Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

ZAMACH NA CARA - Piotr Jan Nasiołkowski

rycina  
  Rzec trzeba, że ostatnie trzy dekady XIX stulecia nie były bynajmniej dla  Europy czasem spokojnym. Na skutek wybuchu wojny francusko - pruskiej oraz  wywołanego nią zrywu, który przeszedł do historii pod nazwą Komuny Paryskiej; niechlubnie zakończył swe panowanie pojmany do niewoli przez Prusaków Napoleon III., czyli drugi i ostatni zarazem w historii Cesarz Francuzów.

Pruskie zwycięstwo nad Francją skutkowało, że w roku 1871 pod egidą pruskich Hohenzollernów odrodziło się Cesarstwo Niemieckie zwane II Rzeszą. Sześć lat później wojska rosyjskie wkroczyły do Rumunii, co stało się militarnym punktem wyjścia do wybuchu wojny rosyjsko - tureckiej, zakończonej w roku 1878 przepędzeniem Turków z Bułgarii. W tej, zwycięskiej dla Rosji wojnie szczególnie zasłużył się generał Josif Władimirowicz Hurko - późniejszy gorliwy rusyfikator życia publicznego na tej części polskiej ziemi, która pozostawała pod rosyjskim zaborem.

    Uznać zatem należy, że wypierając Turków z Rumunii i Bułgarii - rosyjski car Aleksander II wziął na Osmańskiej Turcji rewanż za poniesioną przez Rosję  w roku 1855 sromotną klęskę w wojnie krymskiej.
    W trzy lata po zakończeniu tamtej, spektakularnie dla Rosji zwycięskiej wojny z Turcją, dokładniej zaś mówiąc, w dniu 13 marca 1881 roku, wyglądający na ucznia gimnazjum, malutki i przygarbiony imiennik mojego pradziada, student Mikołaj Rysakow, na znak dany mu chusteczką przez Zofię Perowską - rzucił w Petersburgu bombę pod kopyta koni zaprzęgniętych do karety wiozącej cara Aleksandra II wracającego z niedzielnej parady żołnierzy garnizonu petersburskiego. Jednakże carska kareta zdążyła się przetoczyć nad śmiercionośnym ładunkiem, który eksplodował tuż za powozem. Wybuch bomby zdołał oderwać jedynie deski z tylnej części carskiego powozu, zabił jednak jadącego za nią konno jednego z twerskich Kozaków, którzy stanowili carską eskortę. Odłamki poraniły także drugiego członka eskorty - Kozaka siedzącego na koźle obok stangreta. Na chodniku, wijąc się z bólu, umierała przypadkowa ofiara zamachu: mały chłopiec, który jak raz przechodził tamtędy, niosąc dokądś wielki kosz napełniony mięsem. Ranny został także jeszcze jeden przechodzień oraz policjant.
    Po eksplozji rzuconej bomby, Mikołaj Rysakow rzucił się do ucieczki, usiłując zarazem swoimi okrzykami wywołać zamieszanie. Nie na wiele się to zdało, gdyż obserwujący bacznie całe zdarzenie przypadkowy robotnik o nazwisku Nazarow - rzucił łom wprost pod nogi uciekającego zamachowca. Mikołaj Rysakow potknął się i dzięki temu został schwytany. Odebrano mu rewolwer oraz sztylet. Pojmany zamachowiec krzyknął do kogoś z tłumu, by powiedział jego ojcu, że został aresztowany. Tymczasem uszkodzona carska kareta zatrzymała się i wysiadł z niej Aleksander II, chwiejący się nieco na nogach. Okrzyk Rysakowa słyszał zarówno oberpolicmajster Petersburga, pułkownik Adrian Dworżycki, jak i carski stangret o nazwisku Froł. Obydwaj w mig pojęli, że Rysakow nie działał bynajmniej w pojedynkę. Zatem w tłumie gapiów musi tkwić jeszcze jakiś inny zamachowiec. Było więc oczywiste, że niebezpieczeństwo jeszcze nie minęło. Obydwaj członkowie carskiego orszaku zaczęli więc błagać monarchę, by natychmiast wsiadł do sań pułkownika Dworżyckiego i odjechał z tego feralnego miejsca. Lecz miłościwie panujący Aleksander II, ignorując te prośby, skierował swoje kroki w kierunku Mikołaja Rysakowa trzymanego mocno przez czterech żołnierzy, którymi dowodził stojący obok nich dowódca carskiej ochrony - kapitan Koch.

- A my, sława Bohu, żywi, no eti... - rzekł car do zamachowca, wskazując przy tym ręką na zabitego kozaka i umierającego chłopca, leżących na jezdni.
- Jeszcze za wcześnie mówić o tej boskiej łasce - z miejsca odpalił hardo Rysakow. Jedyne, co w tej sytuacji mógł zrobić absolutny władca Rosji, to pogrozić zamachowcowi palcem. Uczyniwszy to, Aleksander II skierował swoje kroki w kierunku zdewastowanej karety. Tu jednak nagle jakby się rozmyślił i zamiast wsiąść do uszkodzonego, lecz mimo to, nadającego się do dalszej jazdy powozu - wyraził znienacka życzenie obejrzenia miejsca wybuchu bomby, która dopiero co miała go zabić. Okazując w ten ostentacyjny sposób pogardę dla ciągle jeszcze grożącego mu niebezpieczeństwa, Aleksander II najwyraźniej chciał zatrzeć fatalne wrażenie, jakim było wspomnienie o wcześniejszym zamachu na jego życie.

    Otóż niespełna dwa lata wcześniej, pomimo swoich sześćdziesięciu jeden lat, monarcha Aleksander II Romanow jak sztubak uciekał przed goniącym go Aleksandrem Sołowiowem - zamachowcem raz po raz strzelającym do wszechpotężnego władcy Wszechrosji z wielkiego rewolweru.

    Teraz więc szczelnie otoczony przez twerskich Kozaków oraz żołnierzy ósmego oddziału piechoty morskiej; monarcha zbliżył się do powstałej w jezdni dziury. Wyczekawszy aż do tego momentu, stojący bokiem tuż obok, przy balustradzie Jekatieryńskiego Kanału - polski student, zwany „Kotkiem”, czyli Ignacy Hryniewiecki, podniósł znienacka ręce do góry i rzucił jakiś pakunek; wprost pod nogi Aleksandra II. Ładunek eksplodował pomiędzy zamachowcem a jego  koronowaną ofiarą, stojącą w odległości kilku zaledwie kroków, przedwcześnie cieszącą się ze swojego cudownego ocalenia. Ogłuszająca eksplozja ścięła z nóg zarówno zamachowca, jak i monarchę wraz z grupką otaczających go ludzi. Jednym z tych, którzy padli na bruk, był także pułkownik Adrian Dworżycki, który należał wprawdzie do carskiej świty, ale nie był bynajmniej rodowitym Rosjaninem.

    Jak zostało wspomniane; w momencie wybuchu bomby rzuconej przez Ignacego Hryniewieckiego - tego absolwenta białostockiego gimnazjum, dzieliła go od rosyjskiego cara odległość kilku zaledwie kroków. Siła eksplozji oberwała nogi zarówno Aleksandrowi II, jak i jego zabójcy. Z tej przyczyny, żadnemu z nich nie było dane przeżyć tamtego, jakże „hucznego” wydarzenia. Nadto, w efekcie tej drugiej eksplozji lżejsze lub cięższe obrażenia odniosło jeszcze dwadzieścia innych osób. Wybuch rzuconych w kierunku cara obydwóch siedmiofuntowych bomb sprawił, że oto na zakrwawionym głównym prospekcie stolicy swojego Imperium umierał w mękach samowładca Wszechrosji… Aleksander II konał wśród brudnego śniegu pomieszanego ze strzępami odzieży, krwawiących kawałków ludzkich ciał, złocistych epoletów, śmieci oraz porozrzucanego eksplozjami oręża Kozaków. Nieopodal zaś dogorywał Ignacy Hryniewiecki - jego polski zabójca..

    Do ciężko rannego, leżącego na ulicznym bruku Aleksandra II - podczołgał się nieco lżej ranny pułkownik Adrian Dworżycki… Unosząc się na łokciach, wiernopoddańczo patrzył w gasnące oczy cara… Już na pierwszy rzut oka było widać, że eksplozja drugiej bomby, tej rzuconej przez Ignacego Hryniewieckiego, spowodowała skutek jakże przez spiskowców pożądany. Zamachowcy zrezygnowali więc z użycia trzeciej bomby, ukrytej w teczce ściskanej pod pachą przez wmieszanego w tłum gapiów Iwana Jemieljanowa. Wielce jest prawdopodobne, że przyczyną zrodzenia się tej samobójczej determinacji Ignacego Hryniewieckiego i jego towarzyszy z organizacji Narodnaja Wola było to, iż uprzednio już podejmowane próby uśmiercenia miłościwie panującego Aleksandra II - aż pięciokrotnie kończyły się niepowodzeniem. Więc tym razem udać się musiało. Jak nie do trzech razy sztuka, to do sześciu! Pomimo odniesionych ran - Aleksander II nie stracił przytomności. Skarżąc się na zimno, polecił odwieźć się do pałacu, gdzie o godzinie 15.30 dokonał żywota w swoim gabinecie.

    W taki to sposób zginął rosyjski car, który sześciokrotnie był żonaty a nadto, zapoczątkował sprowadzanie do Rosji, przeznaczonego wyłącznie dla niego - francuskiego szampana rozlewanego do kryształowych płaskodennych butelek. Przyczyną tego ekscentrycznego zamówienia, co i rusz to ponawianego przez Aleksandra II, była paniczna obawa tego władcy absolutnego przed zamachem na jego życie. Zamachem przeprowadzonym przy użyciu bomby zakamuflowanej w butelce do szampana...

    Uśmiercony właśnie nad Newą przez przybyłego z Białegostoku zamachowca Aleksander II, ukazem wydanym przez siebie w dniu 2 marca 1864 roku zniósł pańszczyznę na ziemiach polskich zaboru rosyjskiego, nadając jednocześnie na własność chłopom uprawianą przez nich ziemię.     Przeprowadzoną przez siebie reformą włościańską rosyjski car zapisał się w pamięci polskich kmieci do tego stopnia życzliwie, że w przededniu wybuchu I Wojny Światowej, motywując to koniecznością uczczenia 50-lecia zniesienia pańszczyzny, gminne samorządy nadawały istniejącym oraz nowotworzonym szkołom elementarnym imię Imperatora Aleksandra II. W ten oto sposób polscy chłopi, mimochodem, czcili przy tej okazji pamięć pogromcy Powstania Styczniowego, które w swym założeniu przynieść im miało upragnioną wolność. I to nie tylko tę od pańszczyzny. Paradoksalnie w tym samym czasie, gdy polscy chłopi radowali się z ziemi nadanej im ukazem carskim - rosyjskie wojska działające z rozkazu tego samego cara Aleksandra II tłumiły krwawo Powstanie Styczniowe. Car Aleksander II postrzegany przez nas, Polaków jako ciemiężca i pogromca Powstania Styczniowego - starał się w istotny sposób zreformować archaiczną rosyjską monarchię. Za jego to panowania skrócono służbę w rosyjskim wojsku z 25 do 15 lat. Wprowadzono niezawisłość sądów, nieusuwalność sędziów, jawność rozpraw sądowych oraz prawo do obrony przed sądem, czego sens i potrzebę - do tej pory - nie wszyscy skarżyszczanie jeszcze pojąć zdołali, o czym jednoznacznie przekonują nas nastroje społeczne towarzyszące procesowi radnego powiatowego Stanisława Czubaka.  

    Udany zamach na życie zasiadającego na tronie rosyjskim syna pruskiej księżniczki Charlotte Hohenzollern - nie był bynajmniej pierwszą próbą zgładzenia imperatora przez Polaka. W dniu 6 czerwca 1867 roku podczas wizyty cara Aleksandra II w Paryżu, rosyjskiego władcę usiłował zastrzelić zmuszony do emigracji, weteran Powstania Styczniowego - Antoni Berezowski. Jednakże chybił, strzelając w Lasku Bulońskim do Aleksandra II siedzącego  w loży obok Cesarza Francuzów Napoleona III. Przeznaczony dla cara kawałek ołowiu, ciasno wbity przez zamachowca do jednej z dwóch luf archaicznego pistoletu poranił jednego z koni biorących udział w końskiej rewii oglądanej właśnie przez władców. Zaś na skutek oddania przez zamachowca drugiego strzału - rozerwaniu uległa lufa pistoletu, raniąc Berezowskiego i trzy inne osoby. Zatrzymując zamachowca na miejscu zdarzenia - francuska policja uchroniła go przed linczem rozwścieczonego tłumu, przekonanego o tym, że Berezowski usiłował zastrzelić Napoleona III. Antoni Berezowski za ten zamach został skazany na dożywotnie zesłanie do Nowej Kaledonii, gdzie całkowicie zapomniany zmarł w roku 1916. .  
 
    Za sprawą szóstego i wreszcie udanego zamachu na życie rosyjskiego monarchy w roku 1881 - unicestwione zostały planowane przez Aleksandra II reformy ukierunkowane na ewolucyjne zreformowanie rosyjskiego społeczeństwa poprzez stopniowe ograniczanie samodzierżawia skutkujące przemienienie carskich poddanych w obywateli. Zarazem  rozpoczęło się panowanie kolejnego rosyjskiego cara. Był nim niebywale reakcyjny - niejako ze swej natury - Aleksander III. Nikomu oczywiście wtedy nie przychodziło jeszcze do głowy, że oto na rosyjski tron wstąpił przedostatni już monarcha.

     Dzięki zeznaniom członka Narodnoj Woli, Timofieja Michajłowa aresztowanego dwa dni przed zamachem na cara - pojmano niebawem pozostałych spiskowców. W tym również i tych, którzy nie biorąc bezpośrednio udziału w przeprowadzaniu zamachu na życie Imperatora - byli jednak organizatorami jego zabójstwa. Dość powiedzieć, że dziesięć dni po zamachu na życie Aleksandra II - aresztowano Zofię Perowską. Nie zdołano natomiast aresztować Mikołaja Sablinina, który zastrzelił się na widok policjantów. Ujęto jednak jego kochankę, Hesię Helfman. Wszystkich aresztowanych sprawnie osądzono i skazano na karę śmierci. Skazana na tę karę Hesia Helfman oświadczyła, że jest właśnie w czwartym miesiącu ciąży. Zgodnie z prawem rosyjskim oznaczało to dopuszczalność wykonania egzekucji nie wcześniej, jak w czterdziestym dniu po porodzie. Na pozostałych skazańcach wyrok wykonano publicznie w dniu 3 kwietnia 1881 roku. Na szubienicy ustawionej na Placu Siemieniowskim w Petersburgu powieszeni zostali; Mikołaj Rysakow, Andriej Żelebanow, Zofia Perowska i konstruktor bomb - Mikołaj Kibalczyc. Natomiast głowę, zmarłego z ran półtorej godziny po zamachu, Ignacego Hryniewieckiego – odcięto i zakonserwowano w szklanym słoju. Ten makabryczny eksponat ustawiono w korytarzu budynku policji w Petersburgu, by głowę carobójcy pokazywać potem - ku przestrodze - wszystkim prowadzonym na przesłuchania aresztantom.

    Tymczasem w obronie uwięzionej, ciężarnej Hesi Helfman wystąpiły różne organizacje w całej Europie, starając się wyjednać dla niej zamianę wyroku śmierci na więzienie. Starania te przyniosły pożądany skutek. W czerwcu 1881 roku car Aleksander III ułaskawił ciężarną Hesię, zamieniając jej karę śmierci na dożywotnie zesłanie na Syberię. W październiku 1881 roku więziona w Twierdzy Pietropawłowskiej Hesia Helfman urodziła córkę. Na skutek komplikacji okołoporodowych, położnica zmarła na zapalenie otrzewnej w dniu 31 stycznia 1882 roku. Jej córkę - jeszcze przed zgonem matki - umieszczono w sierocińcu.

    Żydowskie korzenie Hesi Helfman stały się przyczyną tego, że w latach 1881-1882 przez ziemie wchodzące w skład bezkresnego Cesarstwa Rosyjskiego przetoczyła się fala aż 166 pogromów, przeważnie inspirowanych przez carską Ochranę. Antysemickie zamieszki nie ominęły także Warszawy.   W efekcie bożonarodzeniowego pogromu, trwającego w naszej stolicy w dniach od 25 do 27 grudnia 1881 roku, życie straciły dwie osoby, zaś 24 odniosły rany. Nadto, około 10 tysięcy wyznawców religii mojżeszowej poniosło znaczne straty materialne, nierzadko oznaczające krach podstaw materialnej egzystencji całych rodzin. Powybijano także szyby w warszawskiej synagodze. Jednakże w tych koszmarnych dniach zdarzało się i tak, że chrześcijańscy mieszkańcy Warszawy skutecznie pomagali swoim żydowskim sąsiadom w odpieraniu napastników. Wywołane pogromem poczucie niepewności egzystencji spowodowało, że w ciągu kilku miesięcy po tych wydarzeniach około 1000 osób wyznania mojżeszowego wyemigrowało do USA. Odnotować należy, że ten warszawski pogrom został jednoznacznie potępiony przez polską inteligencję. W tym także przez Bolesława Prusa - uczestnika Powstania Styczniowego, walczącego w szeregach powstańczej partii dowodzonej przez pułkownika Karola Krysińskiego.

    Nawiasem mówiąc, absurdalna przyczyna wzniecenia w Warszawie tego bożonarodzeniowego pogromu antyżydowskiego nakazuje postawić trudne pytanie; dlaczego to celem tego pogromu stali się Żydzi, a nie Polacy? Ostatecznie przecież to Polak i zarazem katolik rzymski - zabił wyznawcę prawosławia - Aleksandra II, miłościwie panującego cara Wszechrosji! Sprawa dotyczyła zatem – przynależnych wprawdzie do różnych obrządków - ale przecież zawszeć to chrześcijan! Na miesiąc przed samobójczym wyczynem Ignacego Hryniewieckiego, który nie tylko do wieczności, ale także do historii, przeniósł jego postać jako carobójcę;  w dniu 9 lutego 1881 roku, zmarł genialny rosyjski pisarz Fiodor Dostojewski - autor powieści zatytułowanej „Idiota”; oraz tej drugiej - czyli. „Zbrodni i kary” - która z całą pewnością, bardziej rozsławiła  nazwisko pisarza, aczkolwiek nie jest ona dziełem tak wspaniałym jak „Idiota” - przeczytany przeze mnie  jeszcze w moich latach licealnych.

    Nasza rzeczywistość codziennie  przekonuje mnie o tym, że to arcydzieło Fiodora Dostojewskiego - nic a nic, nie straciło na aktualności swego przekazu. Dlatego właśnie lekturę „Idioty” - gorąco wszystkim polecam! Absolutnie wszystkim! A to oznacza, że polecam przeczytanie tej powieści nie tylko skarżyszczanom kamiennym - jak to, swego czasu, w sposób trafny niebywale - określił mieszkańców naszego miasta, sam Maciek Maleńczuk.

Piotr Jan Nasiołkowski



carCar Aleksander II


rycina


Rycina prasowa Udany zamach na Aleksandra II





Ilustracje; archiwum autora

Ostatnie komentarze

  • Stan4126 powiedział(a) Więcej
    Janosik, bezdomnym pisze się razem! 10 godzin temu
  • adam323 powiedział(a) Więcej
    Na Skarżysko w miarę pierwszy raz byłem i prawdopodobnie ostatni raz bo to co zobaczyłem, co reprezentują seniorzy... 10 godzin temu
  • Piotr Jan Nasiołkowski powiedział(a) Więcej
    Ordynarne chamstwo tego psiego fryzjera też przez "ch" i chonor jego także przez "ch". Świadczą jednoznacznie o... 10 godzin temu