Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Dzień szczególnej PAMIĘCI...

Dzisiaj - jak raz - wtorek, a jutro.... Jutro 1 listopada; dzień szczególnej pamięci... Pamięci o tych, którzy odeszli... Całkiem niedawno, ale także i o tych, których nie ma pomiędzy żyjącymi już od wielu, wielu laty... Odeszli z naszego świata ludzi żyjących, a więc także pamiętających. Rzekłbym, pamiętających i wręcz zobowiązanych do pamiętania. Żyją zatem nadal. Ale żyją tak długo, jak długo żyje nasza pamięć o Nich.

   

 


 

 

Pierwszy listopada 1942 roku był niedzielą... Tamtego dnia, wczesnym popołudniem, z położonego na walijskim wybrzeżu lotniska w Dale wystartował Vickers Wellington 304. Dywizjonu Bombowego... Zadaniem samolotu było patrolowanie wód Zatoki Biskajskiej, Jednym z sześciu członków załogi bombowca był wnuk mojego pradziada Mikołaja, trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari – czeladnik stolarski, syn kamieniarza z Gąsaw Rządowych, strzelec pokładowy, kapral Zygmunt Sasal...



To był jego 46 lot bojowy... Zarazem ostatni... Krótko przed godziną 17.00, w momencie wchodzenia w obszar wykonywania patrolowego zadania, w miejscu oznaczonym parametrami 315 km WSW od francuskiego poru Brest - Wellington został zestrzelony do morza przez Junkersa 88c wchodzącego  w skład Kampfgeschwader 40. Za jego wolantem siedział syn aptekarza  z Dessau. Ów aptekarz i jego dwaj synowie mieszkali we własnej kamienicy przy Ringstrasse 26. Młodszy syn poszedł w ślady ojca i także został aptekarzem, zaś ten starszy został pilotem Luftwaffe. Hauptmann Heinz Horst Hissbach był rówieśnikiem kaprala Zygmunta Sasala... Znaczy się; obydwaj mieli wtedy po 26 lat... Hauptmann Heinz Horst Hissbach urodził się jednak 26 dni przed kapralem Zygmuntem Sasalem, na którego grobie nigdy nikt nie zapalił i nie zapali świeczki... Rzec można, że urodzony 25 lutego 1916 roku, strzelec pokładowy, kapral Zygmunt Sasal uczcił swoje dwudzieste szóste urodziny zestrzeleniem swojego pierwszego nocnego myśliwca. Kiedyż by indziej, jak nie nocą dwudziestego szóstego lutego... Zapewne nikt spośród mieszkańców tak Gąsaw Rządowych jak i Plebańskich nie miał pojęcia o tym, że piątek 25 lutego 1916 roku, a więc dzień narodzin Zygmunta Sasala – był akurat czwartym dniem bitwy pod Verdun, którego przedpola miały stać się największym frontowym cmentarzyskiem świata. Tamtego dnia Niemcy zdobyli fort Douaumont i zarazem dowództwo nad siłami francuskimi objął generała Philippe Petain. Urodzony, akurat wówcas, wnuk mojego pradziada Mikołaja; syn Karola i Karoliny z domu Nasiołkowskiej  - spoczywa gdzieś na dnie Zatoki Biskajskiej... Zaś Hauptmann Heinz Horst Hissbach...  Ten starszy syn aptekarza z Dessau... Poległ w nocy z 14 na 15 kwietnia 1945 roku... A więc już w ostatnim miesiącu wojny... Jego Junkers 88c został dosłownie rozniesiony przez amerykańską artylerię przeciwlotniczą podczas iście szaleńczego,  przeprowadzonego koszącym lotem, ataku niemieckiego myśliwca na amerykańską kolumnę pancerną... Odznaczony pośmiertnie Krzyżem Rycerskim - Hauptmann Heinz Horst Hissbach spoczął na wojennym cmentarzu w Gelnhausen, nieopodal Frankfurtu nad Menem...
 

 
Fotografie ilustrujące artykuł pochodzą z internetu oraz prywatnego archiwum autora. Wszelkie prawa zastrzeżone


Bombardier Stefan Nasiołkowski


Rozbite pod Jeżowem baterie 30 PAL 9 września 1939



Stryj Stefan jako jeniec wojenny

 

         Właśnie sto dwa lata temu, akurat 1 listopada 1915 roku, przyszedł na świat urodzony w Śmiłowie, pierworodny męski wnuk mojego pradziada Mikołaja... Stefan Nasiołkowski... W przyszłości miał zostać czeladnikiem kowalskim, a także żołnierzem  30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej  - w pokojowym czasie - stacjonującego w Brześciu nad Bugiem... Dziś, to polskie niegdyś miasto nazywa się Brest.. Jego nazwa brzmi zatem tak samo jak nazwa położonego nad Atlantykiem francuskiego portu będącego odnośnikiem określenia miejsca zestrzelenia samolotu kaprala Zygmunta Sasala... Bateria bombardiera Stefana Nasiołkowskiego została rozbita 9 września 1939 roku w boju pod Jeżowem, a on sam zaginął bez śladu... Ale wiadomo, że syn mojego dziadka Józefa, nie zginął w walce... Dowodzi tego fotografia zrobiona prawdopodobnie w przejściowym obozie jenieckim w Lublinie... Fotografia przekonująca nas o tym, że bombardier Stefan Nasiołkowski dostał się do niemieckiej niewoli, z której jednak nigdy nie powrócił pod rodzinną strzechę... Nie wiadomo, czy urodzony przed ponad stu już laty, bombardier Stefan Nasiołkowski dożył swoich 24 urodzin przypadających wszak 1 listopada 1939 roku... Nie wiadomo też, gdzie i w jakich okolicznościach zmarł, czy też zginął... Nie wiadomo, gdzie miejsce jego wiecznego spoczynku...





         I jeszcze ten trzeci, szczególnie tragiczny przypadek. Bracia Jan i Bronisław Boruchowie zostali aresztowani przez gestapo 7 lipca 1944 roku. Na rampie KL Auschwitz-Birkenau wysiedli 31 lipca 1944 roku. Janowi wytatuowano na przedramieniu numer 190 677, zaś młodszemu z braci, Bronisławowi - numer 190 676.  Jana przewieziono po jakimś czasie do obozu w Ulm, gdzie jako więzień - członek 7- SS Eisenbahnbaubrigade reperował tory kolejowe zniszczone podczas alianckich nalotów. W kwietniu 1945 roku, podczas alianckiego nalotu uciekł i ukrywając się przez szesnaście dni w bawarskim lesie doczekał wyzwolenia. Nie wiedział, ze jego młodszy brat Bronisław  - także doczekał wyzwolenia. Tyle, że przez Armię Czerwoną, która wkroczyła do Oświęcimia 27 stycznia 1945 roku. Czerwonoarmiści nakarmili czym mogli wychudzonych więźniów. W efekcie tego po wyzwoleniu KL Auschwitz zmarło 222 byłych więźniów. Jednym z nich był Bronisław Boruch. Nie dożył wiosennych, majowych dni, a więc końca wojny.... Znaczy się nie dożył swoich dwudziestych piątych urodzin...  W końcówce lutego 1945 roku, wszystkim zamordowanym, zmarłym krótko przed wyzwoleniem obozu, a także zmarłym tuż po jego wyzwoleniu, ofiarom KL Auschwitz urządzono uroczysty pogrzeb... W jednej spośród setek prostych trumien; w zbiorowej mogile pochowano umęczone ciało byłego więźnia, oznakowanego numerem 190 677.   Bronisław Boruch, syn Józefa i Michaliny z domu Nasiołkowskiej - zmarł 11 lutego 1945 roku w szpitalu MCK zorganizowanym na terenie byłego już  obozu koncentracyjnego. 




         Więc nie pozostaje mi już nic ponadto, jak jedynie zapalić tym trzem wnukom Mikołaja Nasiołkowskiego symboliczny znicz w mej pamięci... Czynię to zawsze w tym szczególnym dniu 1 listopada...  I nie przepuszczam nigdy żadnej okazji, by zapaleniem znicza nie upamiętnić tych, którzy swoje groby posiadają … W tym także - pochodzącego z naszego miasta - jednego z najlepszych pilotów RAF-u, kapitana Ryszarda Zygmuntowicza, który poległ podczas operacji jawiącej się być największą sensacją II wojny światowej.... Nie zapominam oczywiście także i o tych, którzy spoczywają w miejscach nieznanych, w żaden sposób nie upamiętnionych...
 
                                                                           Piotr Jan Nasiołkowski
 


Fotografie ilustrujące artykuł pochodzą z internetu oraz prywatnego archiwum autora. Wszelkie prawa zastrzeżone

Ostatnie komentarze

  • Bardzoanonimowy powiedział(a) Więcej
    Co byś napisał jakby nikogo z władz miasta nie było?
    Ja wiem. Wtedy to naprawdę byś pouzywal sobie, że cho, chooo. 10 godzin temu
  • 65lat emeryt powiedział(a) Więcej
    co te 2 kamyczki wniosą do naszego miasta . nic. i tak wlaśnie mamy jak mamy w skarżysku. gdzie ci jnwestorzy... 11 godzin temu
  • czarek powiedział(a) Więcej
    Pani Danuto komuna dawno się skończyła i każdy powinien sam zadbać o mieszkanie a liczyć na ,,drapane" i łatwiznę .
    11 godzin temu