Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Książę Piechoty - Piotr Jan Nasiołkowski

Wrześniowy dowódca 83. Pułku Strzelców Poleskich - pułkownik dyplomowany Adam Nadachowski w swej młodości pragnął zostać lekarzem, ale na rok przed wybuchem I Wojny Światowej podjął studia prawnicze. Pułkownik Adam Nadachowski urodził się w dniu 20 października 1894 roku.

Swoją młodość spędził w Stanisławowie. Po wybuchu I Wojny Światowej jako dwudziestoletni poddany panującego (według słów dzielnego wojaka Józefa Szwejka - przynajmniej o pięćdziesiąt lat za długo) Najjaśniejszego Pana cesarza Franciszka Józefa Adam Nadachowski został powołany do służby w armii austriackiej. W roku 1915 w trakcie walk frontowych, podczas jednej z bitew na Podkarpaciu dostał się do niewoli rosyjskiej. Trafił do obozu jenieckiego na Syberii, gdzie po wybuchu rewolucji wstąpił do zorganizowanych tam polskich jednostek wojskowych.



Pułkownik Adam Nadachowski przy herbacie

    Wraz z nimi w ostatnim momencie przebił się przez obszary zajęte przez bolszewików do wojsk alianckich rozlokowanych wokół okupowanego przez Brytyjczyków Murmańska. Stamtąd przedostał się do Francji, gdzie natychmiast znalazł się w szeregach Błękitnej Armii generała Hallera. W końcowym okresie wojny na froncie zachodnim oddał zapewne nie byle jakie zasługi, skoro został odznaczony francuskimi odznaczeniami Croix de Guerre oraz Legią Honorową. Do kraju powrócił wraz z armią generała Hallera. Zaraz potem wziął udział w wojnie polsko-sowieckiej. W randze kapitana odpierał ataki Pierwszej Armii Konnej atamana Siemiona Budionnego. Początkowo dowodził I batalionem 49. pułku piechoty, a następnie całym pułkiem. W trakcie działań wojennych był trzykrotnie ranny. Dwie spośród tych ran były niegroźne. Raz kula otarła się o palec. Drugą odniesioną raną był postrzał w nogę. Ale ta trzecia rana mogła okazać się śmiertelna. Kapitan Adam Nadachowski poczuł wtedy jakby uderzenie kamieniem w plecy. Kula przeszła zaledwie o centymetr nad sercem. Akurat więc wtedy, gdy ruszała zwycięska polska kontrofensywa, kapitan Adam Nadachowski leżał w szpitalu.  I też walczył - ale tym razem ze śmiercią...  

Ówczesne zasługi wojenne zaowocowały odznaczeniem późniejszego pułkownika Adama Nadachowskiego Srebrnym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz trzykrotnie Krzyżem Walecznych.

    W okresie międzywojennym pułkownik Adam Nadachowski, któremu nadano przydomek „Książę Piechoty”, początkowo nadal dowodził stacjonującym w Kołomyi 49. pułkiem piechoty. Stąd skierowano go na studia w Wyższej Szkole Wojennej. Edukację tę ukończył z drugą lokatą i został w tej szkole asystentem wykładowcy, najwybitniejszego spośród późniejszych wrześniowych generałów Tadeusza Kutrzeby, późniejszego dowódcy Armii „Poznań”.

    Ten doskonały oficer i wykładowca w Wyższej Szkole Piechoty został w późniejszym okresie swojej służby wojskowej zastępcą dowódcy 68. pułku piechoty stacjonującego we Wrześni. Wyróżnił się wtedy opracowaniem taktyki tzw. rzutów ogniowych. Polegać to miało na sformowaniu i praktycznym wykorzystaniu całkowicie zmotoryzowanych ruchliwych jednostek składających się z doborowych żołnierzy o wzmocnionej sile ogniowej. Był oczywiście także autorem opatrzonego klauzulą ścisłej tajności projektu instrukcji praktycznego zastosowania rzutów ogniowych na polu bitwy.

    W maju 1926 roku wybuchły walki bratobójcze, wywołane puczem przeprowadzonym pod egidą Józefa Piłsudskiego przez wojskowych ze środowiska legionowego. Wierny przysiędze wojskowej późniejszy dowódca 83. .Pułku Strzelców Poleskich Adam Nadachowski walczył oczywiście po stronie rządowej, starając się dać odpór buntownikom Józefa Piłsudskiego. Po obaleniu legalnych władz II Rzeczypospolitej okoliczność ta powiązana dodatkowo z faktem bycia przez pułkownika Nadachowskiego w przeszłości hallerczykiem, spowodowała opóźnianie przez władze wojskowe awansów tego wybitnego oficera. A przecież od tych awansów uzależniona była możliwość otrzymania dowództwa pułku, do czego oficer ten był szczególnie predysponowany zarówno przez swoje wykształcenie, jak też i przez praktykę polową.

    Podpułkownik Adam Nadachowski, niedoszły adwokat, czy też może lekarz, na cztery lata przed wybuchem wojny został wreszcie dowódcą pułku. Jednostką tą był 83. Pułk Strzelców Poleskich stacjonujący w Kobryniu, a więc na peryferiach państwa. Z tamtego czasu datuje się także przyjaźń rodziny Nadachowskich z mieszkającą nieopodal Kobrynia pisarką Marią Rodziewiczówną.

    Zgodnie z przyjętym wówczas zwyczajem - oficerów awansowano w dniu imienin Marszałka Józefa Piłsudskiego. Dlatego właśnie w dniu 19 marca 1938 roku dowódca 83. Pułku Strzelców Poleskich został więc wreszcie awansowany do stopnia pułkownika.


Akt mianowania Adama Nadachowskiego na pułkownika



    Dowodzony przez pułkownika dyplomowanego Adama Tadeusza Nadachowskiego 83. Pułk Strzelców Poleskich wchodził w skład 30. Poleskiej Dywizji Piechoty pozostającej pod komendą generała Leopolda Jana Cehaka. W marcu 1939 roku dywizja ta została przerzucona nad Widawkę w okolice Bełchatowa w związku z tym że stała się częścią składową Armii „Łódź” dowodzonej przez generała Juliusza Rómmla.

    Pułkownik dyplomowany Adam Tadeusz Nadachowski poległ w dniu 9 września 1939 roku w walkach, jakie toczyły się tamtego dnia pod Przyłękiem i Jeżowem. Pośmiertnie został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari. Dzień, w którym poległ pułkownik Adam Nadachowski, był jednocześnie dniem szesnastych urodzin jego syna, Franciszka - zmarłego w lipcu 2012 roku, profesora krakowskiej Akademii Górniczo-Hutniczej.  
    
    Tamtego wrześniowego dnia uwijający się jak w ukropie nasi żołnierze, ponaglani jeszcze co i rusz eksplodującymi wokół wrogimi pociskami, błyskawicznie rozwinęli stanowiska baterii. Po krótkiej chwili nasi artylerzyści strzelali już ogniem na wprost w kierunku nacierających na polskie pozycje niemieckich czołgów poruszających się po odkrytym płaskim terenie. Chociaż bardziej jest prawdopodobne, że nasi artylerzyści strzelali wówczas do samochodów pancernych, okazjonalnie nazywanych czołgami. Skuteczność tego ognia obserwował stojący nieopodal artyleryjskich stanowisk pułkownik Adam Nadachowski, dowódca 83. Pułku Strzelców Poleskich im. Romualda Traugutta. I właśnie to stanowisko zostało ostrzelane przez niemieckie moździerze, czego efektem było rozbicie polskiego działa.

    Poległo wówczas trzech kanonierów, trzech innych zaś zostało rannych. Również pułkownik Nadachowski został wtedy śmiertelnie trafiony odłamkiem niemieckiego granatu moździerzowego. Ale bynajmniej nie zginął na miejscu. Leżącego tuż obok stanowisk drugiej baterii ciężko rannego pułkownika zabrali z pola bitwy oficerowie 83. Pułku Strzelców Poleskich, między innymi II adiutant kapitan Tadeusz Nowakowski. Oficerowie ci ponieśli swego umierającego dowódcę w kierunku Skierniewic, gdzie mieli nadzieję znaleźć dla pułkownika ratunek w tamtejszym szpitalu. Nie zdołali jednak wygrać tego wojennego wyścigu ze śmiercią. Pułkownik Adam Nadachowski zmarł niestety, w drodze. Po dotarciu do Skierniewic jego podkomendni przewieźli zwłoki swego dowódcy na działku przeciwpancernym na tamtejszy cmentarz, należący do parafii Świętego Józefa. Z uwagi na to, że pułkownik Adam Nadachowski odniósł swoje śmiertelne obrażenia w bitwie pod Jeżowem, został on w roku 1982 upamiętniony symbolicznym grobem urządzonym na tamtejszym cmentarzu wojennym.  

    Pułkownik Adam Nadachowski stale nosił swój Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari. Po jego śmierci odznaczenie to zatrzymał porucznik K. Kaczorowski, który dał je na przechowanie mieszkańcowi którejś ze wsi w okolicach Skierniewic. Przez lata zatarło się jednak w jego pamięci, gdzie i komu dał ten Krzyż… W ten oto sposób bez śladu przepadła pamiątka - jakże cenna dla krewnych pułkownika.

    Śmierć powszechnie lubianego przez żołnierzy dowódcy 83. Pułku Strzelców Poleskich, zwanego „Księciem piechoty”, niebywale przygnębiająco wpłynęła na nastroje wojska. Potem mówiono, że będący przecież w swej dziedzinie świetnym fachowcem pułkownik Nadachowski doskonale był świadom złego obrotu spraw. Wiedział, że z każdym dniem coraz bardziej zbliża się nieuchronna katastrofa militarna. Nie chciał dożyć tego momentu, więc szukał śmierci na polu bitwy. Wygląda na to, że znalazł ją pod Jeżowem…

    Dowódca 7. kompanii 84. Pułku Strzelców Poleskich - porucznik Kazimierz Krasoń w swojej relacji z wrzesniowej wojny obronnej podaje, że po odprawie oficerów we dworze w Kołacinie - pułkownik Adam Nadachowski w szczególnie podniosły zatem zauważalny sposób, pożegnał się ze wszystkimi uczestnikami tej odprawy. Miał przy tej okazji ponoć powiedzieć, że jutro czeka go wykonanie ostatniego już w życiu zadania. A potem dosiadł swego siwego konia i pocwałował do swoich żołnierzy…

Piotr Jan Nasiołkowski
Ilustrujące materiał fotografie pochodzą z prywatnego archiwum autora. Wszelkie prawa zastrzeżone.






Cmentarz w Jeżowie ogólny widok



Dwór w Kołacinie Widok współczesny



Miejsce odprawy oficerów we dworze w Kołacinie




Pułkownik Adam Nadachowski


Pułkownik Adam Nadachowski - dowódca 83. Pułku Strzelców Poleskich


Pułkownik Adam Nadachowski w towarzystwie francuskich oficerów rozmawia z marszałkiem Philippe Petain



Rodzina Nadachowskich witana na dworcu przez krewnych i przyjaciół



Tablica upamietniająca żołnierzy 30. Poleskiej Dywizji Piechoty i symboliczny grób pułkownika Adama Nadachowskiego na cmentarzu w Jezowie



We wrześniu 1939 roku żołnierz 84. Poleskiego Pułku Piechoty, weteran bitwy pod Jeżowem - zmarły w lipcu 2014 roku major Józef Głowacki


Ostatnie komentarze

  • Ksantypa powiedział(a) Więcej
    Bez poziomów niższych na odpowiednio wysokim poziomie - nie może być mowy o awansach na poziomy wyższe. A... 9 godzin temu
  • tweety powiedział(a) Więcej
    Za swoje słowa o Polsce w niemieckiej prasie Pan Budka powinien wylecieć ze Skarżyska na kopach ! Ileż nienawiści... 12 godzin temu
  • miki powiedział(a) Więcej
    Leszek napisał:
    Parkingu normalnego nie ma, a lądowiska się zachciewa. Kto tam będzie lądował, ufo czy Kaczyński z gospodarczą...
    14 godzin temu