Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Wspólna defilada najeźdźców - Piotr Jan Nasiołkowski

    Po zajęciu obszaru polskiego Pomorza i odcięcie tym samym Polski od Bałtyku, zgrupowanie generała Heinza Guderiana błyskawicznie przeszło przez terytorium Prus Wschodnich, by w dniach 12 i 13 września wyjść na pozycje w okolicach Siemiatycz, co oznaczało oskrzydlenie przez Niemców wszelkich polskich formacji znajdujących się w tym momencie na zachód od linii Bugu.

  Następnym zadaniem XIX Korpusu generała Heinza Guderiana było zdobycie Twierdzy Brzeskiej. W dniu 14 września liczące 77 czołgów pododdziały 10. Dywizji Pancernej oraz 8. pułku czołgów zdołały wedrzeć się w strefę fortów Twierdzy Brzeskiej. Zajmując następnego dnia pozycje na wschodnim brzegu Bugu, Niemcy zamknęli wokół Brześcia pierścień oblężenia. Podjęta przez nich próba zdobycia polskiej cytadeli poprzez zaskakujący atak czołgów nie powiodła się jednak, gdyż obrońcy ustawili w bramach wjazdowych przestarzałe francuskie czołgi typu Renault, które otworzyły skuteczny ogień do poruszających się jeden za drugim niemieckich pojazdów pancernych.    


Polskie czołgi produkcji francuskiej typu Renault w bramie Twierdzy Brzeskiej

    W ten oto sposób droga do wnętrza twierdzy została niemieckim czołgom skutecznie zagrodzona. Ponadto teren przedpola twierdzy został uprzednio zaminowany i stosownie umocniony. Dwutysięczna załoga obrońców była więc dość dobrze przygotowana na nieuniknione spotkanie z nieprzyjacielem.

W dniu 16 września niemieckie oddziały 20. Zmotoryzowanej Dywizji Piechoty oraz 10. Dywizji Pancernej rozpoczęły wspólne natarcie na umocnienia cytadeli. Niemiecki szturm załamał się jednak, gdyż na skutek intensywnego ognia obrońców Twierdzy Brzeskiej nieprzyjacielskie czołgi nie otrzymały wsparcia własnej piechoty, która miała ruszyć do ataku tuż za wałem ogniowym artylerii. Efektem spóźnionej aktywności bojowej niemieckich piechurów było poniesienie przez nich znacznych strat przy jednoczesnym braku jakichkolwiek pożądanych efektów. Podczas tego natarcia - kula polskiego strzelca wyborowego dosięgnęła podpułkownika Roberta Braubacha. W efekcie odniesionej wówczas rany, ten urodzony w położonym na francuskim pograniczu fortecznym mieście Metz 43-letni adiutant generała Heinza Guderiana, zmarł trzy dni później, czyli 19 września 1939 roku.

    Podczas tej samej akcji bojowej ranny został także komendant twierdzy, generał Konstanty Plisowski, który po tym właśnie starciu zarządził niezwłoczną ewakuację obrońców do Terespola, co też nastąpiło nocą z 16 na 17 września. Bezpośrednio po opuszczeniu Twierdzy Brzeskiej przez większość jej obrońców żołnierze niemieccy z dowodzonego przez pułkownika Gollnika 76. pułku piechoty przeprawili się na zachodni brzeg Bugu. Skoro tylko nastał świt, o godzinie 6.30, wbiegli oni przez Most Ludwikowski do wnętrza bastionu. Zastali tam resztę jego obrońców, całkowicie zaskoczonych tym porannym atakiem Niemców. W twierdzy zostali bowiem jedynie ci, którzy nie zdążyli się jeszcze ewakuować. Przygotowani już do ewakuacji polscy żołnierze zupełnie nie byli nastawieni na podjęcie walki. W tych okolicznościach nie doszło do walki z Niemcami. Uznać zatem należy, że żołnierze niemieckiego 76. pułku piechoty zajęli niebroniony już bastion.

    Do niemieckiej niewoli dostało się wtedy około 1000 polskich żołnierzy. Jednocześnie wolność odzyskała uwięziona w twierdzy grupa licząca około 250 osób. W jej skład wchodzili przeważnie przedstawiciele zamieszkałej w naszym kraju mniejszości niemieckiej. Byli to polscy obywatele, którzy trafili za kratki za różne przestępcze działania na szkodę państwa polskiego i jego obronności, głównie za uchylanie się od służby wojskowej.

    Odnotować należy, że wśród oswobodzonych wówczas przez żołnierzy Wehrmachtu więźniów Twierdzy Brzeskiej znajdowali się zarówno skazany przez sąd na karę śmierci agent niemieckiego wywiadu Stanisław Brochwicz, jak też i sam Stiepan Bandera. Ten idol ukraińskich nacjonalistów, został cztery lata wcześniej skazany sądownie na karę śmierci za współudział w zorganizowaniu udanego zamachu na życie ministra spraw wewnętrznych Bolesława Pierackiego, zastrzelonego w dniu 15 czerwca 1934 roku. Jednakże wymierzoną Banderze karę śmierci zamieniono później na dożywotnie więzienie. Hitlerowski najazd na nasz kraj sprawił, że Stiepan Bandera nie musiał spędzić reszty życia za kratkami polskiego więzienia. Teraz na dziedzińcu twierdzy Stanisław Brochwicz i Stiepan Bandera należeli do tych uradowanych odzyskaną wolnością więźniów, którzy witali niemieckich żołnierzy hitlerowskim pozdrowieniem. Kwadrans później nad główną bramą Twierdzy Brzeskiej powiewała już flaga wojenna III Rzeszy.    


 Szturmujący Twierdzę Brześć niemieccy żołnierze na Moście Ludwikowskim w Brześciu


Zajęta przez Niemców Twierdza Brzeska


Polscy jeńcy - załoga twierdzy Brzeskiej


Oswobodzeni przez Wehrmacht więźniowie Twierdzy Brzeskiej


Bombardier Stefan Nasiołkowski

    W ten oto sposób wojska generała Heinza Guderiana zajęły Twierdzę Brzeską, która była uprzednio pokojowym garnizonem dwóch dywizjonów 30. Poleskiego Pułku Artylerii Lekkiej. A więc była miejscem stacjonowania jednostki, w której służył zaginiony podczas wojny wrześniowej, mój stryj — bombardier Stefan Nasiołkowski...

    Następnego dnia z oddziałami Wehrmachtu nawiązał kontakt młodziutki sowiecki oficer, który przybył do Brześcia poinformować Niemców o zbliżaniu się do ich pozycji sowieckiej brygady pancernej. Rosjanin przyjechał osobowym autem — pospiesznie i dość prowizorycznie przerobionym na pojazd pancerny.

    W dniu 22 września, nieopodal Warszawy celna seria z polskiego karabinu maszynowego rozerwała tętnicę udową generała pułkownika Wernera Freiherr’a von Fritscha, który zmarł w następstwie wykrwawienia. W ten oto sposób poległ pod Warszawą niemiecki generał i arystokrata, przeciwko któremu przed niespełna zaledwie rokiem Adolf Hitler i jego brunatna kompania uknuli niewiarygodnie obrzydliwą intrygę, godzącą w dobre imię tego przedstawiciela starej arystokratycznej rodziny. Mówiło się potem, że generał von Fritsch szukał na polskim froncie swojej śmierci.  

    Tego samego dnia, 22 września, inny niemiecki generał, Heinz Guderian, uroczyście przekazywał Armii Czerwonej miasto i Twierdzę Brześć, zdobyte w dniu 17 września przez podległe mu jednostki. Punktualnie o godzinie 10.00 przy dźwiękach granego przez dywizyjną orkiestrę dętą marsza pułkowego „Fredericus Rex” uroczyście zdjęto z wieży nad bramą twierdzy ozdobioną swastyką czerwoną wojenną flagę III Rzeszy. Niezwłocznie zastąpiono ją inną flagą — także czerwoną. Tyle, że z sierpem i młotem...

    Ten rozbrzmiewający wówczas w Twierdzy Brzeskiej marsz pułkowy, skomponowany niegdyś na cześć pruskiego króla Fryderyka Wielkiego, okazał się przy tej okazji melodią jak najbardziej stosowną, zważywszy, że to właśnie ten pruski władca był inicjatorem rozbiorów Polski dokonywanych wespół z Katarzyną Wielką, rosyjską carycą o niemieckim rodowodzie.

    Przekazanie przez Niemców Twierdzy Brzeskiej Armii Czerwonej było realizacją wcześniejszych ustaleń politycznych, zawartych w treści paktu podpisanego w dniu 23 sierpnia 1939 roku przez Joachima von Ribbentropa, ministra spraw zagranicznych III Rzeszy, oraz Wiaczesława Mołotowa, komisarza spraw zagranicznych ZSRR.

    Generał Heinz Guderian uważał przekazanie Twierdzy Brzeskiej za błąd  z punktu widzenia militarnego.Bezpośrednio po zmianie flag nad Twierdzą Brzeską, na ulicach Brześcia nad Bugiem, odbyła się wspólna defilada zwycięstwa. W tym paradnym przemarszu przez ulicę Unii Lubelskiej brały udział formacje dwóch armii, którym we wrześniu 1939 roku nie zdołała sprostać nasza osamotniona armia sanacyjna. Defiladę tę odbierali, stojący obok siebie na czymś w rodzaju stołu pełniącego rolę namiastki trybuny honorowej, przedstawiciele korpusu generalskiego dwóch najeźdźczych armii — urodzony w Kulm, czyli Chełmnie, niemiecki generał Heinz Guderian oraz weteran wojny domowej w Hiszpanii, sowiecki kombrig Siemion Moiszejewicz Kriwoszejn z wąsikiem identycznym, jak ten powszechnie znany z portretów Adolfa Hitlera. Żaden z ówczesnych sojuszników nie wiedział jeszcze tego, że niebawem, gdyż za niecałe dwa lata, nie będą już stali obok siebie, lecz przeciwko sobie. Nie wiedzieli także tego, że już niebawem, Niemcy ponownie będą musieli zdobywać Twierdzę Brzeską. Tym razem bronioną przez żołnierzy sowieckich. Albowiem ówcześni sojusznicy już wkrótce mieli stać po dwóch stronach frontu. Tymczasem jednak, stojąc pod powiewającą na maszcie flagą ze swastyką – uśmiechnięty Żyd w mundurze sowieckiego kombriga, ściskał prawicę zwycięskiego hitlerowskiego generała. A wokół, co rusz to, pstrykały fotograficzne aparaty i terkotały kamery utrwalające na kliszy to historyczne wydarzenie obserwowane przez tłum zatrwożonych i ciekawskich, wśród których bez specjalnego trudu dostrzec można było niejedną, zapewne, przyszłą ofiarę Holocaustu zgotowanego Żydom przez nazistów. Pozostaje jedynie odnotować, że kurtuazyjna rozmowa, jaką żydowski towariszcz zabawiał przedstawiciela nordyckiej rasy panów, prowadzona była w salonowym języku francuskim.


Brama powitalna dla Armii Czerwonej wkraczającej do Brześcia


Pierwsze spotkanie oficerów Armii Czerwonej i Wehrmachtu Brześć 18 września 1939

  
    Żegnając się ze sobą, obydwaj dowódcy sojuszniczych armii, które urzeczywistniły polityczne uzgodnienia Paktu Ribbentrop – Mołotow, zaprosili się wzajemnie do stolic swoich ojczyzn. Ot, kurtuazja sojuszników! Wybiegając nieco w przyszłość, powiedzieć trzeba, że bieg dziejów sprawił, iż kombrig Siemion Moiszejewicz Kriwoszejn zdołał skorzystać z zaproszenia generała Heinza Guderiana. Otóż w dniu 22 kwietnia 1945 roku, jako dowódca Pierwszego „Krasnogradzkiego” Korpusu Zmechanizowanego, Bohater Związku Radzieckiego - generał lejtnant Siemion Moiszejewicz Kriwoszejn wjechał do Berlina jednym z pierwszych czołgów dowodzonego przez się zgrupowania pancernego. 
 
    Lecz tymczasem, na zajętych przez Wehrmacht terenach, niemieccy żołnierze pastwili się nad żydowskimi mieszkańcami polskich miasteczek. Przypomnieć należy, że akurat dwanaście dni przed defiladą w Brześciu, żołnierze Wehrmachtu wymordowali w Mszczonowie rodzinę tamtejszego piekarza Joska Wojnrajcha i spalili jego dom. Zatem, dość powszechne obcinanie bród, jawiło się być wówczas najłagodniejszą spośród szykan, na jakie ze strony niemieckich żołnierzy narażony był każdy bezbronny polski Żyd.

Odnotować należy, że akurat na dwa dni przed defiladą w Brześciu Litewskim, do niemieckiej niewoli dostał się dowódca 6. Dywizji Piechoty - generał brygady Bernard Stanisław Mond. W 1918 roku bronił Lwowa. W czasie wojny bolszewickiej 1919 – 1920 roku został ranny pod Kijowem...  Czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, był także kawalerem Krzyża Srebrnego Orderu Wojennego Virtuti Militari... Nikt nie może zatem zaprzeczyć, że żydowscy rodzice; Maurycy i matka Salomea z domu Spanier na dobrego Polaka wychowali swego syna!   


Sowieckie czołgi wjeżdżające do Brześcia nad Bugiem


Sowieccy i niemieccy oficerowie podczas rozmowy, w której tłumaczem był polski oficer


Wjeżdżająca do Twierdzy Brzeskiej ciężarówka z sowieckimi żołnierzami


Generał Heinz Guderian wita w Brześciu kombriga Siemiona Moiszejewicza Kriwoszejna



Generał Heinz Guderian i kombrig Siemion Moiszejewicz Kriwoszejn odbierają wspólną defiladę


Generał Heinz Guderian i kombrig Siemion Moiszejewicz Kriwoszejn

    Relacjonując w książce swojego autorstwa tamte wydarzenia, generał Heinz Guderian starannie przemilcza żydowski rodowód sowieckiego kombriga. Najwyraźniej, niezręcznie było się przyznać hitlerowskiemu generałowi do faktu ściskania prawicy radośnie uśmiechniętemu Żydowi – jakby nigdy nic – stojącemu pod flagą ze swastyką!. Zapewne z obawy, że za to, powojenni czytelnicy jego „Wspomnień żołnierza” mogliby się oburzyć na ich autora …

Opisane powyżej okoliczności, nakazują postrzegać wspólną sowiecko – niemiecką defiladę w Brześciu jako wyjątkowo szyderczy chichot polityki, co wszak przeszła już do historii - jakże bogatej w tego rodzaju chichotania…

    Właśnie tamtego dnia spadła na naszą stolicę największa ilość niemieckich bomb lotniczych i pocisków artyleryjskich.

    Gdy 22 września w Brześciu nad Bugiem odbywała się tamta sławetna niemiecko-sowiecka defilada zwycięstwa, w tym samym dniu przynależny niemieckiej mniejszości, Karl Dedecius, świeżo upieczony maturzysta rodem z Łodzi, był świadkiem wkraczania żołnierzy Armii Czerwonej do Lwowa. Biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców w tamtym czasie, Łódź była drugim, zaś Lwów trzecim miastem II Rzeczypospolitej.
    
    Świadkiem wkraczania żołnierzy sowieckich do Lwowa był również poeta Władysław Broniewski. Tamtego dnia stworzył symptomatyczną rymowankę zaprawioną - jakże gorzką ironią:

Byłby nowy Grunwald…
Lub przynajmniej nowe Płowce…
Gdyby nie te bombowce…
I gdyby nie te czołgi…
Co przyszły do nas znad Wołgi…

    W tamtym momencie bronił się jeszcze półwysep Hel... Walczyła oblężona Warszawa i Twierdza Modlin... Zaś dowodzący Grupą Operacyjną „Polesie”.- generał Franciszek Kleeberg daleki był wówczas od myśli o kapitulacji swojego ugrupowania.
    Nie można pominąć milczeniem faktu, iż dodatkowym smaczkiem historycznym jest to, że wspólna defilada agresorów, którzy we wrześniu 1939 roku unicestwili niepodległe Państwo Polskie – odbyła się w rodzinnym mieście młodego wówczas prawnika, Mieczysława Bieguna. W przyszłości, po wielu perypetiach losowych, miał on się stać światu bardziej znany jako Menachem Begin, premier państwa Izrael - nieistniejącego wszak jeszcze w roku 1939.

    Dwa dni przed paradowaniem sowieckich czołgów w Brześciu nad Bugiem przed niemieckim generałem Heinzem Guderianem; broniąc granicznego mostu w Kutach przed sowieckimi czołgami, w okolicznościach nie do końca wyjaśnionych, poległ czterdziestojednoletni kapral podchorąży, Tadeusz Dołęga – Mostowicz... Jego cięte pióro bezkompromisowo zwalczające obóz piłsudczyków sprawiło, że dwanaście lat wcześniej, dokładnie zaś mówiąc -  w dniu 8 września 1927 roku – sanacyjna bojówka porwała pisarza z ulicy Grójeckiej w Warszawie. Samochód porywaczy wywiózł felietonistę „Rzeczypospolitej” do podwarszawskich Janek, gdzie redaktor został dotkliwie pobity i wrzucony do stawu... Od niechybnej śmierci uratował wówczas Tadeusza Dołęgę-Mostowicza wieśniak, przypadkowo przechodzący groblą...

           Ot, jeszcze jedna polska biografia z wrześniowym jej zakończeniem...

Piotr Jan Nasiołkowski


Ilustrujące tekst fotografie pochodzą z prywatnego archiwum autora. Wszelkie prawa zastrzeżone.



Ostatnie komentarze

  • 3x podgardle powiedział(a) Więcej
    Dziekuje. 4 godzin temu
  • Piotr Jan Nasiołkowski powiedział(a) Więcej
    Pozwolę sobie przypomnieć, że wieloletnia agonia naszego miasta rozpoczęła się wraz z wyborem na prezydenta... 4 godzin temu
  • olo powiedział(a) Więcej
    A czy inne związki się udzielają ZNP czy Solidarność też siedzą cicho i nie przeciwstawią się decyzją władzy miasta ! 9 godzin temu