Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Kłamstwo i prawda w polityce - Rzecz o urodzie myślenia... - Piotr Jan Nasiołkowski

Hannah Arendt    Zdarza mi się niejednokrotnie, zwłaszcza w obecności przedstawicielek płci pięknej, przewrotnie żartować eksponując fakt, iż przy okazji wertowania historii filozofii - natknąć się tam można na dwie jedynie kobiety.

    Ta pierwsza z nich - to swarliwa Ksantypa, o całe dziewiętnaście lat młodsza od siwobrodego Sokratesa. Jej zasługą jedyną było, że zdecydowanie to właśnie ona pomogła swemu sędziwemu małżonkowi przejść do historii. Albowiem kiedy Sokratesa uwięziono i na śmierć skazano - przyjaciele zaoferowali mu pomoc w ucieczce z ateńskiego więzienia. Skutkiem ostatecznym takiej udanej ucieczki byłoby niewątpliwie sokratesowe lądowanie w ramionach swarliwej Ksantypy. Mając zatem do wyboru pomiędzy szczęśliwym powrotem do swej ślubnej Ksantypy, a wypiciem cykuty; starożytny mędrzec - bez wahania wybrał truciznę. A gdyby tak wyboru dokonał innego? Gdyby nie ta jego przemożna obawa przed spędzeniem reszty swego żywota ze swym szczęściem ślubnym? Z całą pewnością nie zdołałby sprostać wyzwaniu spojrzenia swej własnej śmierci w oczy z tak wielką godnością, co zaowocowało podziwem Platona, utrwalonym dla potomnych w jego pismach. Gdyby sprawy inny wówczas bieg przybrały; któż dzisiaj słyszałby o Sokratesie? Nikt oczywiście, nie słyszałby także o jego małżonce, swarliwej Ksantypie... Więc zasługa tego dokuczliwego babska dla filozofii jawi się być niewątpliwą, choć zarazem charakter tej zasługi -  jest niewątpliwie, całkowicie mimowolnym!
 
        Tą drugą kobietą, która zdołała sprostać niebywale trudnej sztuce przejścia do historii filozofii - jest oczywiście Hannah Arendt.
Nie do zakwestionowania jest, iż Hannah Arendt była jednym z najwybitniejszych niezależnych umysłów niebywale strasznego XX wieku. Urodziła się 14 października 1906 roku w Linden. Dziś dzielnicy Hanoweru. Sama bynajmniej się za filozofa nie uważała, twierdząc, że filozofia jest domeną mężczyzn. Mawiała o sobie, że studiowała wprawdzie filozofię, ale tak naprawdę, to jest teoretykiem polityki. Aczkolwiek odżegnywała się zdecydowanie od utożsamiania się z jakąkolwiek orientacją polityczną. Hannah Arendt pochodziła z mieszczańskiej, zasymilowanej, dobrze sytuowanej rodziny żydowskiej. Wzrastała nad Bałtykiem, w rodzinnym mieście Emanuela Kanta, czyli Königsbergu, będącym wówczas stolicą Prus Wschodnich. Jej fascynacja filozofią Kanta spowodowała, iż mając lat 14, już w tak młodym wieku przeczytała wszystkie jego dzieła, co spowodowało podjęcie przez nią, już wówczas, niezłomnego postanowienia studiowania filozofii i tylko filozofii. Jej bezkompromisowym, życiowym credo było; albo filozofia, albo nic innego!
 
W roku 1924 rozpoczęła więc studiowanie filozofii na Uniwersytecie w Marburgu, i tym sposobem, na swej życiowej drodze spotkała wykładowcę - Martina Heideggera. Niebawem ich znajomość zaowocowała eksplozją miłości, bynajmniej nie tylko do filozofii... Martin Heidegger był nie tylko znacznie, gdyż o całe siedemnaście lat starszy od Hannah Arendt, osiemnastoletniej wówczas studentki - ale był także żonaty. Burzliwy związek profesora ze studentką rozpadł się więc po kilku miesiącach, z obawy przed możliwym wybuchem skandalu. Najwyraźniej filozof Martin Heidegger nie znał maksymy w tym samym wszak czasie żyjącego Antoniego Słonimskiego, który zwykł mawiać: „Jeśli nie wiesz jak zachować się w danej sytuacji - na wszelki wypadek zachowaj się przyzwoicie!”.  Powiedzieć w tym miejscu trzeba, że Martin Heidegger zachował się zdecydowanie, w sposób niegodny filozofa, któremu etyka - z natury rzeczy - wszak nie jest, a raczej nie powinna być obcą!  Jakże drastycznie zauważalny w postępowaniu Martina Heideggera jest ten rozdźwięk występujący pomiędzy sferą bytu i sferą powinności. Zatem w tym życiowym postępku filozofa Martina Heideggera z łatwością można dopatrzeć się samej esencji sformułowanego przez Emanuela Kanta jego słynnego konceptualnego spostrzeżenia - „sein und sollen”... Co jest – aco być powinno…Tak jakoś mimowolnie się to wszystko poukładało... Martin Heidegger, profesor filozofii porzucający zafascynowaną nim młodą, niebywale uzdolnioną studentkę o żydowskich korzeniach… Następnie intelektualista tej miary wstępujący do NSDAP, za co został zresztą po zakończeniu wojny ukarany przez sąd denazyfikacyjny pięcioletnim zakazem prowadzenia zajęć dydaktycznych... Nie sposób jest powstrzymać się od refleksji, że czasy - w jakich żyć nam przychodzi - zawsze dla wszystkich są jednakie. Jednakże – co oczywiste - nie wszyscy z nas są w stanie sprostać wyzwaniu, przed jakim stawiają nas czasy - w jakich żyć nam przychodzi. Także czasy nazizmu w Niemczech; jednakimi były dla wszystkich Niemców. Wprost zatem powiedzieć trzeba, że filozof Martin Heidegger, nie zdołał sprostać wyzwaniu,  z jakim skonfrontował go czas jego życia...
 
Krótkotrwały, aczkolwiek burzliwy związek z Martinem Heideggerem niewątpliwie odcisnął swoje piętno na naukowej biografii Hannah Arendt, co staje się zauważalne chociażby w tematyce jej pracy doktorskiej rozważającej sposób pojmowania uczucia miłości w koncepcji filozoficznej św. Augustyna.
Dojście do władzy w Niemczech Adolfa Hitlera i jego partii NSDAP – zmusiło Hannah Arendt do opuszczenia swego kraju. Przekroczyła więc nielegalnie granicę, by niebawem znaleźć się w Paryżu, gdzie natychmiast, niebywale aktywnie włączyła się w działania ruchu syjonistycznego. Po  najechaniu Francji przez III Rzeszę - w maju 1940 roku - Hannah Arendt została internowana przez Francuzów w sławetnym obozie w Gurns.
 
    Dziś, o wszystkich deportowanych z tego obozu do komór gazowych KL Auschwitz-Birkenau pamiętać każe współczesnym skromny pomniczek; niewielka walizka ustawiona na kolejowych torach... Osamotniona... jakby zapomniana...
Szczęśliwie, Hannah Arendt zdołała uniknąć deportacji do hitlerowskiego obozu zagłady. Wydostała się z tego przejściowego francuskiego obozu i - przez Hiszpanię - dotarła do Portugalii, gdzie wyposażona już w amerykańską wizę, wsiadła na pokład statku płynącego do Nowego Jorku. Na amerykańską ziemię zeszła w dniu 22 maja 1941 roku. Dokładnie miesiąc potem – siły militarne III Rzeszy zaatakowały Związek Sowiecki... Powojenne spotkanie profesor Hannah Arendt z obłożonym zakazem prowadzenia wykładów profesorem Martinem Heideggerem jestem skłonny postrzegać w kategorii filozoficznego zwycięstwa byłej studentki nad sposobem postrzegania rzeczywistości przez swojego profesora. Postrzegania, zarówno w polityczno-filozoficznej skali makro, jak też i tej międzyludzkiej skali mikro; znaczonej osobistymi relacjami kobiety i mężczyzny.  
 
Po zakończeniu tej najstraszliwszej z wojen - nadszedł nieuchronny czas obrachunku ludzkości ze zbrodnią i zbrodniarzami. Właśnie dlatego agenci izraelskiego Mossadu w dniu 11 maja 1960 roku porwali w Buenos Aires - ukrywającego się w Argentynie - esesmana Adolfa Eichmanna, zbrodniarza wojennego odpowiedzialnego za śmierć milionów Żydów. Jedenaście dni po jego porwaniu,  a więc 22 maja 1960 roku, samolot z izraelskimi agentami oraz pojmanym przez nich zbrodniarzem na pokładzie - wylądował szczęśliwie w Izraelu, którego władze natychmiast zapowiedziały wytoczenie Adolfowi Eichmannowi bezprecedensowego procesu, co od razu wzbudziło niebywałe zainteresowanie opinii publicznej całego świata. Zatem akredytacją na tym niepowtarzalnym procesie swoich wysłanników zainteresowane były wszystkie największe światowe gazety. Także „New Yorker”, któremu Hannah Arendt zaoferowała swoje usługi w zakresie obserwacji procesu i pisania zeń sprawozdań. Oczywiście, została do realizacji tego zadania zaangażowana, gdyż trudno było wyobrazić sobie wybór bardziej trafny. Niemieckojęzyczna Żydówka, która na własnej skórze doświadczyła toksycznego oddechu nazizmu... Zatem ktoś, dla kogo podczas procesu czytelnymi będą wszelkie subtelności językowe oraz sytuacyjne.
 
Pod wpływem obserwacji Adolfa Eichmanna i jego zachowania podczas procesu, jaki - począwszy od 11 kwietnia 1961 roku - toczył się przeciwko niemu przed izraelskim sądem, Hannah Arendt sformułowała znaną teorię banalności zła. Wyartykułowała ją w listach pisanych - w tamtym czasie - do swojego profesora z uniwersytetu w Heidelbergu - Karla Jaspersa. Pisała, że aż trudno pojąć, iż ten banalny człowieczek zamknięty teraz w klatce z kuloodpornego szkła, jest personifikacją zła absolutnego. Kontynuując tok swojego rozumowania zauważyła, że zło - najwyraźniej jest banałem, zaś banał jest złem. Przekazem tego trafnego spostrzeżenia Hannah Arendt jest więc konieczność wystrzegania się wszelkiej banalności uosabiającej zło. Zatem wniosek z tego prosty, że należy wystrzegać się także kontaktów z ludźmi banalnymi. Efektem dokonanych podczas procesu w Jerozolimie obserwacji zachowań sądzonego zbrodniarza było sformułowanie poglądu, iż Adolf Eichmann nie był zdeklarowanym nazistą. Był chyba czymś znacznie gorszym gdyż uosobieniem zła absolutnego, które na skutek zaszłości politycznych wpisało się akurat w ramy narodowego socjalizmu. Ale niewątpliwie owe zło posiadało w sobie determinację wpisania się w każdy system dający temu złu szanse na samorealizację. Więc idea - była w przypadku Adolfa Eichmanna czymś absolutnie obojętnym. Ważne dla niego były stwarzane przez tę ideę warunki do wykwitu zła. Obojętne zatem było, czy te warunki rozkwitu zła - tkwiącego w jego wnętrzu - zapewniałby Eichmannowi nazizm, czy komunizm, czy też jakikolwiek inny system wrogi człowiekowi. Zatem służbie sprawowanej przez Eichmanna nazizmowi, zupełnie nie przeszkadzało to, iż on, Adolf Eichmann, nie był  zdeklarowanym nazistą! Jego posłannictwem było bowiem ludobójstwo, jako zło absolutne, całkiem mu obojętne w ramach jakiej idei będzie ono realizowane. Swoje spostrzeżenia i refleksje z procesu Adolfa Eichmanna - Hannah Arendt zawarła w swojej - najbardziej chyba znanej - książce; „Eichmann w Jerozolimie”.  
 
 Przy okazji zgłębiania koszmarnego fenomenu narodowego socjalizmu, znanego jej wszak z własnych życiowych doświadczeń, oraz ulegając także wpływowi relacji Polaków, którzy przeszli przez sowieckie obozy; w roku 1947 Hannah Arendt, swoje rozważania rozciągnęła także na totalitaryzm w wydaniu sowieckim. Efektem jej pięcioletniej pracy nad zjawiskiem i zagadnieniami totalitaryzmów - jest dwutomowe, kultowe dzieło teorii polityki, zatytułowane „Korzenie totalitaryzmu”.  
 
To właśnie Hannah Arendt podniosła, że gdyby powołane przez nazistów Judenraty, czyli samorządy żydowskich gett, nie współdziałały z hitlerowcami, naziści zdołaliby wymordować o połowę Żydów mniej. Takim jaskrawym przykładem kolaboracji z hitlerowcami jest chociażby przypadek Chaima Rumkowskiego - przewodniczący Judenratu w łódzkim getcie. Gdyby ten przewodniczący łódzkiego Judenratu nie zginął na przełomie sierpnia i września 1944 roku w oświęcimskiej komorze gazowej - niewątpliwie musiałby po wojnie stanąć przed sądem, aczkolwiek nie oznacza to wcale, że można przesądzać o jakiejkolwiek treści wyroku kończącego postępowanie w jego sprawie…
 
Także Hannah Arendt wyeksponowała również fakt, że o ile członkowie rządów kolaboracyjnych w krajach okupowanych przez III Rzeszę, pochodzili z kręgów politycznych partii opozycyjnych w stosunku do rządu sprawującego władzę w momencie niemieckiego najazdu na ich kraj -  to wyposażeni przez nazistów w ogromną władzę członkowie Judenratów kolaborujących z hitlerowcami - zazwyczaj rekrutowali się spośród ludzi cieszących się uznaniem miejscowej społeczności żydowskiej,  Oczywiście, w  końcu także  i oni trafiali do komór gazowych w hitlerowskich obozach zagłady.
 
Hannah Arendt wskazała tym samym, iż dla Żydów - rola odegrana przez przywódców żydowskich w unicestwianiu własnego narodu - stanowi najczarniejszy rozdział w ich historii. Eksponowanie tego wielce niewygodnego aspektu Holocaustu - wywołało burzliwą, agresywną reakcję środowisk żydowskich.. Niewątpliwie, dodatkowo sfrustrowanych tym, że nie istniała możliwość uproszczonego sprowadzenia negatywnej oceny poglądów tej wspaniałej, uprawiającej myślenie kobiety - do postawienia jej zarzutu antysemityzmu.
                Hannah Arendt była wszak Żydówką!
Niemniej, opublikowane przez nią jej przemyślenia, noszące wszelkie znamiona niebywale bolesnej dla Żydów prawdy - odbiegającej od dość powszechnie pożądanych uproszczeń, skutkowały rozpętanie przeciwko Hannah Arendt bezprzykładnej wprost kampanii propagandowej inspirowanej przez środowiska żydowskie.  
Niezależnie od całej tej wrzawy wokół intelektualnych skutków zaistniałych na gruncie procesu Adolfa Eichmanna; w dniu 9 grudnia 1961 roku izraelski sąd skazał tego hitlerowskiego ludobójcę na karę śmierci. Wyrok wykonano przez powieszenie w dniu 31 maja 1962 roku. Zwłoki skazanego zbrodniarza zostały spalone w krematorium przez byłego więźnia hitlerowskiego obozu KL Auschwitz-Birkenau. Następnie, spopielone doczesne resztki Adolfa Eichmanna wysypano do Morza Śródziemnego, daleko od lądu, by nie kalały izraelskiej ziemi. Jak dotychczas - jest to jedyny wyrok skazujący na karę śmierci, wydany i wykonany w Izraelu. Taki był koniec żywota tego, który w trakcie swojego procesu w Jerozolimie z rozbrajającą szczerością wprost powiedział, iż  myślenie do niczego nie jest przydatne! Taki to miał pogląd na myślenie, czyli samą istotę człowieczeństwa esesman, którego najmłodszy syn - jakby mu na przekór - został szanowanym profesorem! Wychodzi na to, że Ricardo Eichmann zapewne został profesorem uniwersyteckim także dzięki Mossadowi, którego agenci bardzo wcześnie z jego życia usunęli wpływ ojca - zbrodniarza uważającego i eksponującego ten swój pogląd przed izraelskim sądem, że myślenie jest czynnością absolutnie do niczego nieprzydatną!
 
Czy można bowiem wyobrazić sobie pogląd stanowiący większe bluźnierstwo przeciwko samej istocie człowieczeństwa, znaczonego przecież zdolnością do myślenia?
Żyjąca dla swej miłości do myślenia - Hannah Arendt zeszła na amerykańską ziemię mając niespełna trzydzieści pięć lat. Zmarła w Nowym Jorku, w dniu 4 grudnia 1975 roku. Chciałoby się powiedzieć - zmarła, mając zaledwie sześćdziesiąt dziewięć lat... Cały amerykański okres swojego życia przepracowała jako profesor na różnych amerykańskich uniwersytetach. Tym pierwszym był Uniwersytet w Chicago.     
 
Jak już wcześniej zostało to wspomniane, Hannah Arendt określano, już za jej życia, jako „Kobietę uprawiającą myślenie”. Powiedzieć przy tym trzeba, że Hannah Arendt promieniowała jakimś niesamowitym wprost osobistym urokiem intelektualnym. Pomimo to, że odnosiło się nieodparte wrażenie, iż jej największą namiętnością są papierosy... odpalane jeden od drugiego. Hannah Arendt była niewątpliwie jednym z najbardziej otwartych, niezależnych umysłów XX stulecia. Do roku 1985 nie ukazała się w Polsce,  w oficjalnym obiegu, żadna spośród jej książek. Najwyraźniej, władcy tzw. realnego socjalizmu żywotnie byli zainteresowani niedopuszczeniem do krzewieniem w naszym kraju niezależnej myśli niezależnej kobiety, która snuła zaiste bluźniercze dla nich rozważania nad wszelkiego rodzaju uwarunkowaniami stanowiącymi pożywkę dla istnienia totalitaryzmu. A do tego wszystkiego jeszcze - stawiała wielce niewygodne pytania o rolę prawdy i kłamstwa na niwie uprawiania polityki. Hannah Arendt miała bowiem w sobie odwagę zapytania polityków wprost - co jest lepsze; służba prawdzie bez sprawowania władzy, czy też władza - drogą kłamstwa zdobyta i przy pomocy kłamstwa sprawowana?
 
Mojemu siwobrodemu wiekowi - naiwność już wszak nie przystoi. Nie spodziewam się zatem, że na to zasadnicze pytanie, zechce lub potrafi odpowiedzieć, ktokolwiek spośród przedstawicieli nepotycznej skarżyskiej koterii BMW! Aczkolwiek nie wątpię, że pełen przedwyborczego napięcia - elektorat miejscowy takowej odpowiedzi potrzebuje i oczekuje... Czyżby więc były to oczekiwania daremne, bezradnie rozkładający ręce - człowieku banalny, będący nie wiadomo czemu, (ciągle jeszcze) - prezydentem naszego miasta?
 
        Do Pana, wszak kieruję te pytania, Panie Wojcieszek!
 
Właśnie do Pana... a właściwie to także i do całej tej reszty postaci magistrackiego komplotu - przeciętniaków, ludzików jakże banalnych - i dlatego właśnie tworzących tę Pańską operetkową świtę! Operetkową, lecz zarazem jakże szkodliwą dla naszej lokalnej społeczności!
Albowiem ludzie banalni - z natury rzeczy - są ludźmi społecznie szkodliwymi. Banał jest wszak złem, zaś zło jest banałem – powtarzając trafne spostrzeżenie Hannah Arendt, kobiety, która poprzez swój intelektualny dorobek - w jakże istotny sposób - wpłynęła na sposób myślenia dwudziestowiecznych istot myślących... Co tak szczególnie, to chyba jednak nie odnosi się do mieszkańców Skarżyska – wnioskując po dotychczasowych, niezbyt mądrych wyborach dokonywanych przez skarżyszczan...
 
Czyż nie jest zastanawiające, dlaczego do tej pory, w kinie skarżyskiego MCK-u, podległego wszak władzy, jakże banalnego prezydenta Wojcieszaka - jak do tej pory - nie grano świetnego filmu „Hannah Arendt” z Barbarą Sukową w roli głównej?
 
Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta. Otóż na seans tego filmu przyszłoby może, tak gdzieś - z pięć, co najwyżej osób… Reszta skarżyszczan  niewątpliwie wolałaby zasiąść przed telewizorami emitującymi -jakże banalne seriale…
 
Zaraz, zaraz; a co to Hannah Arendt mówiła na temat banału?  Ale czy ten jej przekaz dotarł, lub kiedykolwiek dotrze do świadomości skarżyszczan?
 
Myślę, że pierwszą próbą udzielenia odpowiedzi na to pytanie będą niewątpliwie wyniki głosowania skarżyszczan w niedzielę 16 listopada! Pierwszego, powyborczego poniedziałku przekonamy się zarazem o tym - jaką to w naszym mieście siłą - także w sferze polityki - dysponuje prawda, a jaką wojcieszkowe kłamstwo…
 
     

hannah1fot. 1. Adolf Eichmann przed izraelskim sądem
 

hannah2
Fot. 2. Hannah Arendt


hannah3
Fot. 3. Pomnik upamiętniający ofiary obozu w Gurs


hannah4
Fot. 4. Martin Heidegger

Piotr Jan Nasiołkowski


 

Ostatnie komentarze

  • Ksantypa powiedział(a) Więcej
    Bez poziomów niższych na odpowiednio wysokim poziomie - nie może być mowy o awansach na poziomy wyższe. A... 9 godzin temu
  • tweety powiedział(a) Więcej
    Za swoje słowa o Polsce w niemieckiej prasie Pan Budka powinien wylecieć ze Skarżyska na kopach ! Ileż nienawiści... 12 godzin temu
  • miki powiedział(a) Więcej
    Leszek napisał:
    Parkingu normalnego nie ma, a lądowiska się zachciewa. Kto tam będzie lądował, ufo czy Kaczyński z gospodarczą...
    14 godzin temu