Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

„WHISKEY” – toast niespełniony… - Piotr Jan Nasiołkowski cz. II

Starając się odpowiedzieć na wszystkie pytania mogące prowadzić do wyjaśnienia zagadkowego lotu Handley Page Halifaxa oznaczonego kryptonimem V9976 - dr. Michael Heim zdołał swojego czasu pozyskać nawet do tego celu agenta SOE. Skończyło się na tym, że ów agent dostał od Podsekretarza Stanu brytyjskiego Ministerstwa Obrony list przypominający mu o obowiązku dożywotniego dochowania tajemnicy. Natomiast do dr. Michaela Heima napisał sam brytyjski premier. List był lakoniczny; „Rząd Jej Królewskiej Mości byłby zadowolony, gdyby Pan więcej się tą sprawą nie interesował”.

Ministerialna reprymenda ten miała skutek, że były agent SOE zamilkł na dobre. Ale dr. Michael Heim bynajmniej nie zaprzestał swoich dociekań. Nic w tym dziwnego. Ten monachijski dziennikarz i historyk - nie jest wszak poddanym brytyjskiej królowej. Zatem nie jest związany wolą panującej Elżbiety II, ani też rządzących w jej imieniu polityków. Do mnie zaś - jak dotąd - nikt z Londynu w tej sprawie nie pisał. A gdyby nawet kiedyś napisał - to oczywiste, że nic bym sobie z tego nie robił. Co więcej; dr. Michael Heim nakręcił paradokumentalny film poświęcony operacji „WHISKEY” oraz  SOE. Brytyjczycy zareagowali natychmiast wywierając nacisk na kierownictwo stacji telewizyjnej Bayrische Rundfunk, czego skutkiem finalnym była blokada emisji tego filmu!  Jestem w posiadaniu jego kopii.  I wiem również, że dr. Michael Heim jest gotów udostępnić ten film do emisji polskiej stacji telewizyjnej.

Myślę zatem, że konsekwentne działania naszego niemiecko - polskiego duetu w końcu doprowadzą do pożądanego celu. Nie do pomyślenia; przyszło do tego, że nieoczekiwanym, ubocznym efektem tamtej wojny jest współczesne zawiązanie się antybrytyjskiej, swoistej niemiecko – polskiej koalicji!

Tymczasem, w ramach swoich starań ukierunkowanych na przełamanie brytyjskiego muru milczenia wokół operacji „Whiskey” - dr. Michael Heim zawiózł przed laty do Wielkiej Brytanii symboliczne fragmenty rozbitego Halifaxa. Kawał blachy oraz resztki jakiegoś urządzenia pokładowego. W dniu 19 sierpnia 2005 roku, na opuszczonym pasie startowym lotniska Temmpsford odbyła się skromna uroczystość. Wzięły w niej udział; 90-cio letnia dama, Pani Peta Poor, wdowa po dowódcy 138. dywizjonu W/Cdr Walterze Ronaldzie Farley’u oraz jego córka.  Dr. Michael Heim w imieniu narodu niemieckiego wręczył wówczas sędziwej wdowie szczątki samolotu jej małżonka poległego przed 63 laty.

Ten niezwykły historyczny prezent Brytyjczycy przyjęli z dozą iście angielskiego czarnego humoru. W trakcie nabożeństwa, anglikański pastor powiedział, iż oto uznać należy, że – wprawdzie po ponad półwieczu – niemniej jednak Halifax V9976 powrócił wreszcie do ojczyzny ze swojej wojennej misji. Aczkolwiek powrócił w bagażniku niemieckiego mercedesa!

Jak do tej pory nie udało się jednak przełamać tego szczelnego brytyjskiego muru milczenia zbudowanego wokół operacji „WHISKEY”. Ten mur wydaje się być bardziej trwałym niźli Mur Berliński obalony jesienią 1989 roku.  Dr. Michael Heim przez lata całe obracał się wśród przeróżnych domysłów. Jedną z teorii było, że agenci NKWD mieli rozpoznać zlokalizowaną w Jenbach w Tyrolu, a więc w tamtej okolicy, fabrykę zbrojeniową Heinkla produkująca płozy pozwalające na lądowanie - wyposażonemu w rakietowy silnik - myśliwskiemu Messerschmittowi 163 Comet. Ta teoria jednak - z natury rzeczy - musiała być fałszywą. W trakcie naszego spotkania dr. Michael Heim usłyszał ode mnie, że te samoloty weszły do produkcji już po ostatnim locie tamtego Halifaxa pilotowanego przez porucznika Ryszarda Zygmuntowicza. Zaś wyposażony w Messerschmitty 163 Comet Jagdgeschwader 400 został sformowany dopiero w maju 1944 roku, zaś do akcji bojowych wszedł w lipcu 1944 roku. Do tego wszystkiego obszarem doświadczalnym dla prób z tymi samolotami z rakietowym silnikiem napędzanym mieszanką nadtlenku wodoru z alkoholem metylowym nie była Bawaria, lecz dzisiejsze lotnisko Katowice - Pyrzyce. Rzec można, że dopiero nasze spotkanie i wymiana poglądów przy świetnym bawarskim piwie rzuciły nieco więcej światła na całą tę sprawę. Nasza rozmowa została nagrana. W moim odczuciu była bowiem zbyt ważna, by zgubić z niej choć jedno słowo.

Miejsce i data katastrofy Halifaxa oraz cały szereg innych okoliczności, w tym ustalona trasa lotu brytyjskiej maszyny upoważniają do sformułowania poglądu, że celem operacji „Whiskey” było zgładzenie samego Adolfa Hitlera. Jakby nie patrzeć; to był przecież najważniejszy obiekt III Rzeszy. A więc taki obiekt, który z całą pewnością wart był podjęcia operacji najwyższego ryzyka. W dodatku, Führer III Rzeszy rezydował, bądź też czasowo przebywał, w tej właśnie okolicy! Dzień przed katastrofą Halifaxa - Adolf Hitler obchodził akurat swoje 53 urodziny.



Fot. Alpejska kwatera główna Adolfa Hitlera


Oznaczało automatyczny napływ do tego rejonu dużej liczby przyjezdnych, a więc nietutejszych wielbicieli Führera III Rzeszy, który urodzinowe hołdy zwykł odbierać w swoim Berghofie. A więc na wypadek jakiejkolwiek rutynowej kontroli, każdy przybysz z łatwością mógł wytłumaczyć swą bytność w tym rejonie koniecznością przybycia na uroczystości urodzinowe Hitlera. Zarazem, z datą lotu Halifaxa musiało się łączyć przynajmniej tak duże, że wręcz graniczące z pewnością - prawdopodobieństwo, iż Adolf Hitler będzie w tym czasie przebywał w swoim Berghofie, nieopodal którego swoją Kwaterę Główną posiadał Reichsführer SS Heinrich Himmler. Jego kwatera zlokalizowaną była w Gmund położonym nad brzegiem jeziora Tegernsee; prawie, że dokładnie w tym miejscu, gdzie, tuż przed katastrofą, pilotowany przez kapitana Zygmuntowicza Halifax zmienił kurs lotu skręcając ostro na południe, nad lustro alpejskiego jeziora. Nieopodal, w Bad Tölz, w latach 1937 - 1945 - funkcjonowała szkoła oficerska SS. Do tego regionu ciągnęli w końcówce wojny hitlerowscy dygnitarze zwabieni mitem o alpejskiej twierdzy, ostatnim obronnym bastionie obronnym hitleryzmu stworzonym na pograniczu niemiecko - austriackim, czyli w samym mateczniku tej zbrodniczej ideologii. Nic zatem dziwnego, że w tej właśnie okolicy, tuż po zakończeniu wojny - urwał się wszelki ślad po Adolfie Eichmannie. Także tutaj ukrywał się i został przez Amerykanów aresztowany zbrodniarz z Płaszowa - Amon Göth, który znany był z tego, że uwielbiał siadywać ze sztucerem na balkonie swej willi i strzelać stamtąd do żydowskich więźniów płaszowkiego obozu. Wszystkie te okoliczności jednoznacznie przekonują o tym, że sympatie miejscowej ludności musiały być jednoznacznie nazistowskie, co zapewne było jedną z przyczyn zlokalizowania w tym regionie - alpejskiej kwatery głównej Adolfa Hitlera. Wystarczy wszak jedno spojrzenie na mapę, by stwierdzić, że Handley Page Halifax Mk I/II V9976 rozbił się zaledwie około 100 km od Obersalzbergu, czyli potrzebował jakieś 15-20 minut lotu by znaleźć się właściwie już nad samą alpejską rezydencją Hitlera, położoną nieopodal Berchtesgaden. W momencie katastrofy, obydwaj agenci NKWD mieli już założone spadochrony. A więc byli gotowi do skoku. Czterosilnikowy Halifax V9976 przeleciawszy nad masywem Blauberg, czy też nad doliną opasującą ten górski masyw z lewej jego strony - znalazłby się już na kursie wprost wiodącym w kierunku alpejskiej willi Hitlera! Jest jednak oczywiste, że agenci NKWD nie skakaliby wprost na teren Berghofu. Studiując mapę ilustrującą obszar przylegający do masywu Blauberg, widzimy dobrze rozbudowaną sieć dróg wijących się górskimi dolinami. Ba, nawet autostrada tamtędy przebiega. Te uwarunkowania terenowe stwarzały zatem idealne wprost warunki na niezauważalne odebranie obydwu zrzuconych agentów przez kogoś, kto na nich na ziemi by czekał i dysponował samochodem lub chociażby tylko motocyklem z koszem. Z tego, co wiadomo o operacji „Foxley”, której przeprowadzenie SOE zaplanował na rok 1944; w Salzburgu rezydował brytyjski agent. Jego zadaniem miało być wyposażenie zamachowców w broń, która miała być użyta do zgładzenia Adolfa Hitlera. Zatem wielce jest prawdopodobne, że to ten sam brytyjski agent został w kwietniu 1942 roku zaangażowany do przyjęcia na austriackiej ziemi dwóch sowieckich agentów Lorenza Mraza i Franza Löschla. A także zadaniem jego było wyposażenie skoczków w broń  konieczną do wykonania przydzielonego im zadania.



Fot. Adolf Hitler – przypuszczalny cel agentów NKWD.

W dniu 20 kwietnia 1942 roku, w godzinach dopołudniowych Adolf Hitler przebywał jednak w Prusach Wschodnich, w swoim Wolfschanze koło miasteczka Rastenberg, czyli dzisiejszego Kętrzyna. Zostało odnotowane, że w godzinach od 11.00 do 13.00 na pobliskim poligonie demonstrowano Hitlerowi prototyp nowego czołgu PzKpfw VI, czyli pięćdziesięciosiedmiotonowego Tygrysa Królewskiego zaprojektowanego przez zbrojeniowy koncern Henschel. Jednakże wieczorem tamtego dnia Adolf Hitler fotografował się już w swoim alpejskim Berghofie z Evą Braun. Ta dostępna do obejrzenia w internecie fotografia należy do zasobów Süddeutscher Verlag Bilderdienst. Tego wieczoru zostało także zrobione drugie, kolorowe zdjęcie Adolfa Hitlera w otoczeniu austriackich uczennic przybyłych z urodzinowymi życzeniami. Autorem tej drugiej fotografii jest Hugo Jäger. Jest wprawdzie błędnie podpisana, jakoby uczennice składały ukochanemu Führerowi III Rzeszy życzenia z okazji jego pięćdziesiątych urodzin, ale data nie pozostawia jednak cienia wątpliwości; 20 kwietnia 1942 roku. Wiadomo też, że w dniu 26 kwietnia 1942 roku Adolf Hitler przebywał w zamku Klessheim koło Salzburga. A to zaledwie 28 kilometrów od Berchtesgaden. W zapisach kronikalnych zamku Klessheim zostało odnotowane, że tamtego dnia Adolf Hitler wyjechał był z zamku Klessheim do Monachium oraz swojej alpejskiej kwatery Berghof.

Jest udokumentowane, że w tym urokliwym alpejskim regionie III Rzeszy, jej Führer - Adolf Hitler przebywał do 30 kwietnia 1942 roku, czyli przez dziesięć dni, począwszy od 20 kwietnia 1942 roku, kiedy musiał tu przybyć w godzinach wieczornych, bądź raczej przedwieczornych. Te dziesięć dni wyznacza przedział czasowy, kiedy na terenie alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera było możliwe przeprowadzenie nań zamachu przez agentów NKWD. Nie można zapominać o tym, że Wolfschanze w Gierłoży koło Kętrzyna - posiadało swoje lotnisko, zaś potrzebom komunikacyjnym alpejskiego Berghofu służyło lotnisko Ainring koło Salzburga, odległe zaledwie około 35 km od Berchtesgaden. W tamtym czasie Adolf Hitler dysponował jako maszyną osobistą jednym spośród zaledwie siedemnastu zbudowanych czterosilnikowych maszyn Junkers 90 A.. Osiągający maksymalną prędkość 410 km/h, będący w stanie zabrać na swój pokład 40 pasażerów, czterosilnikowy osobisty samolot Adolfa Hitlera mógł pokonywać trasę lotu z maksymalną prędkością sięgającą 410 km/h.

Długość trasy, jaką miał do pokonania, by osiągnąć rejon Berchtesgaden startujący z Tempsford Handley Page Halifax V9976, jest porównywalna z odległością dzielącą wschodniopruskie Wolfschanze od alpejskiego Berghofu. Zatem będący w stanie lecieć z prędkością maksymalną 418 do 454 km/h, Handley Page Halifax był samolotem nieco szybszym od Junkersa 90 A.  Porównanie osiągów prędkości maksymalnej obydwu maszyn oraz długości trasy jaką miały one  do pokonania pozwala stwierdzić, że na dotarcie do tego alpejskiego rejonu startujący z pasa startowego Tempsford - Handley Page Halifax Mk I/II V9976 pilotowany przez Ryszarda Zygmuntowicza oraz Junkers 90 A, rozpoczynający swój lot z własnego lotniska Wolfschanze nieopodal Gierłoży, potrzebowały - mniej więcej - tyle samo czasu. Zarazem jednak zauważyć trzeba, że maszyna brytyjska miała do pokonania odległość większą, a to z uwagi na wytyczenie kursu nie przebiegającego najkrótszą z możliwych powietrznych tras. Zarazem zauważyć należy, że brytyjska maszyna startowała 20 kwietnia wieczorem, zatem już w tym momencie, kiedy w Berchtesgaden Adolf Hitler pozował do pamiątkowej fotografii w otoczeniu austriackich uczennic.



Fot. Junkers 90 – osobisty samolot Adolfa Hitlera


Fot. Handley Page Halifax Mk I/II – samolot jakiego użyto do
          przeprowadzenia operacji Whiskey


Fakt przemieszczenia się Adolfa Hitlera tamtego wieczora z Prus Wschodnich do swej alpejskiej kwatery musiał być oczywiście znany Sowietom, jeżeli się zważy, iż w najbliższym otoczeniu Führera III Rzeszy posiadali oni swojego agenta opatrzonego kryptonimem „Justus”. Do dziś nie wiadomo, kim był ów „Justus”. Bogusław Wołoszański swojego czasu sformułował pogląd, że istnieją podejrzenia, iż „Justusem” był... Martin Bormann.
Najprawdopodobniej więc, to właśnie ów „Justus” zrobił z najbliższej odległości zdjęcie krańcowo wyczerpanego Adolfa Hitlera, leżącego w salonie. Taka właśnie fotografia znalazła się w posiadaniu SOE.
Została ona zapewne dostarczona Brytyjczykom przez NKWD. Zestawienie momentu startu Handley Page Halifax'a V9976 z Tempsford o godzinie 21.07 czasu brytyjskiego z fotografiami Adolfa Hitlera zrobionymi w Berchtesgaden wieczorem 20 kwietnia 1942 roku - uzasadnia pogląd, iż start maszyny z agentami na pokładzie był uzależniony od nadejścia wiadomości sygnalizującej przybycie Adolfa Hitlera do jego alpejskiej kwatery. Jeśli tak było, jest oczywiste, że nadawcą takiej wiadomości nie mógł być nikt inny, jak wzmiankowany wyżej sowiecki agent o kryptonimie „Justus”… Na marginesie należy zauważyć, że to właśnie Martin Bormann był nadzorcą przebudowy i dostosowania Berghofu do tego, by posiadłość ta mogła pełnić funkcję alpejskiej rezydencji Adolfa Hitlera. Nieopodal Berghofu także Martin Bormann posiadał swoją własną rezydencję.

    Tu i ówdzie spotykamy się z twierdzeniem, jakoby czterosilnikowy Handley Page Halifax Mk I/II V9976 miał lecieć nad terytorium ówczesnej Czechosłowacji. Zapewne była to wersja stworzona dla potrzeb zakamuflowania prawdziwego zadania, jakie miała wykonać załoga tego samotnego bombowca. Bez względu na to, czy ten samolot miał lecieć nad Czechosłowację, czy też do rejonu pogranicza bawarsko - austriackiego; jego przygotowanie wyglądałoby identycznie. W ostatniej chwili przed startem maszyny na jej pokład wszedł sam dowódca 138. dywizjonu RAF, podpułkownik W. R. Farley siadając za sterami jako drugi pilot w miejsce odsuniętego przez siebie od tego lotu - kapitana R.C. Hockey'a.

    Zapewne przyczyną tego było, że to właśnie dowódca 138. dywizjonu był nośnikiem informacji o prawdziwym, planowanym celu tego lotu. Reszta załogi dowiedziała się o tym dopiero w powietrzu. Rozkaz zmiany kursu został bowiem wydany przez podpułkownika Waltera Ronalda Farley'a  w momencie, gdy maszyna znajdowała się już nad Holandią. Wtedy to to czterosilnikowy Handley Page Halifax Mk I/II V9976 radykalnie zmienił swój dotychczasowy kurs na południowy lecąc przy tym ponad doliną dzielącą górskie łańcuchy. Ten tryb postępowania wskazuje jednoznacznie na dążenie do wyeliminowania możliwości jakiegokolwiek przecieku informacji o celu, ku któremu kierowała się maszyna 138. dywizjonu RAF. Nadto, jak wynika to z opinii służbowych - podpułkownik Walter Ronald Farley był typem ryzykanta, któremu nieobcą była gotowość udziału w najbardziej straceńczej misji. Przy tym jako ostatnie ogniwo pomiędzy wykonawcami, a zleceniodawcami akcji, dowódca 138. dywizjonu RAF znał jej cel - wiedział zatem, że w wypadku powodzenia operacji „Whiskey”, a więc zgładzenia Adolfa Hitlera - jej uczestnicy mają zagwarantowany paszport do Historii. Wielce jest prawdopodobne, że dlatego właśnie dowódca 138. dywizjonu - pomimo swej świadomości braku szans na powrót do bazy - osobiście poleciał nad III Rzeszę na pokładzie czterosilnikowego bombowca transportującego dwóch sowieckich agentów. Być może również brzemię odpowiedzialności nakazywało mu podzielić los swoich żołnierzy, wysyłanych tam, skąd szanse na powrót były żadne. O czym w tym momencie wiedział jako dowódca 138. dywizjonu, lecz odnośnie czego nie posiadali zorientowania członkowie załogi Halifax  V9976 nie znający jeszcze wszak celu do którego mają lecieć?
    Nie można jednakże wykluczyć i tego, że wchodząc na pokład samolotu – podpułkownik Walter Ronald Farley wykonywał rozkaz swoich zwierzchników. Zwłaszcza w kontekście tego, iż maszyna z dwoma sowieckimi agentami przed prawie miesiącem powróciła znad Austrii, gdyż krążąc nad docelowym rejonem przez godzinę - nie zdołała jednak znaleźć miejsca planowanego zrzutu.
    Analizując i zestawiając ze sobą szczątkowe  dość informacje o tej niebywale tajemniczej operacji, w trakcie której zginęło sześciu Polaków, dwóch Brytyjczyków, dwóch sowieckich agentów - Austriaków - nie można tracić z oczu historycznego kontekstu tamtego etapu wojny. Wehrmacht został wprawdzie w grudniu 1941 roku zatrzymany pod Moskwą, lecz z niemieckich pozycji w podmoskiewskiej wsi Chimki, widać już było kremlowskie wieże odległe zaledwie o 20 km. Jesienią 1941 roku w dwóch gigantycznych kotłach pod Briańskiem oraz Kijowem - Niemcy wzięli do niewoli prawie 1,5 mln sowieckich żołnierzy. Na marginesie trzeba zaznaczyć, że w przeciągu pierwszych tylko siedmiu miesięcy wojny niemiecko-sowieckiej; Niemcy wzięli do niewoli ponad 3 mln żołnierzy Armii Czerwonej! Z punktu widzenia zagrożenia Moskwy szczególne znaczenie miała październikowa katastrofa sowieckiego frontu w rejonie Wiaźmy i Briańska, gdzie poległo około 300 000 sowieckich żołnierzy, zaś prawie 700 000 dostało się do niewoli. Nadto, Armia Czerwona straciła wówczas prawie 1300 czołgów oraz 4400 dział rozmaitego kalibru i przeznaczenia. Jednakże - jak wiadomo - Armia Czerwona zdołała w pierwszych dniach grudnia 1941 roku przejść do ofensywy i odepchnąć Niemców od Moskwy na odległość od 180 do 200 km, po czym front się ustabilizował, gdyż zima oraz wiosenne roztopy były powodem tego, że na froncie wschodnim stały naprzeciwko siebie dwie unieruchomione armie. Sytuacja militarna Rosjan wyglądała jednak wówczas gorzej niż krytycznie, więc zapewne Józefowi Stalinowi pozostawała już tylko wiara w cud, który zapobiegnie rozpoczęciu przez Niemców wiosennej ofensywy na Moskwę. Tym cudem miało być niewątpliwie - w jego mniemaniu - zgładzenie Adolfa Hitlera, lub… zawarcie z nim porozumienia.

    Zatem realizując swoje zamiary - Józef Stalin wysłał w lutym 1942 roku do Wielkiej Brytanii dwóch agentów NKWD. Zaś w przededniu samej już akcji, sowiecki dyktator monitował swoich angielskich sojuszników ponaglającym telegramem; „Armia Czerwona krwawi, a wy czekacie na pełnię księżyca? Akcja musi być wykonana za wszelką cenę”.
    Przytaczając sformułowania użyte w treści brytyjskich dokumentów posiadanych i ujawnionych przez dr. Michaela Heima - na stronie 76 swojej książki  „Dealing with the Devil” poświęconej wspólnym wojennym operacjom służb specjalnych Wielkiej Brytanii i ZSRR - Donal O’Sullivan pisze, że operacja „Whiskey” posiadała absolutny priorytet militarny dyktowany koniecznością przeprowadzenia jej przed rozpoczęciem przez Niemców wiosennej ofensywy na froncie wschodnim. Wynika z tego wprost, że operacja „Whiskey” postrzegana była jako działanie militarne ukierunkowane na powstrzymanie rozpoczęcia przez Niemców wiosennej ofensywy na Moskwę, co stać się miało możliwe niebawem, gdyż z początkiem maja, po obeschnięciu wszechobecnych błot spowodowanych wiosennymi roztopami skutecznie eliminującymi dotychczas jakąkolwiek mobilność zmotoryzowanych jednostek Wehrmachtu.   
    Jest wyobrażalne, że niewątpliwie taką przyczyną powstrzymującą rozpoczęcie wiosennej  ofensywy Niemców na froncie wschodnim byłaby nagła śmierć Adolfa Hitlera, z całą pewnością, skutkująca wywołanie nie byle jakiego zamieszania zarówno w strukturach państwowych, jak też i militarnych III Rzeszy.   
Stosowanie reguł prawidłowego rozumowania wiedzie do wniosku, że żadnej mocy powstrzymania niemieckiej ofensywy nie mogłoby mieć działanie polegające na rozrzuceniu, gdzieś nad Linzem, czy też w okolicach Wiednia antyhitlerowskich ulotek znalezionych na pokładzie Halifaxa V9976. A skoro celem tak ryzykownego lotu miało być rozrzucanie ulotek, to jak należy wytłumaczyć obecność na pokładzie samolotu dwóch gotowych już do skoku spadochroniarzy? Czemu w tej misji wziął udział sam dowódca 138. dywizjonu podpułkownik W. R. Farley?

Niemieckiej ofensywy wiosennej nie byłoby w stanie powstrzymać także przeprowadzenie przez agentów NKWD rozpoznania jakiejkolwiek fabryki zbrojeniowej. Zwłaszcza, że dwóch zecerów - z całą pewnością - nie było do tego rodzaju ludźmi odpowiednimi z uwagi na brak stosownych, technicznych kwalifikacji do wykonania tego rodzaju zadania. Brak kwalifikacji natury technicznej u kogoś, kto według dokumentów był inżynierem zostałby oczywiście natychmiast rozpoznany przez posiadającego stosowne kwalifikacje techniczne innego członka zespołu, co w praktyce oznaczać by musiało zdemaskowanie takiego agenta. Nadto, przenikniecie dwóch osób, czy też chociażby tylko jednej do zespołu pracującego nad tajnym projektem wojskowym, zwłaszcza podczas wojny - jest z natury rzeczy - niemożliwe. Szpiegostwo przemysłowe w takim przypadku polega na pozyskaniu przez obcą agenturę osoby już przynależnej do takiego zespołu. Niezależnie od powyższego; szpiegostwo nie było zakresem kompetencyjnym SOE lecz SIS. SOE była agendą zajmującą się wyłącznie dywersją. Nadto, taki sposób działania pozostaje w jaskrawej sprzeczności z wyłożonymi w napisanej przez zbiegłego na Zachód agenta sowieckiego GRU, Wiktora Suworowa w jego znakomitej książce „Akwarium”.

Nie można też zapominać, że w dniu 28 grudnia 1941 roku nieopodal czeskiej Pragi, inna maszyna 138. dywizjonu RAF zrzuciła na spadochronach dwóch agentów SOE - Jana Kubišia i Josefa Gabčika. Kwiecień 1942 roku to czas, kiedy obydwaj  ci czescy patrioci oczekiwali na dogodny moment do wykonania przydzielonego im zadania. Mieli zabić urzędującego w Pradze namiestnika III Rzeszy w Czechach - Obergruppenführera Reinharda Heydricha. Więc czemu niby tym samym sposobem nie spróbować zgładzić samego Adolfa Hitlera? Alianci wprawdzie ryzykowali utratę bombowca oraz dziesięciu ludzi, lecz zyskiem płynącym z powodzenia operacji „Whiskey” mogło być rychłe zakończenie wojny. Więc nic dziwnego, że ryzyko takowe zostało podjęte. Rzec zatem można, że skarżyszczanin, porucznik Ryszard Zygmuntowicz wiózł Adolfowi Hitlerowi nieoczekiwany przez niego, urodzinowy prezent przesłany mu wspólnie przez Józefa Stalina i Winstona Churchilla!
Pozostaje tylko jeszcze postawić pytanie o sposób realizacji przez agentów NKWD odgórnie zaplanowanego - jak wszystko na to wskazuje, wielce prawdopodobnego, aczkolwiek dotychczas jeszcze nieujawnionego - zamachu na życie Adolfa Hitlera. Otóż tego nie wie - jak dotychczas nikt - ale z całą pewnością musieli to wiedzieć ci, którzy takową akcję planowali. Musieli oczywiście wiedzieć to także obydwaj wykonawcy przygotowywani przecież do  przeprowadzenia tego zamachu. Myślę, że obydwaj Austriacy posiadali wszelkie predyspozycje do tego rodzaju akcji z przyczyn zarówno ideowych jak też i wojskowych. W posiadaniu wiedeńskiego Dokumentationsarchiv des österreichischen Wiederstandes znajduje się kilka fotografii Lorenza Mraza. Jedno z nich przedstawia go jako słuchacza partyjnej szkoły im. Lenina w Moskwie  odbywającego się w latach 1935 i 1936. Zatem uznać należy, że już w tamtym czasie Lorenz Mraz, wiedeńczyk o żydowskich korzeniach był wyznawcą bolszewickiej ideologii. Inna fotografia pochodzi z lutego 1937 roku. Została zrobiona w hiszpańskim mieście Requena przed wymarszem batalionu im. Czapajewa na front południowy. Jednym spośród stojących obok siebie dwóch żołnierzy tego batalionu jest właśnie Lorenz Mraz posługujący się wówczas nazwiskiem Leo Wurzel. Charakter jego umundurowania oraz kabura z krótką bronią na wojskowym pasie z koalicyjką wskazują na to, że Lorenz Mraz nie był szeregowym żołnierzem tego batalionu.
W rzeczy samej. Lorenz Mraz był politycznym komisarzem najpierw w XIII Brygadzie Międzynarodowej, a potem został pierwszym politycznym komisarzem, składającego się przeważnie z Austriaków, utworzonego w roku 1937„Batalionu 12. lutego” - wchodzącego w skład XI Brygady Międzynarodowej. Pod beretem z oznaczeniem wojskowego stopnia widoczny jest bandaż, którym owinięto głowę Lorenza Mraza, co wskazuje na to, iż w czasie toczonych walk musiał zostać ranny, aczkolwiek zapewne niegroźnie.
Także Franz Löschl był uciekinierem z Austrii i absolwentem szkoły partyjnej im. Lenina. W Hiszpanii posługiwał się nazwiskiem Max Rieger. Jako porucznik służył w tym samym austriackim batalionie, gdzie politycznym komisarzem był Lorenz Mraz.  Ranny podczas toczonych walk - Franz Löschl trafił w dniu 27 sierpnia 1938 roku do szpitala w Benicássin, skąd po przeprowadzonym leczeniu został odkomenderowany do Katalonii do pracy wywiadowczej z zadaniem zwalczania trockistów i piątej kolumny. Niebawem, w tym samym jeszcze roku 1938, a więc nim rebelianci generała Franco odnieśli zwycięstwo nad siłami Republiki Hiszpańskiej - Franz Löschl został jednak ewakuowany przez Francję do  ZSRR. Wcześniejszy udział Lorenza Mraza i Franza Löschla w walkach jakie toczyły się podczas hiszpańskiej wojny domowej jest zatem bezdyskusyjny i zarazem przesądza o tym, że obydwaj ci agenci NKWD posiadali przygotowanie wojskowe oraz doświadczenie wojenne, a więc byli ludźmi obeznanymi z bronią. Nie można zatem wykluczyć, że któryś z nich był snajperem. A może nawet obydwaj nimi byli? Jest prawdopodobne, że szkolenie w tym zakresie odbyli już w Wielkiej Brytanii w ośrodku SOE. Tego jak raz nie wiemy. Myślę, że - jeszcze tego nie wiemy. Nie wiemy także, czy broń snajperska została znaleziona na miejscu katastrofy Page Halifax’a V9976. A może tego rodzaju broń czekała na agentów NKWD na miejscu? Może mieli ich w nią zaopatrzyć działający na wrogim terytorium sowieccy agenci działający w ramach wspomnianej już uprzednio siatki „Rote Kapelle”?  Powstaje pytanie; skąd myśl o przeprowadzeniu zamachu na życie Adolfa Hitlera w Berghofie przez snajpera? Otóż dość powszechnie jest znany fakt, że SOE planowało przeprowadzenie takiego właśnie zamachu na terenie alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera w dniach 13 lub 14 lipca 1944 roku. Ta nigdy nie przeprowadzona operacja otrzymała kryptonim „Foxley”. Wykonawcami zamachu miało być dwóch agentów SOE. Mówiący biegle po niemiecku Polak, oraz brytyjski snajper. Broń miał dostarczyć brytyjski agent umiejscowiony w Salzburgu. Planowano użycie niestandardowej amunicji oraz zaopatrzonego w lunetę standardowego niemieckiego karabinu Mauser wz. 98 umożliwiającego oddanie skutecznego strzału na odległość 300 metrów.

Precyzyjnie wówczas określono miejsce, gdzie było możliwe skuteczne trafienie kulą Adolfa Hitlera podczas jego codziennego zwyczajowego, samotnego spaceru z psem ścieżką na obszarze tej jego tak pilnie strzeżonej alpejskiej posiadłości. Znane, powyższe okoliczności w pełni upoważniają do sformułowania poglądu, iż w żaden sposób nie można przecież wykluczyć, że idea operacji „Foxley” nie była niczym innym jak tylko próbą powtórzenia nieudanej operacji „Whiskey” przy jednoczesnym wykorzystaniu wszelkich uprzednio już dokonanych zaplanowań, ustaleń i założeń.
Zarazem przyczyną odstąpienia przez SOE od realizacji operacji „Foxley” była zapewne postrzegana w kontekście korzystnej już dla aliantów sytuacji militarnej, przestroga przed fiaskiem, co wynikało wprost z doświadczenia płynącego z nieudanej operacji „Whiskey”.  
    Nie ulega jednak wątpliwości, że przy przyjęciu założeniu, iż operacja „Whiskey” była próbą zamachu na życie Adolfa Hitlera, problematykę tego przedsięwzięcia należy rozpatrywać także w kontekście rozmów, jakie w leżącym nieopodal Orła, przyfrontowym wówczas Mceńsku,, toczyły się w dniach od 20 do 27 lutego 1942 roku pomiędzy przedstawicielami Stalina i Hitlera.
    Przybyłym na te rozmowy pełnomocnikiem Józefa Stalina był generał NKWD Wsiewołod Nikołajewicz Mierkułow, zaś Adolfa Hitlera reprezentował SS - Obergruppenführer und General der Waffen - SS Karl Wolff, awansowany do tej rangi przed trzema zaledwie tygodniami, gdyż w dniu 30 stycznie 1942 roku.

 
Fot. SS – Gruppenführer Karl Wolff                                              Fot. Generał NKWD Wsiewołod Mierkułow

 

    Ewentualne zawarcie przez ZSRR separatystycznego pokoju z Niemcami miało już wszak swój historyczny pierwowzór w Traktacie Brzeskim zawartym w dniu 3 marca 1918 roku przez Rosję Sowiecką z Cesarstwem Niemieckim oraz sprzymierzonymi z nimi Austro - Węgrami. Skutkowało to wystąpieniem Rosji Sowieckiej z zawartego jeszcze przez cara Mikołaja II sojuszu Rosji z państwami Ententy. W praktyce oznaczało więc zerwanie starego sojuszu Rosji z Francją, Wielką Brytanią i ich sojusznikami. Stalin miał więc gotowy wzorzec. Był wszak uczestnikiem wydarzeń tamtego czasu.

        Teraz należy odpowiedzieć na pytanie; co też było przedmiotem tych rokowań z hitlerowskim najeźdźcą, podjętych wszak z inicjatywy Józefa Stalina?
    Po pierwsze; Stalin dążył do zawarcia porozumienia w przedmiocie zawieszenia broni obowiązującego począwszy od dnia 5 maja 1942 roku na długości całego frontu. Jest zatem czytelne, że sowiecki dyktator dążył w ten sposób do zapobieżenia niemieckiej ofensywie, która musiałaby się rozpocząć po zimie a także i po obeschnięciu wiosennych błot unieruchamiających obydwie naprzeciw siebie stojące armie.
    Po drugie; Wojska niemieckie miałyby się wycofać na swoje pozycje wyjściowe, czyli linię ustaloną w protokole tajnym Paktu Ribbentrop-Mołotow z dnia 23 sierpnia 1939 roku.
    Po trzecie; ceną za te ustępstwa Niemców miało być życie wszystkich Żydów przebywających na obszarze ZSRR. Stalin miał się zobowiązać do ich deportacji za koło podbiegunowe i utworzenie kordonu, przez który nikt nie mógłby się wydostać  z tej  krainy wiecznej zmarzliny.
    Po czwarte; po wypełnieniu tych trzech punktów, ZSRR miał zawrzeć z III Rzeszą sojusz wojskowy wymierzony przeciwko Wielkiej Brytanii i USA - czyli krajom akurat w tym momencie pomagających Stalinowi obronić się przed Hitlerem.
    Po piąte; III Rzesza miała zmienić kolor swastyki z czarnego na czerwony.
Doprawdy, nie wiem do końca, jak ocenić to działanie Józefa Stalina, gdyż rozmowy w Mceńsku podjęte zostały niejako równolegle do przygotowywanej operacji „Whiskey”. Myślę, że był to perfidny manewr Stalina sprowadzający się do realizacji założenia: „Albo Hitlera zabijemy, albo się z Hitlerem dogadamy”.

    Dlatego też na krótko przed podjęciem 20 lutego 1942 roku, prowadzonych z inicjatywy Stalina w Mceńsku, rokowań sowiecko-niemieckich; w dniu 11 lutego 1942 roku statkiem sowieckiej spółki handlowej Arcos przybyli do Wielkiej Brytanii Lorenz Mraz i Franz Löschl, dwaj Austriacy, agenci NKWD, których Brytyjczycy mieli przerzucić w okolicę alpejskiej kwatery Hitlera. Zatem uznać należy, że rokowania z Hitlerem zostały podjęte jednocześnie, równolegle z wdrożeniem w etap realizacji operacji WHISKEY.  Lorenz Mraz przywiózł ze sobą do Wielkiej Brytanii cztery granaty, rewolwer i 400 dolarów amerykańskich.

    Za właściwą miała być zapewne uznana ta opcja, której realizacja by się powiodła. A może podejmując te rozmowy Stalin dążył jedynie do zyskania na czasie, jakże potrzebnym do przeprowadzenia operacji „Whiskey”? Na marginesie zauważyć należy, że samo już tylko podjęcie rokowań pokojowych, a tym bardziej zawarcie przez Stalina separatystycznego pokoju z Hitlerem oznaczało pogwałcenie porozumienia brytyjsko - sowieckiego zawartego przez ZSRR i Wielką Brytanię w dniu 12 lipca 1941 roku. Ten sojuszniczy traktat stanowił wprost, że „… żadna ze stron nie wynegocjuje, ani nie zawrze zawieszenia broni lub traktatu pokojowego z Niemcami inaczej niż za obopólną zgodą”. Zatem z mocy tegoż porozumienia - nie było dopuszczalne prowadzenie z Niemcami jakichkolwiek rokowań. Aczkolwiek, rozmowy prowadzone przez generała Mierkułowa w Mceńsku nie były pierwszą, ani też jedyną próbą zawarcia przez Stalina separatystycznego rozejmu z Hitlerem. Działania te pozostają w jaskrawej sprzeczności z obowiązującą ciągle sztywną propagandową formułą wizerunku Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Dlatego też są - w najlepszym wypadku - przez Rosjan przemilczane lub wprost negowane, zwłaszcza, że wystawiają sowieckiemu sojusznikowi Wielkiej Brytanii zdecydowanie złe świadectwo jeśli chodzi o ocenę jego lojalności.
   
    Rokowania prowadzone w Mceńsku pomiędzy Stalinem i Hitlerem na całe szczęście nie doprowadziły do realizacji proponowanych punktów porozumienia sowiecko-niemieckiego. Również cała operacja „Whiskey” zakończyła się, niestety - tragicznie. Tak dla członków załogi Halifaxa, jak też i jego obydwóch pasażerów - agentów NKWD. Całokształt obecnej wiedzy o okolicznościach operacji „Whiskey” powoduje, że nie można oprzeć się wrażeniu, iż Halifax V9976 i tak miał znikome szanse na powrót do swej bazy. Zatem uprzednio już przytoczona ocena dokonana w tym zakresie przez kapitana Hockey’a podczas jego telefonicznej rozmowy przeprowadzonej z dr. Michaelem Heimem – jawi się być niebywale trafną.

        Otóż jeden z angielskich dokumentów, odnoszących się do operacji „Whiskey” mówi o rozmowie z kimś, kogo określono kryptonimem A/OC 138 (zapewne chodziło o dowódcę 138. dywizjonu podpułkownika Waltera Ronalda Farleya). Efektem tej rozmowy było ustalenie, że najlepszym punktem do przeprowadzenia operacji jest obszar w promieniu 5 mil czyli 16 km w pobliżu miasta Laaben, leżącego już na terenie Austrii, w odległości około 38 km na zachód od Wiednia. Rzecz w tym, że aby dolecieć do tego rejonu, Halifax V9976 powinien był trzymać kurs na wschód, wzdłuż północnej krawędzi pasma Alp. Samolot nie miał zatem potrzeby wykonywać ryzykownego manewru gwałtownej zmiany kursu pod kątem 90˚ w kierunku południowym, by nocą lecieć pomiędzy górskimi łańcuchami. Podkreślić należy, że ten arcyryzykowny manewr został wykonany już nieopodal alpejskiej kwatery Adolfa Hitlera i był zarazem obraniem przez maszynę kursu w kierunku Berghofu. Wygląda więc na to, że po ukradkowym zrzuceniu skoczków w dolinę osłoniętą szczytami górskimi, gdzieś w pobliżu alpejskiej rezydencji Hitlera - Halifax porucznika Ryszarda Zygmuntowicza miał polecieć dalej, nieopodal miasta Laaben i ostentacyjnie zaznaczyć swą obecność w tym rejonie w jakiś efekciarski zauważalny więc dla Niemców sposób, który byłby w stanie ich przekonać o tym, że to właśnie działanie było celem misji samotnego brytyjskiego bombowca. Takim ostentacyjnym działaniem mogło być przykładowo rozrzucenie ulotek, których cała masa znajdowała się wszak na pokładzie samolotu. Nieopodal, tego obszaru; dokładnie zaś mówiąc w Ramsau - zlokalizowana była baza Luftwaffe.

    Można sobie wyobrazić, że niewątpliwie efektem aktywności Halifax'a rozrzucającego ulotki i w ten sposób kamuflującego właściwą przyczynę pojawienia się w tym rejonie - byłoby sprowokowanie startu z bazy Luftwaffe w Ramsau całej chmary niemieckich myśliwców. A te, bez żadnego problemu, z całą pewnością, zestrzeliłyby samotnego bombowca, pozbawionego wszak jakiejkolwiek osłony własnych myśliwców.
    Cała akcja wyglądała zatem jednoznacznie na przedsięwzięcie wręcz samobójcze. Także i ten stopień determinacji aliantów zdaje się wskazywać, że celem operacji „Whiskey” była fizyczna eliminacja osoby Adolfa Hitlera. Nikogo bowiem nie trzeba przekonywać, że mając w perspektywie możliwość szybkiego zakończenia wojny, warto było - z całą pewnością - poświęcić jeden samolot i życie dziesięciu ludzi!

    Kiedy informacja o tragicznym finale operacja „Whiskey” dotarła do Stalina, niewątpliwie musiał ona zadać sobie pytanie; co dalej? Nie można wykluczyć, że niezwłocznie podjęta została druga próba wyeliminowania Adolfa Hitlera. Upoważnia do tego lektura wydanej w roku 1980 w Monachium książki zatytułowanej „Gestapo ruft Moskau”. Jej autorzy Günther Nollau i Ludwig Zindler na stronie 119 podają informację, że nocą z 16 na 17 maja 1942 roku z sowieckiego samolotu dalekiego zasięgu został zrzucony nieopodal Olsztyna sowiecki agent Erwin Panndorf. Miał nawiązać kontakt z członkami organizacji Uhring, której członkowie jednakże już przed kilkoma miesiącami zostali aresztowani przez gestapo. Jest oczywiste, że kontaktu z organizacją konspiracyjną nie nawiązuje się tylko dla samego nawiązania kontaktu. Zwłaszcza, że misja Erwina Panndorfa została określona jako ”najbardziej zaszczytne partyjne zadanie”. Zatem pozostaje jedynie postawić pytanie; w jakim celu NKWD zdecydowało się - niecały miesiąc po fiasku operacji „Whiskey” - na zrzucenie kolejnego swojego agenta w Prusach Wschodnich, a więc w obszarze lokalizacji Wolfschanze Kwatery Głównej Adolfa Hitlera ?

    Dokonując ocen wszelkich znanych materiałów i informacji odnoszących się do operacji „Whiskey” - nie należy zapominać, że obydwaj Austriacy byli agentami NKWD, zaś jednocześnie z ich wysłaniem do Wielkiej Brytanii; rozmowy podjęte z Niemcami w Mceńsku prowadził wszak generał NKWD - Wsiewołod Mierkułow, co także posiada swoją jednoznaczną wymowę.
Realistycznie oceniając, szanse dwójki sowieckich skoczków na wyjście cało z tej akcji i powrót do bazy - były znikome, aczkolwiek i tak zdecydowanie większe niźli szanse Halifaxa na jego lot powrotny do Wielkiej Brytanii.
Jak zostało to wyżej wspomniane, kiedy pod szczytem Blaubergu policja robiła oględziny miejsca katastrofy - Niemcy stwierdzili, że dwójka agentów NKWD zaopatrzona była w różne waluty. W tym amerykańskie dolary oraz szwajcarskie franki. Banknoty znalezione na miejscu katastrofy pozwalają więc na odtworzenie planowanej drogi odwrotu agentów po przeprowadzeniu akcji.
To upoważnia z kolei do stwierdzenia, że po wykonaniu przydzielonego im zadania – planowano, że sowieccy agenci wycofają się przez terytorium Szwajcarii. Czyli w ramach operacji „Whiskey” planowano naruszenie suwerenności neutralnego kraju. Być może również i ta okoliczność jest czynnikiem skłaniającym Brytyjczyków do tak uporczywego milczenia.

Tu i ówdzie spotykałem się z informacjami, jakoby za udział w operacji „Whiskey” kapitan Ryszard Zygmuntowicz został pośmiertnie odznaczony najwyższym brytyjskim odznaczeniem Victoria Cross. Ale nie udało się tego ustalić z całą pewnością, gdyż Brytyjczycy do dziś odmawiają udzielenia odpowiedzi na pytanie, czy Ryszard Zygmuntowicz to odznaczenie otrzymał. Gdyby fakt ten potwierdzili - wiadomo, potem padłoby z mojej strony pytanie „za co?”. Konieczność udzielenia odpowiedzi na tak postawione pytanie oznaczałaby ujawnienie celu operacji „Whiskey”. Trzeba wiedzieć, że cudzoziemcy - z zasady - nie byli tym najwyższym brytyjskim odznaczeniem dekorowani. Victoria Cross był zarezerwowany dla żołnierzy wszystkich rang służących w siłach zbrojnych Wielkiej Brytanii lub Wspólnoty Brytyjskiej. Zetknąłem się jednakże z informacją, że ponoć ośmiu Polaków otrzymało Victoria Cross. W pewnym momencie zakrzyknąłem; Eureka! Wszak w katastrofie Halifaxa w Alpach Bawarskich zginęło ośmiu nie-Brytyjczyków, z czego sześciu było Polakami! Zatem wygląda mi na to, że nie zgadza się tutaj tylko jedno; nie cała ósemka odznaczonych Victoria Cross cudzoziemców była Polakami!
Oprócz porucznika Ryszarda Franciszka Zygmuntowicza oraz dwóch agentów NKWD o tak wielu nazwiskach, śmierć na zboczu masywu Blauberg ponieśli: kapitan obserwator Antoni Henryk Völlnagel z Warszawy, plutonowy strzelec Bronisław Karbowski, sierżant Mieczysław Wojciechowski, sierżant mechanik pokładowy Czesław Mędracki, podporucznik radiooperator - pochodzący z Poddębic - strzelec Leon Wilmański.




Fot. Kapitan Antoni Völlnagel.                                           Fot. Podporucznik Leon Wilmański.

W tej wojennej katastrofie zginęło także dwóch Brytyjczyków; dowódca 138. dywizjonu RAF, podpułkownik Walter Ronald Farley i tylny strzelec, porucznik James Ansford Pulton. Ale w jaki sposób tak naprawdę zginął porucznik Pulton? Czy do jego śmierci przyczynił się Karl Vögele? Okoliczności  śmierci porucznika Pultona zapewne nigdy nie zostaną wyjaśnione. Jak zostało to już wcześniej powiedziane - wszystkie ofiary tamtej wojennej katastrofy spoczywają dziś na brytyjskim cmentarzu wojennym nieopodal bawarskiej miejscowości Dürnbach.
Wygląda zatem na to, że waga operacji „Whiskey” była tej miary, iż wszyscy, którzy wówczas zginęli, zostali odznaczeni pośmiertnie najwyższym brytyjskim odznaczeniem Victoria Cross. Również ósemka uczestniczących w tej operacji cudzoziemców. Wszak wszyscy służyli w 138. dywizjonie podległym dowództwu RAF, a więc byli żołnierzami sił zbrojnych Wielkiej Brytanii.
Spełniali zatem kryterium nadania im tego najwyższego brytyjskiego odznaczenia na które zasłużyć sobie można było „przykładną odwagą, szczególnym aktem poświęcenia lub wyjątkowym oddaniem obowiązkom w obliczu nieprzyjaciela”. Więc jeżeli rzeczywiście wszystkim uczestnikom operacji „Whiskey” nadano pośmiertnie najwyższe brytyjskie odznaczenie Victoria Cross, to również i ta okoliczność zdaje się pośrednio wskazywać na to, że w operacji tej chodzić mogło jedynie o cel  najważniejszy; a tym celem był niewątpliwie na całym obszarze III Rzeszy – jej Führer, Adolf Hitler. Czyż udział w tej operacji o znikomych, żeby nie powiedzieć żadnych szansach na wyniesienie z niej głowy, nie było „wymagającym przykładnej odwagi szczególnym aktem poświęcenia i zarazem wyjątkowym oddaniem obowiązkom w obliczu nieprzyjaciela”? Czyż zatem wszyscy polegli uczestnicy operacji „Whiskey” nie zasługiwali na odznaczenie ich Victoria Cross? Odpowiedź na te pytania jawi się być jednoznaczną. Twierdząco jednoznaczną.

      Następnego dnia po mojej rozmowie z dr. Michaelem Heimem oraz wnikliwym przeanalizowaniu wszystkich dotychczas ustalonych istotnych faktów wiążących się z operacją „Whiskey”, pojechałem na cmentarz w Dűrnbach będący miejscem spoczynku 2960 alianckich żołnierzy poległych podczas działań II wojny światowej. To członkowie załóg samolotów zestrzelonych nad tą częścią terytorium ówczesnej III Rzeszy. Dwudziestu spośród  nich było Polakami.   
    W gąszczu wojennych grobów odnalazłem miejsce pochówku uczestników operacji „Whiskey”. Zapaliłem przywiezione z Polski znicze. Na grobie kapitana Ryszarda Franciszka Zygmuntowicza nie omieszkałem także położyć Jego fotografii, proporczyka z herbem naszego rodzinnego miasta Skarżyska-Kamiennej oraz zdjęcia przedwojennej legitymacji szybowcowej.



Fot. Cmentarz lotników w Dűrnbach. Autor przy grobie Ryszarda Zygmuntowicza

    A potem... Potem sięgnąłem po telefon i usłyszawszy w słuchawce znajomy głos, po raz pierwszy głośno wypowiedziałem pogląd sformułowany w efekcie moich historycznych dociekań odnoszących się do zagadki operacji „Whiskey”; panie Andrzeju, wszystko wskazuje na to, że Pański stryj zginął podczas akcji, której celem było zgładzenie Adolfa Hitlera!
                Cisza. Mojego rozmówcę literalnie zatkało. Rozmawiałem wtedy ze znanym mi już od kilku lat osobiście, Panem Andrzejem Zygmuntowiczem, bratankiem kapitana Ryszarda Zygmuntowicza.   
    Pogląd, że operacja „Whiskey” była próbą zgładzenia Adolfa Hitlera jest zaledwie hipotezą, którą - zgodnie z zasadami sztuki dyskusji - podważyć skutecznie można jedynie poprzez przedstawienie udokumentowanej tezy, że celem tej operacji było zgoła coś innego. Przytoczona powyżej argumentacja oraz przedstawiony tok rozumowania - wskazują, że sformułowana przeze mnie hipoteza odnośnie celu operacji „Whiskey” znajduje swe mocne wsparcie w omówionych powyżej zgromadzonych materiałach i poszlakach zamykających się wszak w logiczną całość. Weryfikacja sformułowanej przeze mnie historycznej hipotezy będzie prawdopodobnie możliwa dopiero w roku 2020, czyli momencie udostępnienia przez Brytyjczyków ich zasobów archiwalnych odnoszących się do operacji „Whiskey”. Piszę - „prawdopodobnie możliwa”, gdyż nie można wykluczyć braku wiedzy Brytyjczyków o prawdziwym celu operacji „Whiskey”, jako, że NKWD nie miało wszak obowiązku informować o sojuszników o celach tego rodzaju wspólnych akcji, gdzie brytyjski samolot był pomyślany wyłącznie jako środek transportu sowieckich agentów, a więc stricte wykonawczy element wspólnie przeprowadzanej akcji. Zatem klucz do rozwiązania zagadki operacji „Whiskey” - ponad wszelką wątpliwość - spoczywa w Rosji, dokładnie zaś mówiąc w archiwach NKWD. Chociaż w tym przypadku, Brytyjczycy - z całą pewnością - musieli być świadomi celu operacji „Whiskey”, zważywszy zaangażowanie SOE w jej przygotowanie, chociażby polegające na zaopatrzeniu sowieckich agentów w fałszywe niemieckie dokumenty; lepszej jakości od tych spreparowanych wcześniej przez NKWD. Brytyjczycy milczą jednak nadal uparcie. Rosjanie zaś… wręcz negują istnienie jakichkolwiek dokumentów mogących wskazywać na istnienie agentów NKWD poległych w trakcie operacji „Whiskey”!  Udzielenie jakichkolwiek informacji w tej sprawie w oczywisty sposób mogłoby bowiem doprowadzić do ujawnienia wszelkich tajemnic operacji „Whiskey” - jeszcze przed nastaniem roku 2020, kiedy to ponoć Brytyjczycy planują ujawnienie wszelkiej dokumentacji odnoszącej się do wymierzonej przeciwko III Rzeszy, tej przeprowadzonej w kwietniu 1942 roku, dotychczas niewyjaśnionej, nieudanej, niestety - wspólnej operacji brytyjskiego SOE i sowieckiego NKWD. Zagadkowego, choć niewątpliwie ważnego niebywale wojennego przedsięwzięcia, w którym zginęło dziesięciu ludzi różnych narodowości – w tym sześciu Polaków. Wśród nich skarżyszczanin, pośmiertnie awansowany na stopień kapitana - Ryszard Franciszek Zygmuntowicz, jeden z najlepszych pilotów Royal Air Forces czasu II wojny światowej.            

                   
Piotr Jan Nasiołkowski

 

 

 



Fot. Ryszard Zygmuntowicz  we  wrześniu 1939 roku – jeszcze jako podporucznik tuż przed przekroczeniem granicy polsko – rumuńskiej.

 


Pułkownik Iwan Cziczajew. Dandys w muszce upozowany na poetę Jesienina



Zamieszczone fotografie pochodzą z archiwum autora, a także z archiwum dr. Michaela Heima, internetu oraz ze zbiorów krewnych kapitana Ryszarda Zygmuntowicza i Pana Włodzimierza Wawrzeckiego.



Ostatnie komentarze

  • Mariola Kolasa powiedział(a) Więcej
    A co w tym złego Profesorku ? Ty też czasem zsiądź z konia i pokaż że też coś potrafisz ? Tytuły naukowe nie... 3 godzin temu
  • Mariola Kolasa powiedział(a) Więcej
    Może warto Heniu czasem odejść od kompa i spróbować swoich umiejętności ? Tylko mierni i beznadziejni ludzie... 3 godzin temu
  • Damian powiedział(a) Więcej
    Impreza bardzo udana. Jedynym minusem była temperatura na hali sportowej. Zastanawiam się aby zwrócić się do... 4 godzin temu