Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

Wigilia ’81

  wigilia81   Za zgodą autora Ryszarda Bilskiego oraz Towarzystwa Miłośników Dolnej Kamiennej, wydawcy książki pt. „A wierzby szumią, szumią, szumią...” drukujemy dziś jeden spośród 73 – znajdujących się tam – reportaży i wywiadów. R. Bilski, dziennikarz, wprawdzie od prawie pół wieku mieszka w Warszawie, utrzymuje jednak żywe kontakty ze Skarżyskiem, gdzie się urodził – przy ulicy Świeżej Nr 4 – i wychował.    

Polskę prześladują okupacje. Ledwo skończyła się niemiecka, zaczęła się radziecka. Nie zdążyliśmy się jeszcze dobrze nacieszyć wolnością, a znaleźliśmy się już pod okupacją jaruzelską...
     Polskę prześladują okupacje. Ledwo skończyła się niemiecka, zaczęła się radziecka. Nie zdążyliśmy się jeszcze dobrze nacieszyć wolnością, a znaleźliśmy się już pod okupacją jaruzelską. Już słyszę oburzonych „prawdziwych patriotów”: jak on śmie... Śmiem, śmiem... Była godzina policyjna? Była. Były czołgi na ulicach? Były. Były aresztowania, zwane internowaniem? Były. Strzelano i zabijano ludzi? Zabijano i bito. Porywano i torturowano. Oficjalnie podaje się, że komuniści (od 13 grudnia 1981 r. do 1990 r.) zamordowali ponad sto osób. Wiadomo jednak, że liczba ta jest znacznie wyższa. Nikt nie wie ilu ciężko chorych Polaków zmarło, bo nie działały telefony i nie można było wezwać pomocy. Dla mnie i dla milionów Polaków była to wyjątkowo okrutna okupacja, gdyż dyktator generał Wojciech Jaruzelski zniewolił własny naród! Czy może być coś bardziej ohydnego i perfidnego? Alibi, że „ruskie chciały wejść do Polski”, obalili oni sami, choć ich gorąco i serdecznie  zapraszał.

     A zatem chwila wspomnień... Kiedyś były one rozmowami babci Halinki z wnuczką Helenką, czasem dołączył swoje trzy grosze dziadek Rysiek. Ale Helenka jest znów daleko od Warszawy, w Lille, gdzie mieszka z rodzicami, więc rozmowę trzeba zastąpić listem. Może to i lepiej, bo pozostanie jakiś ślad, dokument tamtych i tych czasów. (...) Najbardziej lubiłaś Helenko spacerować po Starówce. U jej wrót wpatrywałaś się długo w Pomnik Małego Powstańca. Mając zaledwie cztery latka, oglądałaś — jak prawdziwa koneserka sztuki — dzieła malarzy, głównie amatorów, wystawiane i oferowane do sprzedaży na Rynku i w pobliżu Barbakanu. Wpatrywałaś się w te obrazy raz z prawej, raz z lewej strony, a to z bliska, a to z daleka.
Wyjątkowo zachwycona byłaś przepięknym wnętrzem kościoła pod wezwaniem Świętego Jacka. Z tą świątynią wiąże się kolejna „histolia”.
     Posłuchaj... Sroga zima. Wigilia Bożego Narodzenia 1981 roku. Czwartek. Dwunasty dzień stanu wojennego.

Dla Polaków było to niezwykle ciężkie, dramatyczne przeżycie. Twoja mama Małgosia oraz ciocia i zarazem chrzestna mama Agatka były jeszcze gimnazjalistkami. Jaruzelski odwołał nawet na jakiś czas zajęcia szkolne i zapowiedział, że „w razie potrzeby, żeby obronić socjalistyczną ojczyznę, uczniowie będą musieli przymusowo pracować”. Zapytaj o to mamę, może pamięta, że strach i lęk wywołały u niej gorączkę i musieliśmy iść po poradę do lekarza. W Wigilię, by ludzie mogli pójść na Pasterkę, na kilka godzin zawieszono godzinę policyjną. Pojechaliśmy przed północą do znanego ci świętego Jacka. Śpiewając kolędy — w szczególności przy słowach: „Bóg się rodzi, moc truchleje”, a potem: „Podnieś rękę, Boże Dziecię, Błogosław Ojczyznę miłą” — poczuliśmy się znowu wolnymi ludźmi, chociaż na te kilkadziesiąt minut.

     Nie zapomnimy nigdy kazania, którego motywem przewodnim był obraz rosyjskiego malarza Ilji Repina (1844-1930) „Burłacy na Wołdze” przedstawiający burłaków — nędzarzy, biedaków, wśród których byli także polscy zesłańcy — idących brzegiem tej jednej z największych rosyjskich rzek i ciągnących statek za pomocą lin. Nie pamiętam, czy kaznodzieja dysponował wówczas reprodukcją tego obrazu, czy też go nam tak wspaniale opisał, bo gdy po latach zobaczyłem nadwołżańskich burłaków pędzla Repina, stwierdziłem, że ja już to dzieło musiałem widzieć! Właśnie u św. Jacka. I będę się upierał, że tak było, nawet jeśli kaznodzieja nie miał wtedy „pomocy naukowej” w postaci tej reprodukcji. Ja bowiem widziałem oczyma pobudzonej przez niego wyobraźni, tych biedaków idących piaszczystym brzegiem Wołgi. Widziałem oczyma wyobraźni, że burłacy byli odziani w łachmany, że szli boso, tylko niektórzy mieli na nogach słomiane „obuwie”. Trudno było nie odnieść wrażenia, słysząc tę dramatyczną, ale i barwną opowieść, że to tylko właśnie lina i przeciwwaga statku nie pozwalały burłakom paść na ziemię i skonać z wycieńczenia i nadludzkiego wysiłku.

     - To nie ci biedni, głodni, chorzy i bici ludzie są niewolnikami! Oni są zniewoleni, są skuci kajdanami, to wszystko tragiczna prawda. Ale oni są wolni! Czy rzeczywiście? Tak, są wolni, bo ich dusze i myśli są wolne! Niewolnikami są zaś ci, którzy im ten los zgotowali. którzy ich pilnują i do katorżniczej pracy zmuszają — grzmiał z ambony kaznodzieja. To była aż nadto wyraźna aluzja do stanu wojennego i jakże wyraźne przesłanie, że bohaterami i ludźmi wolnymi są tysiące internowanych i prześladowanych wówczas Polaków.

     Po Pasterce wyjechały znowu na ulice czołgi. Wyszły ze swych ciemnych nor milicyjne i wojskowe patrole. I pewnie, Helenko, nie poznałabyś tej historii, nie mówiąc o jej dalszym ciągu, gdyby nie dziadek Rysiek, który mimo zaawansowanego już wieku wciąż czuje się dziennikarzem. Po ponad 30 latach postanowił dowiedzieć się, który z ojców Dominikanów wygłosił wówczas to MOCNE kazanie? Gdzie dziś służy Bogu i ludziom?
     - Nie wiem, kto w tę pamiętną Pasterkę miał kazanie, ale postaram się to ustalić — powiedział o. Michał Adamski przeor Klasztoru OO. Dominikanów przy ul. Freta 10 na Starym Mieście w Warszawie.

     Po dwóch dniach pocztą elektroniczną przyszedł list następującej treści: „Szczęść Boże, pytałem ojców, którzy mieszkali w klasztorze w 1981 roku, ale nie pamiętali, kto wygłosił kazanie na Pasterce. W Kronice Klasztoru, pod wpisem dotyczącym Pasterki z roku 1981 roku zapisano: O. Reginald Wiśniowski odczytał najpierw list i życzenia na święta Bożego Narodzenia i N. Rok ks. Prymasa, a po odczytaniu wygłosił b. głębokie kazanie (10 min.) komentujące modlitwę z brewiarza na jutrznię. Skończyła się Pasterka o g. 1.15. Tyle z kroniki. Mam nadzieję, że pomogłem. O. Reginald obecnie mieszka w klasztorze krakowskim, jest jednym z najstarszych ojców naszej Prowincji. Pozdrawiam. Z Bogiem o. Michał Adamski op.”
     Telefon do Krakowa. O. Reginald Wiśniowski jest już po dziewięćdziesiątce, ale głos ma wciąż młody.

     - Wprawdzie wolniuteńko, ale wracam do zdrowia po udarze mózgu. Z mową jest w porządku, nieco utrudnione mam poruszanie się. Ale mam nadzieję, że za pewien czas powrócę do sił i do moich obowiązków spowiednika i rekolekcjonisty — mówi.
     - Właśnie... Jest ojciec cenionym kaznodzieją...
     - Pewnie jest w tym trochę prawdy, bo byłem przez dziesięć lat dyrektorem Dominikańskiego Ośrodka Kaznodziejskiego. A to wielki obowiązek i duża odpowiedzialność.
     - Czy pamięta ojciec motyw swojego kazania wygłoszonego podczas Pasterki w 1981 roku u św. Jacka w Warszawie? Byłem z żoną i córkami, wówczas gimnazjalistkami, na tej Pasterce.
     - Niestety, po tym udarze wiele rzeczy uleciało... Nie pamiętam... Może z czasem... Proszę mi przypomnieć...
     - Jest zapis w kronice u świętego Jacka odnotowujący kazanie ojca.
     - Więc tak musiało być...
     - Tam nawet zapisano, że to było „bardzo głębokie kazanie”.
     Ojcu Reginaldowi przypomniałem kilka fragmentów kazania, a w szczególności jego „mocne grudniowe słowa”.
     - Pewnie takie kazanie było, skoro zapisali tak w kronice i pan mówi. A skąd pan dzwoni?
     - Z Warszawy...
     - Myślałem, że z klasztornej furty... Sprawił mi pan ogromną radość opowiadając treść mojego kazania i tym, że tak pomogło ono ludziom w tym trudnym czasie. To najmilsza dla mnie dziś wiadomość. Ogromnie się cieszę... Ogromnie.
     - Słyszałem, że ojciec przeprowadził setki różańcowych rekolekcji, że są te rekolekcje szczególnie przez ojca umiłowane.
    - Tak, to wszystko prawda. Staram się ludziom uświadomić, że tak wiele wysiłku i czasu poświęcają na to, by zapewnić sobie i swoim rodzinom jak najwięcej dóbr materialnych, zapominają zaś o tym, że powinni przede wszystkim troszczyć się o zbawienie... Właśnie różaniec jest najlepszą, najskuteczniejszą obroną — którą daje nam Matka Boża — przed wszelakim złem, przed spoganieniem, które staje się dziś tak groźne. Największą moc ma zaś różaniec odmawiany wspólnie, w rodzinach. Tam gdzie jest wspólna modlitwa różańcowa — podkreślam to z całą mocą podczas nauk rekolekcyjnych — tam jest obecny Bóg! Taka jest moc nawet tylko jednego dziesiątka różańca odmawianego w rodzinach każdego dnia. Różaniec jest ratunkiem dla naszych dusz, dla narodu, dla Polski!
     - Dziękuję ojcu za te słowa ratujące zniewolone umysły. Są one dla mnie także przesłaniem-przypomnieniem płynącym wciąż od Świętego Jacka tylko „ponad trzydzieści lat później...” Przypomnieniem, że to dzięki codziennemu i wspólnemu w rodzinach austriackich odmawianiu różańca w dniu 13 maja 1955 roku (13 maja 1917 r. pierwsze objawienie fatimskie), ku wielkiemu zaskoczeniu świata, ZSRR wycofał swe wojska z Austrii! A całkiem niedawno, na początku drugiej dekady XXI wieku, dzięki różańcowi doszło do demokratycznej i moralnej odnowy Węgier!... Z Panem Bogiem.
     - Z Panem Bogiem...

Dziesięć lat po pamiętnym kazaniu u świętego Jacka, gdy tylko otworzyła się możliwość pracy na terenach byłego Związku Sowieckiego, siedemdziesięcioletni już wówczas ojciec Reginald natychmiast pojechał do rodzinnego Czortkowa. Spędził tam pięć pracowitych lat: wyremontował dominikański kościół oraz uratował setki, a może tysiące dusz zatrutych przez komunizm. Odmówił ze swymi parafianami pewnie setki tysięcy Zdrowaś Maryjo...



Tekst: Ryszard Bilski
zdj: źródło http://www.lebork.trim.pl/lauenburg-in-pommern/wyprostowani

Ostatnie komentarze

  • miki powiedział(a) Więcej
    666 napisał:
    Oho już się odezwał nadworny koniuszy przeslawny historyk w wielce skromnej osobie i szpanuje wiedzą .
    A Ty... 3 godzin temu
  • beks powiedział(a) Więcej
    wj, szkoda ,że ortografia się wszędzie nie wp...rza, może byś wtedy pisał poprawnie. 3 godzin temu
  • Admari powiedział(a) Więcej
    Brawo P.Piotrze , BRAVO !!! 5 godzin temu