Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Wrześniowy dowódca Piotr Jan Nasiołkowski

Pułkownik Wincenty Wnuk, we wrześniu 1939 roku dowodzący 31. Pułku Strzelców Kaniowskich, urodził się w Lublinie, w dniu 6 października 1897 roku. Był synem Jana i Antoniny, z domu Szybalskiej.

W latach 1904–1908 uczęszczał do jednej spośród lubelskich czteroklasowych szkół powszechnych. Do momentu wybuchu I wojny światowej przyszły oficer zdołał ukończyć w swoim rodzinnym Lublinie sześcioklasowe Gimnazjum Filologiczne im. Stanisława Śliwińskiego. Zaowocowało to dobrą znajomością języka francuskiego i nieco słabszą niemieckiego. Język rosyjski natomiast przyszły polski oficer znać musiał z konieczności - jego szkolna edukacja odbywała się bowiem w obrębie zaboru rosyjskiego. Języka angielskiego nauczył się zapewne podczas swojego późniejszego pobytu w Wielkiej Brytanii. Swoją karierę wojskową rozpoczął dnia 4 września 1915 roku, kiedy to wstąpił w Kozienicach do Legionów Polskich. Został wtedy żołnierzem 6. kompanii 2. pułku piechoty Legionów. W dniu 18 września 1916 roku podczas walk toczonych w ramach kampanii wołyńskiej dziewiętnastoletni niespełna legionista został pod Sipowiczami ciężko ranny w lewą nogę. Po wyleczeniu rany w szpitalu w rodzinnym Lublinie - Wincenty Wnuk trafił do 4. kompanii szkolnej w Dęblinie. Po ukończeniu szkoły podchorążych - młodziutki legionista został w dniu 1 czerwca 1918 roku mianowany na swój pierwszy oficerski stopień i został dowódcą kompanii. W Wojsku Polskim podporucznik Wincenty Wnuk rozpoczął swoją służbę właściwie już od momentu jego powstania, czyli od 11 listopada 1918 roku. Służył wówczas w 8. pułku piechoty legionów. Z tego początkowego okresu służby wojskowej, znaczonej udziałem legionistów w walkach toczonych z zaborcami, a potem działaniami militarnymi wojny polsko-sowieckiej, pochodzą najstarsze opinie jego bezpośrednich przełożonych. Wystawiano je przy okazji wnioskowania o nadanie młodziutkiemu oficerowi kolejnych Krzyży Walecznych oraz Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari. Przełożeni postrzegali podporucznika Wincentego Wnuka jako szczególnie dzielnego i odważnego oficera, zatem w pełni zasługującego na nadanie mu wnioskowanych odznaczeń. W kwietniu 1919 roku, gdy wybuchła wojna polsko-sowiecka, podporucznik Wincenty Wnuk został w Kozicach nieopodal Lwowa ponownie ranny. Przez cały rok 1920 podporucznik brał udział w walkach frontowych. Początkowo dowodził kompanią, a następnie batalionem.
W dniu 2 czerwca 1920 roku dowodzona przez niego 5. kompania atakowała pozycje bolszewickie we wsi Pogosty koło Dołginowa. Ponieważ dojście do wsi uniemożliwił siłom polskim skuteczny ogień wrogich karabinów maszynowych, młodziutki oficer zebrał najdzielniejszych spośród swoich żołnierzy i podkradł się z nimi w pobliże nieprzyjacielskiego skrzydła. W momencie, gdy podporucznik Wnuk zamierzał już poderwać swoich żołnierzy do ataku na wrogie pozycje, Polacy niespodziewanie natknęli się na sowiecki patrol w sile jednego plutonu. To zaskakujące spotkanie było skutkiem bolszewickiego zamiaru przeprowadzenia identycznego ataku na polskie pozycje. Znalazłszy się w samym środku bolszewickiej formacji, podporucznik Wnuk nie stracił zimnej krwi. Błyskawicznie dobył rewolweru. Oddanymi z bardzo bliskiej odległości celnymi strzałami powalił kilku sowieckich żołnierzy, a następnie pochwycił leżący na ziemi karabin z bagnetem i poderwał swoich żołnierzy do szturmu na nieprzyjacielskie okopy. Efektem tej akcji było przełamanie sowieckiej obrony i wzięcie do niewoli kilku jeńców. Za tę akcję podporucznik Wincenty Wnuk został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Wojennego Virtuti Militari.
W dniu 4 lipca 1920 roku podczas walk o Równe podporucznik Wincenty Wnuk wyróżnił się ponownie. W zachodniej części tego miasta bolszewicy otoczyli wówczas całą 3. Dywizję Piechoty Legionów. W efekcie kilku zaciętych ataków przeprowadzonych przez bolszewickie formacje nieprzyjaciel zdołał pod wieczór wedrzeć się do miasta. Wtedy to, dowodząc jedną kompanią, porucznik Wnuk poprowadził swoich żołnierzy do brawurowego kontrataku. Efektem tego działania było nie tylko powstrzymanie naporu nieprzyjaciela, ale także wyparcie go z dopiero co zajętych pozycji w mieście. Za swoje męstwo wykazane podczas walk o Równe podporucznik Wincenty Wnuk został ponownie odznaczony Krzyżem Walecznych.
Kiedy nad Niemnem siły polskie przeszły do działań ofensywnych, w prowadzonych w dniu 18 września 1920 roku walkach znów szczególnie wyróżnił się podporucznik Wincenty Wnuk. Dwa dni później, dokładniej zaś mówiąc 20 września 1920 roku, nieopodal wsi Mostowlany dowodzona przez podporucznika Wincentego Wnuka formacja, złożona z plutonu kawalerii oraz dwóch kompanii piechoty dysponująca wzmocnieniem siłą ogniową czterech karabinów maszynowych, sforsowała rzekę Świsłocz i w ten sposób odcięła drogę odwrotu cofającemu się nieprzyjacielowi. Zdeterminowani groźną dla nich sytuacją bolszewicy usiłowali pod wsią Ciecierówka przejść do kontrataku. Jednakże ta ich akcja bojowa spotkała się ze skutecznym odporem walczącej na bagnety polskiej formacji dowodzonej przez podporucznika Wnuka. Pobite i zdemoralizowane gwałtownym atakiem Polaków nieprzyjacielskie formacje rzuciły się do panicznej ucieczki. Ścigając pokonane siły bolszewickie, żołnierze podporucznika Wincentego Wnuka dotarli do wsi Brzostowica Wielka. W trakcie walki oraz pościgu wzięto wówczas do niewoli 98 jeńców oraz zdobyto dwa nieprzyjacielskie karabiny maszynowe.
Podporucznik Wincenty Wnuk już wówczas postrzegany był przez przełożonych jako oficer wybitny, taktowny, o prawym wyrobionym charakterze. Do tego był jeszcze koleżeński i towarzyski.
Po zakończeniu działań wojennych nastąpiły kolejne awanse. W roku 1921 Wincenty Wnuk otrzymał awans na stopień porucznika, a rok później na stopień kapitana, ale ze starszeństwem liczonym od roku 1919, co zapewne było skutkiem uznania wojennych zasług tego wybitnego oficera. Na następny awans przyszło mu czekać aż do roku 1928. Przez trzy lata, tj. od czerwca 1930 do czerwca 1933 roku, major Wincenty Wnuk był wykładowcą taktyki w Centrum Wyszkolenia Piechoty w Rembertowie. Następnie przez cały rok dowodził 3. batalionem 10. pułku piechoty stacjonującego w Skierniewicach.
Jak uprzednio zostało to już wspomniane; stałym zwyczajem epoki II Rzeczypospolitej było awansowanie oficerów na wyższe stopnie w dniu imienin Józefa Piłsudskiego, czyli 19 marca. Tego to właśnie dnia 1934 roku major Wincenty Wnuk otrzymał awans na stopień podpułkownika. Niebawem został przeniesiony służbowo do Radomia, gdzie od maja 1934 roku do dnia 24 lipca 1937 roku był zastępcą dowódcy 72. Pułku Piechoty im. Dionizego Czachowskiego.
W dniu 15 lipca 1938 roku podpułkownik Wincenty Wnuk mianowany został dowódcą 8. Pułku Piechoty Legionów w Lublinie, co oznacza, że objął dowództwo tego samego pułku, w którym niegdyś rozpoczynał swoją służbę w Wojsku Polskim. Na krótko przed wybuchem wojny podpułkownika Wincentego Wnuka przeniesiono na stanowisko dowódcy batalionu fortecznego „Mikołów” na Śląsku. Wreszcie Zarządzeniem Ministra Spraw Wojskowych generała dywizji Tadeusza Kasprzyckiego z dnia 30 sierpnia 1939 roku, dosłownie na kilkadziesiąt godzin przed wybuchem wojny, podpułkownik Wincenty Wnuk został mianowany dowódcą 31. Pułku Strzelców Kaniowskich, posiadającego swój pokojowy garnizon w Sieradzu, lecz będącego już w polu na pozycjach nieopodal wsi Charłupia Wielka. Dowództwo tej jednostki podpułkownik Wincenty Wnuk objął zatem ostatniego dnia pokoju.
Podpułkownik Wincenty Wnuk, będący kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari, jako wybitny oficer za swoją pracę na polu wyszkolenia wojska został odznaczony również Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Był też dziewięciokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych za swój wybitny udział w walkach legionowych i podczas wojny polsko-sowieckiej. Posiadał również Krzyż Niepodległości, który został mu nadany w dniu 16 września 1931 roku za działalność niepodległościową z bronią w ręku. Spośród innych odznaczeń pułkownika Wincentego Wnuka wymienić należy Medal za Wojnę 1918–1921, Medal 10-lecia Odzyskania Niepodległości, Łotewski Medal za Wojnę 1918–1920, Złoty Krzyż Zasługi, Order „Polonia Restituta” oraz francuskie odznaczenie - „Croix de Guerre”.
Uniknąwszy niewoli niemieckiej, w dniu 21 października 1939 roku podpułkownik Wincenty Wnuk przekroczył (gdzieś tak pomiędzy Solinką a Roztokami) granicę z Węgrami. W tej wyprawie przez zieloną granicę towarzyszyli mu czterej oficerowie rozbitego przed miesiącem 31. Pułku Strzelców Kaniowskich: major Bolesław Raczkowski, kapitan Feliks Sitny, porucznik Jan Zaręba oraz podporucznik Stanisław Sławiński. Po przedostaniu się na Węgry cała piątka została niezwłocznie internowana przez tamtejsze władze. W dniu 20 grudnia 1939 roku podpułkownik Wincenty Wnuk zbiegł z węgierskiego obozu dla internowanych i przedostał się do Francji, gdzie już w dniu 26 grudnia 1939 roku objął dowództwo 3. Pułku Grenadierów Śląskich, wchodzącego w skład 1. Dywizji Grenadierów. Jednostką tą dowodził do momentu kapitulacji Francji w czerwcu 1940 roku. W dniu 3 maja 1940 roku, a więc na tydzień przed niemieckim atakiem na Francję, podpułkownik Wincenty Wnuk został awansowany do stopnia pułkownika. Wspomnieć trzeba, że towarzyszący pułkownikowi Wnukowi w jego drodze do Francji wrześniowy podkomendny, kapitan Feliks Sitny - podczas kampanii francuskiej dowodził dziewiątą kompanią 1. Pułku Grenadierów Warszawy wchodzącego także w skład 1. Dywizji Grenadierów. Awansowany do stopnia majora, w lutym 1945 roku - oficer ten objął stanowisko zastępcy dowódcy formowanego w Szkocji 3. Batalionu Grenadierów.
W lipcu 1940 roku, a więc już po klęsce Francji, pułkownik Wincenty Wnuk przekroczył granicę szwajcarską. Schronienie w tym neutralnym kraju znalazło wraz z nim około 60 dowodzonych przez niego grenadierów śląskich. Oczywiście w Szwajcarii wszyscy zostali internowani. Stało się to w dniu 11 lipca 1940 roku. Tak więc pułkownik Wincenty Wnuk podczas tej wojny został internowany już po raz wtóry. Jego przymusowy pobyt w Szwajcarii trwał aż do 28 listopada 1944 roku, kiedy to wreszcie udało mu się zbiec z miejsca internowania w oficerskim obozie Heinrichsbad.
Pułkownik Wincenty Wnuk przedostał się wówczas do wyzwolonej już przez aliantów Francji. Niezwłocznie też, bo w grudniu 1944 roku, ponownie wstąpił do Polskich Sił Zbrojnych. Od grudnia 1944 roku do 31 marca 1945 roku pułkownik Wincenty Wnuk uczestniczył w kursach specjalistycznych w Anglii. Następnie w dniu 1 kwietnia 1945 roku dostał przydział służbowy do 3. Dywizji Strzelców Karpackich, stacjonującej w tamtym czasie we Włoszech.
W dniu 6 lipca 1945 roku, a więc tuż przed rozpoczęciem Konferencji Poczdamskiej, dotychczasowi nasi sojusznicy, tj. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone, wycofali się z uznania Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. W tym momencie samo istnienie Polskich Sił Zbrojnych stało się dla Wielkiej Brytanii niebywale kłopotliwe politycznie.
Ostatecznie latem 1946 roku cały 2 Korpus Polski został przetransportowany drogą morską z Włoch do Wielkiej Brytanii. W ramach tej akcji ewakuacyjnej w dniu 31 sierpnia 1946 roku z portu w Neapolu wypłynął statek „Stamford Victory”, na którego pokładzie opuściła Półwysep Apeniński także duża część żołnierzy 3. Dywizji Strzelców Karpackich. W dniu 6 września 1946 roku statek z polskimi żołnierzami zawinął do portu w Glasgow. W ten sposób rozpoczynał się proces demobilizacji polskich jednostek, niepotrzebnych już brytyjskiemu sojusznikowi. Wojna była wszak zakończona. Ten nadmiar nieużytecznego już teraz polskiego mięsa armatniego stał się ewidentną zawadą dla powojennych brytyjskich interesów...
Wojenna tułaczka pułkownika Wincentego Wnuka zakończyła się w pierwszych dniach listopada 1947 roku. W dniu 25 października 1947 roku ten wybitny oficer znalazł się na pokładzie statku, który tego dnia wypłynął z Glasgow do Gdańska. Z Wielkiej Brytanii do Polski wracała nim liczna grupa wojennych repatriantów. W porcie gdańskim nadano pułkownikowi numer repatriacyjny - 896678. Teraz pułkownik Wincenty Wnuk mógł udać się do rodzinnego Lublina, gdzie miał zapewne nadzieję odnaleźć swoją żonę Karolinę z domu Koziełło-Poklewską, z którą do wybuchu wojny mieszkał przy ulicy Poniatowskiego 8.
W dniu 10 listopada 1947 roku w lubelskiej parafii katedralnej św. Jana wystawiono pułkownikowi metrykę urodzenia i chrztu. Dokumenty te przedłożył w Rejonowej Komendzie Uzupełnień w Warszawie wraz z pochodzącą z okresu służby w 72 Pułku Piechoty w Radomiu legitymacją osobową nr 78 wystawioną przez Ministerstwo Spraw Wojskowych w dniu 7 stycznia 1935 roku oraz legitymacją osobową nr 154–M.S.W.–PSZ wystawioną w Paryżu w dniu 13 grudnia 1944 roku. Na ich podstawie pułkownikowi Wincentemu Wnukowi wydano zaświadczenie nr 47/2. W dniu 14 listopada 1947 roku pułkownik zameldował się w Warszawie.
W kraju z powodu małostkowych szykan nie uznano jednak awansu do stopnia pułkownika otrzymanego przez Wincentego Wnuka we Francji. Był to powód, dla którego nie otrzymał on w Polsce żadnego przydziału wojskowego ani jakiegokolwiek zatrudnienia. W tamtym czasie mieszkał w zrujnowanej Warszawie przy ulicy Piusa XI nr 11 m. 20.
Wreszcie w lutym 1948 roku otrzymał pracę w Polskim Monopolu Solnym przy ulicy Puławskiej 18. Do sierpnia 1950 roku pełnił tam funkcję kierownika referatu gospodarczego. Był to już czas głębokiej stalinowskiej pomroczności. W pochodzącym z dnia 16 stycznia 1950 roku arkuszu personalnym nr 7 wystawionym przez Okręgową Komisję Rejestracyjno-Weryfikacyjną Nr 1 w Warszawie pułkownika Wincentego Wnuka określono jako starego legionistę, nazywając go wręcz wrogiem klasowym. Nadmieniono również, że oficer ten nie posiadał udokumentowanego awansu na stopień pułkownika, który miał ponoć otrzymać od generała Władysława Andersa.
Przedstawianie w ten sposób uzyskania przez Wincentego Wnuka awansu we Francji jest totalną bzdurą. Zauważyć bowiem należy, że w dniu 3 maja 1940 roku, czyli wtedy, gdy Wincenty Wnuk otrzymał we Francji awans na stopień pułkownika, generał Władysław Anders był jeszcze więźniem moskiewskiej Łubianki. Siłą rzeczy nie mógł więc wówczas nikogo awansować na żaden stopień wojskowy.
Od 1 września 1950 roku pułkownik Wincenty Wnuk objął stanowisko planisty w Dziale Zbytu Zarządu Przemysłu Solnego w Warszawie. Wkrótce ten niebywale zasłużony oficer został ostatecznie już zdemobilizowany. Stało się to w dniu 31 grudnia 1950 roku na mocy rozkazu personalnego Ministerstwa Obrony Narodowej nr 982 wydanego w dniu 30 grudnia 1950 roku i przenoszącego podpułkownika Wincentego Wnuka do rezerwy.
Dopiero w dniu 8 marca 1961 roku rozkazem Ministerstwa Obrony Narodowej nr 0107 podpułkownika Wincentego Wnuka awansowano wreszcie na stopień pułkownika, którym wszak był już i tak od ponad dwudziestu lat. Gwoli ciekawostki podaję, że rozkaz ten został podpisany przez generała dywizji Wojciecha Jaruzelskiego, ówczesnego Szefa Głównego Zarządu Politycznego Ludowego Wojska Polskiego, oraz generała broni Mariana Spychalskiego, w tamtym czasie Ministra Obrony Narodowej.
Odnotować należy, że pułkownik Wincenty Wnuk u schyłku swojego życia mieszkał w Warszawie przy Alejach Marszałkowskich 84. Przeżył swoje długie życie, nie wstępując do żadnej partii politycznej ani też żadnego ugrupowania politycznego. Nie posiadał też żadnego majątku ani żadnych ubocznych dochodów. Był po prostu oficerem bez reszty oddanym służbie swojemu krajowi. Dokonania pułkownika Wincentego Wnuka podczas wrześniowej Wojny Obronnej 1939 roku zostały w końcu uhonorowane przyznaniem mu Krzyża Złotego Orderu Wojennego Virtuti Militari.
Pułkownik Wincenty Wnuk zmarł w dniu 2 czerwca 1987 roku w Warszawie, a więc w czasie, gdy Polska Rzeczpospolita Ludowa wydawała już ostatnie swe tchnienia. Jednakże dowództwo Ludowego Wojska Polskiego zadbało o to, by w pochówku tego wybitnego oficera i wielkiego Polaka nie uczestniczyła kompania reprezentacyjna. Wiadomo - wróg klasowy... Miejscem spoczynku pułkownika Wincentego Wnuka jest kwatera W XIII-7-11-19 na Cmentarzu Północnym w Warszawie. To tak gwoli informacji dla tych wszystkich, którzy kiedykolwiek chcieliby zapalić znicz i złożyć biało-czerwone kwiaty na Jego grobie.
Myślę jednak, że niezwłocznie należy zmienić tablicę zamontowana na grobie pułkownika Wincentego Wnuka. Na tej dotychczasowej jakoś zapomniano uwiecznić Jego wspaniale wypełniony obowiązek dowodzenia we wrześniu 1939 roku - 31. Pułkiem Strzelców Kaniowskich…
Funkcję adiutanta pułkownika Wincentego Wnuka pełnił we wrześniu 1939 roku - pochodzący z Sosnowca - kapitan Aleksander Ogrodnik. Urodził się w dniu 12 grudnia 1897 roku w Sosnowcu. Od momentu zakończenia wojny polsko - sowieckiej, oficer ten służył nieprzerwanie w stacjonującym w Sieradzu 31. Pułku Strzelców Kaniowskich. W latach 1921- 1926 był dowódcą kompanii. Potem dowodził batalionem. W przededniu wybuchu wojny został zastępcą oficera mobilizacyjnego, a po objęciu dowództwa 31. Pułku Strzelców Kaniowskich przez podpułkownika Wincentego Wnuka - został jego adiutantem. Po zakończeniu wrześniowych działań wojennych - kapitan Aleksander Ogrodnik zdołał uniknąć niemieckiej niewoli. Zakupionym od chłopa rowerem powrócił do Sieradza, gdzie pod pseudonimem „Szulc” natychmiast zaangażował się w działania konspiracyjne. Mianowany przez Komendanta Okręgu Łódzkiego ZWZ, podpułkownika Leopolda Okulickiego dowódcą Obwodu Sieradzkiego bazując na swoich byłych podkomendnych – kapitan Aleksander Ogrodnik jeszcze przed nastaniem zimy 1939/40 roku zorganizował grupę dywersyjną i komórki wywiadu. Zdołał także podporządkować sobie kilka lokalnych grup konspiracyjnych utworzonych przez Stronnictwo Narodowe w Warcie, Szadku i Widawie. W dniu 22 czerwca 1940 roku kapitan Aleksander Ogrodnik został aresztowany jako oficer Wojska Polskiego, co wszak nie miało nic wspólnego z prowadzoną przez niego działalnością konspiracyjną. Niemcy nie osadzili go jednak w żadnym spośród oflagów, lecz uwięzili go w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, gdzie doczekał końca wojny. Po powrocie do kraju osiadł w Pabianicach. Na życie zarabiał jako sprzedawca gazet i papierosów w kiosku Ruchu usytuowanym przy ulicy noszącej imię sowieckiego marszałka Żukowa. Kapitan Aleksander Ogrodnik zmarł w Pabianicach w dniu 29 grudnia 1977 roku i został pochowany na tamtejszym cmentarzu.
W dniu 19 sierpnia 1939 roku jednostki Wehrmachtu opuściły koszary i rozpoczęły swe przemieszczanie w kierunku granicy z Polską, gdzie zajęły pozycje wyjściowe do ataku na nasz kraj. Akurat tego właśnie dnia kapitan Aleksander Ogrodnik odwiedził Skarżysko, gdzie jako świadek uczestniczył w uroczystości zawarcia związku małżeńskiego przez jego siostrę Zofię, która wyszła tamtego dnia za mąż za Zygmunta Zygmuntowicza.
Na przełomie stycznia i lutego 1940 roku radomskie gestapo przeprowadziło w Skarżysku-Kamiennej akcję, w wyniku której zostało aresztowanych kilkuset mieszkańców naszego miasta. Wśród nich aresztowano wówczas siostrę kapitana - Walerię Ogrodnik, urzędniczkę w Państwowej Fabryce Amunicji w Skarżysku-Kamiennej oraz Zygmunta Zygmuntowicza - męża Zofii z domu Ogrodnik.
Wspomniana siostra kapitana Aleksandra Ogrodnika – Waleria Ogrodnik spoczywa w zbiorowej mogile ofiar masowej egzekucji rozstrzelanych na Borze w lutym 1940 roku, zaś Zygmunta Zygmuntowicza, rozstrzelano w dniu 10 kwietnia 1940 roku na radomskim Firleju. Wdowa po nim, Zofia Zygmuntowicz z domu Ogrodnik zmarła w Skarżysku-Kamiennej w dniu 7 września 1940 roku. Zimą 1940 roku wystawał na mrozie pod zamienioną w prowizoryczny areszt Szkołą Podstawową Nr 1, gdzie gestapo więziło zarówno jej siostrę Walerię, jak również jej męża Zygmunta Zygmuntowicza. Nabawiła się wówczas zapalenia płuc. Osłabiony organizm zaatakowała gruźlica...
Taką to była cena zapłacona przez tych, którzy nie wahali się przed podjęciem rzuconego im wyzwania - by sprostać tamtemu okrutnemu czasowi...
 

tsk24.pl
1. Pułkownik Wincenty Wnuk we wrześniu 1939 r.

tsk24.pl
2. Pułkownik Wincenty Wnuk

tsk24.pl
3. Odznaka pułkowa 31 Pułku Strzeleców kaniowskich

tsk24.pl
4. Sztandar 31. Pułku Strzelców Kaniowskich

tsk24.pl
5. Sztandar 31. Pułku Strzelców Kaniowskich

tsk24.pl
6. Szlak bojowy 21. Pułku Strzelców Kaniowskich we wrześniu 1939 roku Wnuk szlak bojowy 31 psk

tsk24.pl
7. Pułkownik Wnuk na Zachodzie

tsk24.pl
8. Książeczka wojskowa pułkownika Wincentego Wnuka

tsk24.pl
9. Pułkownik Wincenty Wnuk, powojennie w cywilu

tsk24.pl
10. Zeszyt ewidencyjny pułkownika Wincentego Wnuka

tsk24.pl
11. Zamieszczona w Życiu Warszawy informacja o śmierci pułkownika Wincentego Wnuka
 

tsk24.pl
12. Miejsce spoczynku pułkownika Wincentego Wnuka

tsk24.pl
13. Szlak bojowy 31 Pułku Strzelców kaniowskich we wrześniu 1939 roku

tsk24.pl
14. Tablica na grobie pułkownika Wincentego Wnuka

tsk24.pl
15. Goście weselni Zygmuntowiczów a wśród nich kapitan Aleksander Ogrodnik

tsk24.pl
Zapowiedź publikacji

Piotr Jan Nasiołkowski

 

Załączone fotografie pochodzą ze zbiorów własnych autora, rodziny Zygmuntowiczów, Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie oraz Izby Pamięci Ziemi Mszczonowskiej w Mszczonowie.



W r z e ś n i o w a   d y g r e s j a
Piotr Jan Nasiołkowski

Nazbieranym letnią porą, listnym złotem - znowu hojnie sypie jesień...
W srebrnej głowie.., niezatarte trwa wspomnienie: Tamten wrzesień...
W przedostatnią podróż trzeba... Setka stuknie za trzy lata,
Marny żywot... Niby długi, lecz przeleciał - jak strzał z bata...
Mercedesem tam pojadą. W Austrii Piotruś dłuuuugooo siedział
Dziadziuś jednak nie wie za co, bo.., nikomu nie powiedział
W mercedesie stary wiarus laskę ściska krzepko w dłoni
Pędzi autem ku młodości, gdy z bagnetem na swej broni
Szedł do szturmu; jak straceniec, który stracił, co miłował...
Komu szturmy te potrzebne? Na wirażach świat zwariował!
- Tam zatrzymaj! Pod brzózkami, gdzie dzieweczka, to nieboże..,
- Coś ty dziadek..? W twoim wieku..? Serce tylko stanąć może..!
- Mówię; hamuj! Mego serca lęk nie wstrzyma przed tym rowem,
Przeskoczonym tamtej nocy. Szczęście miałem - jednym słowem,
Dożyć właśnie tego czerwca, co mi wnusia - podarował kochanego
Ot, buntownik; już w beciku zawtórował - pieśni tłumu, zgniewanego
Śliczny chłopak, twarda sztuka - niczym mauser mój radomski
Wrogi mauser; gdy przemawiał, miewał czasem... akcent śląski...
- To głupota, tak w ciemnościach... Przecież mogłeś skręcić nogę!
- Wnuk rozkazał nam przeskoczyć - więc nie było, że nie mogę...
- Wnuk ci kazał? Czyjże znowu? Ej, dziaduniu... Ty, niemoto..!
- Wnuk Wincenty, nasz pułkownik. Mój dowódca - ty idioto!
Za kapliczką stał cekaem; świetne mieli maskowanie...
Bóg był z nimi tej jesieni! Krzyży czarnych panowanie...
Wstęga szosy jako szabla - znów na dwoje puszczę przetnie
Gdzie przydrożnej biel kapliczki - Piotruś zaklął dosyć szpetnie
Wcisnął pedał... Brak reakcji. Płyn gdzieś wyciekł hamulcowy!
ABS więc nie zadziała... Strach zapukał do golonej gładko głowy!
Srebrna fura w zakręt wchodzi... Nie przeskoczy tego rowu...
Chociaż dzisiaj nikt nie strzelał, ranny wiarus - leży znowu,
Nad tym rowem, gdzie kalina krople krwawe rzuca w piasek
Tam gdzie Chrystus frasobliwy.., gdzie żywicą pachnie lasek...
Co z Piotrusiem..? Nic takiego. Na kolanach gniecie trawę..,
Klnie, złorzeczy jak cholera... Same straty przez tę sprawę!
Wspomnień wojny się zachciało... Rozwalona w rowie fura
Łańcuch złoty rozerwany, gdzieś zniknęła cud – komóra...
Mech rozgarnia, trawę maca... Ani chybi; kruczowłosej nie dostrzega
Co zgubiła szpilki złote.., by na klęczkach pytać śpiewnie; cóż dolega?

- Ej, lalunia! Skąd się wzięłaś? Jakaż dupcia? Jak szałowo malowana?
Piotruś mruczy; dziadek stary, swoje przeżył. Co tu padać na kolana?
- Wot, naszołsia; wot, skatina ... - z błyskiem w oku rzuca gniewnie...
- Polskij panok z mierciediesam! - jej szyderstwo brzmi tak pewnie...
Jak przysięga... Głos gasnący: Ja ten rów... przeskoczyć muszę!
Prawosławnym krzyża znakiem - dziwka żegna starca duszę
Odchodzącą jak wspomnienie.., rozdeptane butem w błocie
Przez dresiarzy rozkochanych w próby marnej dętym złocie
Frasobliwie patrzy Chrystus; wszak już widział tu niejedno...
W jednym skoku przez tę drogę - życia tkwiło niegdyś sedno...
Przy tym trakcie; biel kapliczki przez stulecia niewzruszenie,
Skrzętnie liczy wschody słońca, co rozpala wciąż pragnienie...




 

Ostatnie komentarze

  • 3x podgardle powiedział(a) Więcej
    Dziekuje. 4 godzin temu
  • Piotr Jan Nasiołkowski powiedział(a) Więcej
    Pozwolę sobie przypomnieć, że wieloletnia agonia naszego miasta rozpoczęła się wraz z wyborem na prezydenta... 4 godzin temu
  • olo powiedział(a) Więcej
    A czy inne związki się udzielają ZNP czy Solidarność też siedzą cicho i nie przeciwstawią się decyzją władzy miasta ! 9 godzin temu