez fizyczną eliminację przywódcy przeciwnika. Wiadomo wszak, że Niemcy planowali wyeliminowanie Winstona Churchilla, zaś Brytyjczycy - w ramach wspomnianej, operacji „Foxley” - planowali uśmiercenie Adolfa Hitlera latem 1944 roku. Z kolei Niemcy, nocą z 5 na 6 września 1944 roku, w ramach operacji „Zeppelin”, przerzucili za linię frontu dwójkę agentów, którzy mieli zamordować Józefa Stalina i tym samym odwrócić niekorzystną już dla III Rzeszy sytuację militarną. Nawiasem mówiąc; operacja „Zeppelin” od samego jej początku była skazana na niepowodzenie, gdyż strona sowiecka została poinformowana o jej planowaniu i wdrożeniu przez - wspomnianego już wcześniej - agenta zakamuflowanego w otoczeniu Hitlera pod kryptonimem „Justus”. Więc czemu to niby operacja „Whiskey” miałaby nie być próbą zamachu na życie Adolfa Hitlera w tamtym to czasie, gdy nic jeszcze nie wskazywało na możliwość zwycięskiego zakończenia wojny przez aliantów?
    Kiedy informacja o tragicznym finale operacji „Whiskey” dotarła do Stalina, niewątpliwie musiał on zadać sobie pytania; co teraz? Co dalej? Nie można zatem wykluczyć, że niezwłocznie podjęta została druga próba wyeliminowania Adolfa Hitlera. Upoważnia do tego lektura wydanej w roku 1980 w Monachium książki zatytułowanej „Gestapo ruft Moskau”. Jej autorzy Günther Nollau i Ludwig Zindler, na stronie 119 - podają informację, że nocą z 16 na 17 maja 1942 roku, z sowieckiego samolotu dalekiego zasięgu - został zrzucony, nieopodal Olsztyna, sowiecki agent Erwin Panndorf. Miał nawiązać kontakt z członkami organizacji Uhring, którzy już przed kilkoma miesiącami zostali jednakże aresztowani przez gestapo. Jest oczywiste, że kontaktu z organizacją konspiracyjną nie nawiązuje się tylko dla samego nawiązania takowego kontaktu. Zwłaszcza, że misja Erwina Panndorfa została określona jako ”najbardziej zaszczytne partyjne zadanie”. Zatem pozostaje jedynie postawić pytanie; w jakim celu NKWD zdecydowało się - niecały miesiąc po fiasku operacji „Whiskey” - na zrzucenie kolejnego swojego agenta, tym razem  w Prusach Wschodnich, a więc w obszarze lokalizacji Wolfschanze, czyli tej drugiej Kwatery Głównej Adolfa Hitlera?
    Dokonując ocen wszelkich znanych materiałów i informacji odnoszących się do operacji „Whiskey” - nie należy zapominać, że obydwaj Austriacy byli agentami NKWD, zaś jednocześnie z ich wysłaniem do Wielkiej Brytanii; rozmowy podjęte z Niemcami w Mceńsku prowadził nie kto inny, jak ich zwierzchnik, generał NKWD - Wsiewołod Mierkułow, co także posiada swoją jednoznaczną wymowę.
Realistycznie oceniając, szanse dwójki sowieckich skoczków na wyjście cało z tej akcji i powrót do bazy - były znikome, aczkolwiek i tak zdecydowanie większe, niźli szanse samotnego Halifax'a na jego lot powrotny do Wielkiej Brytanii.
Jak zostało to wyżej wspomniane, kiedy pod szczytem Blaubergu bawarska policja robiła oględziny miejsca katastrofy Halifaxa - Niemcy stwierdzili, że dwójka agentów NKWD zaopatrzona była w różne waluty. W tym amerykańskie dolary oraz szwajcarskie franki. Banknoty znalezione na miejscu katastrofy pozwalają więc na odtworzenie planowanej drogi odwrotu agentów po przeprowadzeniu akcji.
To upoważnia z kolei do stwierdzenia, że po wykonaniu przydzielonego im zadania - planowano, że sowieccy agenci wycofają się przez terytorium Szwajcarii. Czyli w ramach operacji „Whiskey” planowano naruszenie suwerenności neutralnego kraju. Być może również i ta okoliczność jest jednym z czynników skłaniających Brytyjczyków do tak uporczywego milczenia.
Tu i ówdzie spotykałem się z informacjami, jakoby za udział w operacji „Whiskey” kapitan Ryszard Zygmuntowicz został pośmiertnie odznaczony najwyższym brytyjskim odznaczeniem Victoria Cross. Ale nie udało się tego ustalić z całą pewnością, gdyż Brytyjczycy do dziś odmawiają udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy Ryszard Zygmuntowicz to odznaczenie otrzymał. Gdyby fakt ten potwierdzili - wiadomo, potem automatycznie padłoby z mojej strony pytanie „za co otrzymał Victoria Cross?”. Konieczność udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie oznaczałaby ujawnienie celu operacji „Whiskey”. Trzeba wiedzieć, że cudzoziemcy - z zasady - nie byli honorowani tym najwyższym brytyjskim odznaczeniem. Niemniej, Victoria Cross był zarezerwowany dla żołnierzy wszystkich rang, służących w siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii lub Wspólnoty Brytyjskiej. Zetknąłem się jednakże z informacją, że ponoć ośmiu Polaków otrzymało Victoria Cross. W pewnym momencie zakrzyknąłem; Eureka! Wszak  w katastrofie Halifax'a w Alpach Bawarskich zginęło ośmiu nie-Brytyjczyków,  z czego sześciu było Polakami! Zatem wygląda mi na to, że nie zgadza się tutaj tylko jedno; nie cała ósemka odznaczonych Victoria Cross cudzoziemców była Polakami!
Oprócz porucznika Ryszarda Franciszka Zygmuntowicza oraz dwóch agentów NKWD o tak wielu nazwiskach, śmierć na zboczu masywu Blauberg ponieśli: kapitan obserwator Antoni Henryk Voellnagel z Warszawy, plutonowy strzelec Bronisław Karbowski, sierżant Mieczysław Wojciechowski, sierżant mechanik pokładowy Czesław Mądracki, podporucznik radiooperator - pochodzący z Poddębic - strzelec Leon Wilmański.
W tej wojennej katastrofie zginęło także dwóch Brytyjczyków; mianowicie dowódca 138. dywizjonu RAF, podpułkownik Walter Ronald Farley oraz tylny strzelec, porucznik James Ansford Pulton. Ale w jaki sposób tak naprawdę zginął porucznik Pulton? Czy do jego śmierci przyczynił się Karl Vögele? Okoliczności  śmierci porucznika Pultona zapewne nigdy nie zostaną wyjaśnione. Jak zostało to już wcześniej powiedziane - wszystkie ofiary tamtej wojennej katastrofy spoczywają dziś na brytyjskim cmentarzu wojennym nieopodal bawarskiej miejscowości Dürnbach.
Wygląda zatem na to, że waga operacji „Whiskey” była tej miary, iż wszyscy, którzy wówczas zginęli, zostali odznaczeni pośmiertnie najwyższym brytyjskim odznaczeniem Victoria Cross. Również ósemka uczestniczących w tej operacji cudzoziemców. Jeśli chodzi o szóstkę Polaków, to wszak wszyscy oni służyli w 138. dywizjonie podległym dowództwu RAF, a więc byli żołnierzami sił zbrojnych Wielkiej Brytanii. Spełniali zatem kryterium nadania im tego najwyższego brytyjskiego odznaczenia, na które zasłużyć sobie można było „przykładną odwagą, szczególnym aktem poświęcenia lub wyjątkowym oddaniem obowiązkom w obliczu nieprzyjaciela”. Więc jeżeli rzeczywiście, wszystkim uczestnikom operacji „Whiskey” nadano pośmiertnie najwyższe brytyjskie odznaczenie Victoria Cross, okoliczność ta zdaje się pośrednio wskazywać na to, że w tej operacji chodzić mogło jedynie o cel  najważniejszy; a tym celem był niewątpliwie na całym obszarze III Rzeszy - jej Führer, Adolf Hitler. Czyż udział w tej operacji o znikomych, żeby nie powiedzieć żadnych szansach na wyniesienie z niej głowy, nie było „wymagającym przykładnej odwagi szczególnym aktem poświęcenia i zarazem wyjątkowym oddaniem obowiązkom w obliczu nieprzyjaciela”? Czyż zatem wszyscy polegli uczestnicy operacji „Whiskey” nie zasługiwali na odznaczenie ich Victoria Cross? Odpowiedź na te pytania jawi się być jednoznacznie twierdzącą.
      Następnego dnia po mojej rozmowie z dr Michaelem Heimem oraz wnikliwym przeanalizowaniu wszystkich dotychczas ustalonych istotnych faktów wiążących się z operacją „Whiskey”, pojechałem na cmentarz w Dűrnbach będący miejscem spoczynku 2960 alianckich żołnierzy poległych podczas działań II wojny światowej. To członkowie załóg samolotów zestrzelonych nad tą częścią terytorium ówczesnej III Rzeszy. Dwudziestu spośród  nich było Polakami.   
    W gąszczu wojennych grobów odnalazłem miejsce pochówku dziesięciu uczestników operacji „Whiskey”. Zapaliłem przywiezione z Polski znicze. Na grobie kapitana Ryszarda Franciszka Zygmuntowicza nie omieszkałem także położyć Jego fotografii, zdjęcia Jego przedwojennej legitymacji szybowcowej oraz proporczyka                        z herbem naszego rodzinnego miasta Skarżyska-Kamiennej.
    A potem... Potem sięgnąłem po telefon i usłyszawszy w słuchawce znajomy głos, po raz pierwszy głośno wypowiedziałem pogląd sformułowany w efekcie moich historycznych dociekań odnoszących się do zagadki operacji „Whiskey”; Panie Andrzeju, wszystko wskazuje na to, że Pański stryj zginął podczas akcji, której celem było zgładzenie Adolfa Hitlera!
                Cisza. Mojego rozmówcę literalnie zatkało.
    Rozmawiałem wtedy ze znanym mi już od kilku lat osobiście, Panem Andrzejem Zygmuntowiczem, bratankiem kapitana Ryszarda Zygmuntowicza.  
    Pogląd, że operacja „Whiskey” była próbą zgładzenia Adolfa Hitlera, co miało być dopiero środkiem umożliwiającym zawarcie pokoju, a nawet sojuszu sowiecko - niemieckiego; jest zaledwie hipotezą, którą - zgodnie z zasadami sztuki dyskusji - podważyć skutecznie można jedynie poprzez przedstawienie udokumentowanej tezy, że celem tej operacji było zgoła coś innego.
    Przytoczona powyżej argumentacja oparta na wnioskach wypływających z przedstawionego toku rozumowania - wskazują, że sformułowana przeze mnie hipoteza odnośnie celów operacji „Whiskey” znajduje swe mocne wsparcie w omówionych powyżej zgromadzonych materiałach i poszlakach zamykających się wszak w logiczną całość. Weryfikacja sformułowanej przeze mnie tutaj historycznej hipotezy, będzie prawdopodobnie możliwa dopiero w roku 2020, czyli w momencie zapowiedzianego udostępnienia przez Brytyjczyków ich zasobów archiwalnych odnoszących się do operacji „Whiskey”. Piszę; „prawdopodobnie możliwa”, gdyż nie można także wykluczyć braku wiedzy Brytyjczyków o zadaniu, jakie do wykonania w ramach operacji „Whiskey”, mieli Lorenz Mraz i Franz Löschl, ponieważ NKWD nie miało obowiązku informowania swoich sojuszników o celach tego rodzaju wspólnych akcji, gdzie brytyjski samolot był pomyślany wyłącznie jako środek transportu sowieckich agentów, a więc był stricte wykonawczym elementem wspólnie przeprowadzanej akcji.
    Z uwagi na powyższe, wedle mojej oceny; istnieje zaledwie jakieś 15% prawdopodobieństwa odnośnie posiadania przez Brytyjczyków zorientowania dotyczącego li tylko i jedynie charakteru zadania, jakie - na terytorium III Rzeszy - mieli wykonać dwaj Austriacy, aczkolwiek sowieccy agenci; Lorenz Mraz i Franz Löschl, do swej alpejsko - naddunajskiej ojczyzny transportowani tamtej, wojennej nocy, czterosilnikowym Halifax'em pilotowanym przez porucznika Ryszarda Zygmuntowicza. Zarazem nie można wykluczyć, że stan wiedzy Brytyjczyków na ten temat się zmieniał, i - z upływem czasu - stawał się coraz to bogatszy. I dziś jest - być może - zgoła inny, niż był zimą i wiosną roku 1942, kiedy to siły zbrojne III Rzeszy stały u wrót Moskwy. Jednakże na istnienie wiedzy Brytyjczyków odnośnie charakteru zadania przydzielonego przez NKWD swoim agentom, wskazywać może chociażby zaangażowanie SOE w ich przygotowanie polegające na zaopatrzeniu Lorenza Mraza i Franza Löschla w fałszywe niemieckie dokumenty; zdecydowanie lepszej jakości od tych, spreparowanych wcześniej przez NKWD. Mając na względzie, że przecież sowieccy mocodawcy doskonale wiedzieli jakie zadanie zostało zlecone agentom NKWD; jest absolutnie pewnym, iż klucz do rozwikłania tajemnicy operacji „Whiskey” leży raczej nie w Londynie, lecz z całą pewnością - w Moskwie. Dokładnie zaś mówiąc; w niedostępnych archiwach NKWD.
    Póki co; Brytyjczycy milczą jednak uparcie. Więc - jak dotychczas - stan ich wiedzy jest wielką niewiadomą. Najwyraźniej, wczorajsi, wojenni sojusznicy skrupulatnie przestrzegają orwellowskiej zasady, że „Kto kontroluje teraźniejszość - kontroluje przeszłość. Kto kontroluje przeszłość - kontroluje też przyszłość”.
    Więc Rosjanie… negują dziś nie tylko samo prowadzenie -  tamtej zimy 1942 roku - rokowań z Niemcami w Mceńsku, ale wręcz zaprzeczają istnieniu Lorenza Mraza i Franza Löschla; dwóch agentów NKWD, poległych w trakcie operacji „Whiskey”! Niewątpliwie całkowitą wiedzę na temat celu zarzucenia w kwietniu 1942 roku dwóch sowieckich agentów na pograniczu austriacko - niemieckim, nieopodal alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera, posiadali najważniejsi ówcześni decydenci NKWD, czyli Ludowy Komisarz Spraw Wewnętrznych ZSRR - Ławrientij Beria oraz jego zastępca - generał NKWD Wsiewołod Mierkułow.
    Obydwaj jednak zostali pozbawieni życia 23 grudnia 1953 roku przez generała Pawła Batickiego, który z niemieckiego pistoletu Parabellum strzelał skrępowanym skazańcom wprost w twarz. W ten to sposób, wykonano wyroki śmierci wydane wówczas przez Kolegium Specjalne Sądu Najwyższego ZSRR na siedmiu  najwyższych funkcjonariuszy stalinowskiego Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych ZSRR. Sam przebieg egzekucji - wpisany w realia sowieckiej makabreski - przypominał raczej załatwianie mafijnych porachunków, niźli wykonanie wyroku sądowego. Na koniec, zwłoki skazańców spalono, a popioły rozpylono przy użyciu specjalnego wentylatora. Zatem nie można nawet powiedzieć, że tajemnicę operacji „Whiskey” - Ławrientij Beria i Wsiewołod Mierkułow zabrali ze sobą do grobu...
    Zauważyć w tym miejscu należy, że udzielenie przez kogokolwiek jakichkolwiek informacji w sprawie operacji „Whiskey” jest niepożądane z przyczyny oczywistej. Mogłoby bowiem doprowadzić do ujawnienia wszelkich jej tajemnic. Ujawnienia wiedzy o faktach; dla Brytyjczyków wstydliwych, zaś dla Rosjan wręcz kompromitujących.
    Zestawienie bowiem już istniejącej wiedzy o faktach z poszlakami, pozwala na sformułowanie wręcz szokującego poglądu. Mianowicie; szczęściem ludzkości jest, iż operacja „Whiskey” się nie udała! Albowiem zgładzenie Adolfa Hitlera mogło doprowadzić do zawarcia pomiędzy III Rzeszą i ZSRR separatystycznego pokoju, a następnie sojuszu polityczno-militarnego, wymierzonego przeciwko Wielkiej Brytanii i USA! Wygląda więc na to, że Józef Stalin, posługując się swoim brytyjskim sojusznikiem, chciał tego sojusznika wymanewrować i zdradzić!
    Aczkolwiek Brytyjczycy - jak zostało to już wyżej wspomniane - planują niebawem, bo ponoć w roku 2020, ujawnienie wszelkiej, posiadanej przez siebie dokumentacji odnoszącej się do tej, wymierzonej, jakoby przeciwko III Rzeszy, przeprowadzonej w kwietniu 1942 roku, nieudanej i dotychczas niewyjaśnionej - wspólnej operacji brytyjskiego SOE i sowieckiego NKWD. Zagadkowego, choć niewątpliwie; istotnego niebywale, wojennego przedsięwzięcia, w którym zginęło dziesięciu ludzi różnych narodowości - w tym sześciu Polaków. Wśród nich skarżyszczanin, pośmiertnie awansowany na stopień kapitana - Ryszard Franciszek Zygmuntowicz, jeden z najlepszych pilotów Royal Air Forces czasu II wojny światowej.       
    
                                    Piotr Jan Nasiołkowski


Zamieszczone fotografie pochodzą z archiwum autora, a także z archiwum dr Michaela Heima, internetu oraz ze zbiorów krewnych kapitana Ryszarda  Zygmuntowicza i  Pana Włodzimierza Wawrzeckiego.





Fot. 1. Alpejska kwatera główna Adolfa Hitlera.

Fot. 2. 20 kwietnia 1942 roku, 53 urodziny Adolfa Hitlera otoczonego
     austriackimi uczennicami przybyłymi do Berchtesgaden z życzeniami.

Fot. 3. Adolf Hitler - przypuszczalny cel agentów NKWD Lorenza Mraza i Franza Löschla


    Fot. 4. Generał NKWD Wsiewołod Mierkułow


    Fot. 5. SS - Gruppenführer Karl Wolff


    Fot. 6. Junkers 90 – osobisty samolot Adolfa Hitlera


    Fot. 7. Handley Page Halifax Mk I/II – samolot jakiego użyto do przeprowadzenia operacji Whiskey


Fot. 8. Kapitan pilot Ryszard Zygmuntowicz  ur. 2 stycznia 1916 r
           w Kamiennej (Skarżysko-Kamienna). Fotografia z 17 września 1939r.  
           zrobiona, tuż przed przekroczeniem granicy polsko – rumuńskiej.


    Fot. 9. Podpułkownik Walter Ronald Farley dowódca 138 dywizjonu RAF


Fot. 10.  Kapitan Antoni Voellnagel. ur. 16 grudnia 1911 r w Warszawie


Fot. 11. Podporucznik Leon Wilmański, ur. 14 kwietnia 1914 r. w Bałdrzychowie


Fot.12. Plutonowy strzelec Bronisław Karbowski, ur. 31 lipca 1920 r. w Tereszewie


Fot.13. Sierżant Czesław Mądracki, ur. 20 lipca 1908 r. w Kozwej (Ukraina)


Fot.14 Sierżant Mieczysław Wojciechowski ur. 15 grudnia 1916 r. w Mołodyłowie (Ukraina)


    Fot. 15. Autor przy grobie kapitana Ryszarda Zygmuntowicza na cmentarzu lotników w Dürnbach.


Fot. 16. Miejsce spoczynku kpt. Ryszarda Zygmuntowicza. 22.04. 2008 r

Fot. 17 Witalis Jadowsk - instruktor SOE

Fot. 18. Wrzesień 1939 r. Widok na tzw. Duży Kościół w Skarżysku-Kamiennej i rozciągającą się na lewo ulicę Konopnickiej, gdzie rodzinny dom Ryszarda Zygmuntowicza


  X   dn. 21. 04. 16 OST

Ostatnie komentarze

  • mieszkanie+ powiedział(a) Więcej
    ja dobiegam 50 i byłem szybszy niż nie jeden młodzik 6 godzin temu
  • mieszkanie + powiedział(a) Więcej
    widać jak się lepszy sort bawi !! społeczeństwo was znienawidzi !! 6 godzin temu
  • darek powiedział(a) Więcej
    tak bawi się starostwo . 7 godzin temu