Powiadomienie o plikach cookie Strona korzysta z plików cookies i innych technologii automatycznego przechowywania danych do celów statystycznych, realizacji usług i reklamowych. Korzystając z naszych stron bez zmiany ustawień przeglądarki będą one zapisane w pamięci urządzenia, więcej informacji na temat zarządzania plikami cookies znajdziesz w Polityce prywatności.

Kontakt z redakcją: tel. 795 913 666 redakcja@tsk24.pl

SZKOCKI GENTLEMAN ZNAD KAMIENNEJ - Piotr Jan Nasiołkowski

Nazwisko Brunona Kudrewicza usłyszałem po raz pierwszy dopiero przed kilkoma laty z ust - nieżyjącego już - jego szkolnego kolegi; pana Edwarda Salamońskiego. Do domu wiekowego już wtedy niebywale pana Salamońskiego trafiłem tropiąc losy innego pilota RAF-u, skarżyszczanina Ryszarda Zygmuntowicza. Przy okazji naszego pierwszego kontaktu, Pan Edward Salamoński obdarował mnie przedwojenną fotografią, zrobioną wczesną wiosną 1938 roku przed rodzinnym domem Zygmuntowiczów przy ulicy Konopnickiej w Skarżysku - Kamiennej. To zdjęcie uwiecznia dwóch podchorążych uśmiechających się do obiektywu. Więc jakże było nie pójść tropami tego drugiego podchorążego?



Fot.  1. Uczniowie Liceum i Gimnazjum im. Augusta Witkowskiego w Skarżysku – Kamiennej; od lewej - Brunon Kudrewicz, Edward Salamoński i Tadeusz Gęsiński.





Fot. 2. Edward Salamoński – szkolny kolega ówczesnych podchorążych Brunona Kudrewicza i Ryszarda Zygmuntowicz.





Fot. 3, Wiosna 1938 r. Podchorążowie Brunon Kudrewicz i Ryszard Zygmuntowicz


Brunon Kudrewicz, urodził się 8 marca 1919 roku w majątku Stefaniszki, na Litwie Koweńskiej. Kudrewiczowie to posiadający tatarski rodowód - litewski ród szlachecki. Ojciec Brunona - Władysław Kudrewicz, urodzony na Litwie w 1895 roku, zmarł w dniu 5 sierpnia 1966 roku w Warszawie. Matka Brunona, Stefania z Borkowskich urodzona na Litwie, w dniu 25 listopada 1889 roku – zmarła takoż w stolicy w dniu 21 marca 1953 roku. Mieszkająca w Warszawie młodsza siostra Brunona, pani Irena Bogdach urodziła się 10 stycznia 1926 roku w Mińsku Mazowieckim.Rodzina Kudrewiczów przyjechała do Skarżyska - Kamiennej właśnie z Mińska Mazowieckiego, a to z tej to przyczyny, że jej głowa - Władysław Kudrewicz otrzymał w skarżyskiej fabryce amunicji posadę głównego księgowego. Rodzina zamieszkała w służbowym, wolnostojącym kamiennym domu w dzielnicy Górna Kolonia. Brunon rozpoczął naukę w skarżyskim Gimnazjum i Liceum im. Augusta Witkowskiego, zaś jego siostra Irena przez okres zamieszkiwania Kudrewiczów w Skarżysku – Kamiennej, przez pięć lat uczęszczała do dzisiejszej Szkoły Podstawowej Nr 3, ówcześnie noszącej imię Marszałka Józefa Piłsudskiego. Matka Brunona - Stefania Kudrewiczowa nie pracowała zawodowo. Zajmowała się wychowywaniem dwójki dzieci.

W poprzedzającym wybuch wojny roku 1938 - Kudrewiczowie przeprowadzili się do Kraśnika, gdyż Władysław Kudrewicz został służbowo przeniesiony do nowootwartej, tamtejszej fabryki amunicji.
W szkolnych swych skarżyskich latach, Brunon Kudrewicz przyjaźnił się nie tylko z Ryszardem Zygmuntowiczem, ale także ze Stefanem Bernasem - bratem Kazimierza Bernasa, późniejszego pilota 301. Dywizjonu Bombowego RAF.
Zdarzyło się niegdyś, że Brunon Kudrewicz i Stefan Bernas dokuczali jednej ze szkolnych koleżanek opalających się na rejowskiej plaży. Brunon unieruchamiał dziewczynę siadając jej znienacka na plecach. Wtedy do akcji wkraczał Stefan Bernas i rozpoczynał łaskotanie dziewczyny pod podeszwami. Dziewczyna nie pozostała mu dłużna, co omal nie skończyło się tragicznie. Chcąc się zemścić za to dokuczanie, zaproponowała Brunonowi, że wysmaruje mu plecy olejkiem do opalania. Ale zamiast olejkiem - nieświadomego niczego chłopaka natarła smarem od motorówki, co stało się przyczyną ciężkiego zatrucia organizmu. To smarowanie Brunon bardzo poważnie odchorował. Lecz jak tylko wyzdrowiał, niezwłocznie zaprosił dziewczynę na przeprosinową niby, przejażdżkę kajakową po Zalewie Rejowskim, Tylko po to, by nie potrafiącą pływać koleżankę wywieźć podstępnie na wyspę, i tam ją zostawić.

Płatanie tego rodzaju kawałów najwyraźniej leżało w naturze Brunona, gdyż pod nieobecność rodziców, którzy wybrali się wspólnie do kina, straszył młodszą siostrę, Irenę opowieściami o szkieletach zjeżdżających w ciemności po poręczy domowych schodów.

Opowiadano mi, że Ryszard Zygmuntowicz i Brunon Kudrewicz nosili się początkowo z zamiarem wstąpienia do… seminarium duchownego. Ale - jak zostało to wcześniej wspomniane - ulegli fascynacji samolotami. Więc letnie wakacje obydwaj gimnazjaliści spędzali na obozach szybowcowych w Polichnie oraz Bezmiechowej, gdzie Ryszard Zygmuntowicz uzyskał w dniu 12 lipca 1935 roku licencję szybowcową najwyższej kategorii „C”, zaś Brunon Kudrewicz uzyskał tę samą licencję miesiąc później, tj. w dniu 14 sierpnia 1935 roku.




Fot. 4. Legitymacja szybowcowa Ryszarda Zygmuntowicza.


   
Jest udokumentowane, że rok później, Ryszard Zygmuntowicz ukończył w Łodzi z bardzo dobrą oceną kurs pilotażu motorowego. Nie można wykluczyć, że również ten sam kurs ukończył również Brunon Kudrewicz.

Nie od dziś wiadomo, że skonstruowanie samolotu oraz głośne wyczyny pilotów jawiły się być czynnikiem rozpalającym wyobraźnię chłopaków oraz  młodych mężczyzn na całym świecie. Jak widać; ta gorączka latania nie ominęła także dwóch chłopaków znad Kamiennej; Ryszarda Zygmuntowicza i Brunona Kudrewicza - uczniów skarżyskiego Liceum i Gimnazjum im. Augusta Witkowskiego, do czego walnie przyczynił się Franciszek Mendyk, nauczyciel historii w ich gimnazjum i zarazem twórca oraz opiekun szkolnego kółka szybowcowego. To upodobanie do wysokich lotów - okazało się być niebywale brzemienne w skutki dla ich dalszych życiowych losów.

Po zdaniu matury; Brunon i Ryszard zostali jesienią 1937 roku powołani do wojska. Począwszy od dnia 21 września 1937 roku służyli w kieleckiej jednostce wojskowej mianowicie w 4. Pułku Piechoty Legionów, którego dowódcą był pułkownik Zygmunt Berling. Od 2 stycznia 1938 roku obydwaj skarzyszczanie rozpoczęli naukę w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Jednym z ich instruktorów był legendarny „Le Kuto” - czyli porucznik Witold Urbanowicz, późniejszy as 303. Dywizjonu Myśliwskiego, w którym - przez pewien czas - podczas wojny przyszło latać także Brunonowi Kudrewiczowi. Już w tamtym, przedwojennym czasie, porucznik Witold Urbanowicz miał na koncie jedno zestrzelenie. Powietrzne zwycięstwo odniósł  w starciu z sowieckim samolotem, który w roku 1936 ośmielił się naruszyć przestrzeń powietrzną Rzeczypospolitej.

W czasie Bitwy o Anglię - porucznik Witold Urbanowicz zestrzelił 15 niemieckich samolotów i tym sposobem okazał się być najskuteczniejszym polskim pilotem myśliwskim. Dowodzony przez niego 303. Dywizjon Myśliwski uzyskał 110 pewnych zestrzeleń wrogich maszyn oraz 9 prawdopodobnych. Te powietrzne zwycięstwa zostały okupione kosztem 9 poległych polskich pilotów.

Po raz ostatni w swym życiu - Brunon Kudrewicz odwiedził Skarżysko w dniu 19 sierpnia 1939 roku. Tamtego dnia był jednym z gości weselnych na przyjęciu wydanym z okazji ślubu Zofii Ogrodnikównej i Zygmunta Zygmuntowicza, co starszym był bratem jego szkolnego przyjaciela Ryszarda Zygmuntowicza - także podchorążego lotnictwa. Wszyscy czuli, że wojna wisiała już w powietrzu. Nikt spośród weselnych gości nie orientował się jednak, że tego właśnie dnia jednostki Wehrmachtu opuściły swoje koszary i rozpoczęły przemieszczanie się w kierunku granicy z Polską. Trzecim wojskowym uczestniczącym w tej uroczystości był brat panny młodej - kapitan Aleksander Ogrodnik, oficer 31. Pułku Strzelców Kaniowskich z Siewradza. Jego pułk zajmował już wtedy pozycje obronne nad granicą z Niemcami. Uczestniczący w weselu wojskowi, a więc obydwaj słuchacze dęblińskiej Szkoły Podchorążych Lotnictwa - podchorążowie Ryszard Zygmuntowicz i Brunon Kudrewicz oraz kapitan Aleksander Ogrodnik otrzymali krótkie, zaledwie 48 - godzinne przepustki.



Fot. 5. Skarżysko – Kamienna, 19 sierpnia 1939 roku. Zofia i Zygmunt Zygmuntowiczowie w dniu swego ślubu.


Skutkiem wybuchu wojny była przyspieszona nominacja oficerska podchorążych ostatniego rocznika. Dlatego więc właśnie w dniu 1 września 1939 roku, w ramach XIII promocji, zarówno Brunon Kudrewicz, jak i Ryszard Zygmuntowicz - zostali mianowani na swoje pierwsze stopnie oficerskie. Kilka dni po nominacji świeżo mianowani oficerowie lotnictwa wyruszyli w drogę ku rumuńskiej granicy. Niby po samoloty, co miały być dla Polski przez Rumunię przysłane z Francji. Prowadził ich instruktor z Dęblina - porucznik Witold Urbanowicz. 
   
Przed wymarszem w kierunku przejścia granicznego, każdemu spośród młodych oficerów wypłacono po 200 złotych. Do granicy kolumna dotarła w dniu 17 września 1939 roku, akurat w tym momencie, gdy niemieckie samoloty bombardowały pobliską stację kolejową w Kutach - ówcześnie granicznej miejscowości, położonej nieco na południe od Kołomyi, odległej o jakieś siedemdziesiąt kilometrów na zachód od Czerniewic, leżących już po rumuńskiej stronie.

Tamtego dnia, oczom zmierzających, ku przejściu granicznemu polskich oficerów lotnictwa, ukazały się setki samochodów skutecznie blokujących wiodącą ku granicy szosę. Tymi, obładowanymi rozmaitym dobytkiem pojazdami zmierzała ku rumuńskiej granicy lawina wojennych uciekinierów. Kolejka do przejścia posuwała się z wolna. Po przekroczeniu granicy, uzbrojeni w bagnety prymitywnie odkute  w wiejskich kuźniach, dość łachmaniarsko przyodziani rumuńscy żołnierze z karabinami na sznurkach, przystąpili niezwłocznie do rozbrajania polskich oficerów, którzy jednak pochowali pod ubraniami lotnicze kordziki. Konieczność losowa przymusiła wojennych uciekinierów z Polski do nauczenia się pierwszych rumuńskich słów; ape – woda, penne – chleb. Jednocześnie przybysze z Polski najechanej przez Niemców odkryli, że w rumuńskich Czerniowcach mieszka dużo etnicznych Polaków.

W taki to sposób, na przejściu granicznym w Kutach, dla dwóch pochodzących ze Skarżyska-Kamiennej, świeżo upieczonych podporuczników; Brunona Kudrewicza i Ryszarda Zygmuntowicza, zakończył się pierwszy etap ich udziału w zmaganiach wojennych, rozpoczętych przed siedemnastu dniami  oficerską promocją.

Początkowo, punkty zborne internowanych polskich żołnierzy, zostały przez władze rumuńskie rozmieszczone wokół miasta Tulcea, leżącego w miejscu, gdzie zaczyna się formować delta Dunaju, uchodzącego tutaj do Morza Czarnego. Ale już niebawem, zgrupowanych tam Polaków, skierowano do obozów zlokalizowanych, nieco bardziej na południe, w podmokłym, malarycznym regionie Babadag - w Dobrudży.

Miesiąc po przekroczeniu granicy polsko-rumuńskiej; dokładnie zaś mówiąc - w dniu 16 października 1939 roku, w ramach akcji zorganizowanej przez generała Władysława Kalkusa, podporucznicy Ryszard Zygmuntowicz i Brunon Kudrewicz, wraz z innymi polskimi lotnikami, zdołali opuścić Rumunię, udając się do Bejrutu na pokładzie, a raczej pod pokładem - greckiego frachtowca „Nicea”, który wypłynął z rumuńskiego wówczas portu Balcic.

Innym greckim stateczkiem wynajmowanym do transportu polskich lotników był „St. Nicolaos”, W ładowni tej łajby śmierdziało niemożebnie, bo wcześniej przewożono na statku owce. Porucznik Jan Zumbach, jeden z późniejszych asów dywizjonu 303, opisał w swej książce, że zapobiegliwi organizatorzy ewakuacji ukryli w szalupach ratunkowych tej łajby świeże mięso wołowe które miało być prowiantem na drogę dla około 2000 pilotów przewożonych tym stateczkiem. Ale w gorącym klimacie mięso szybko się zaśmierdziało. Muchy złożyły jaja. Wszystko trzeba więc było wyrzucić do morza.   

Po pięciodniowej morskiej podróży - w dniu 21 października „Nicea” zawinęła do Bejrutu, gdzie Francuzi - jako tako - nakarmili naszych wygłodzonych oficerów oraz zaopatrzyli ich w piwo oraz papierosy, co szczególnie musiało uradować podporucznika Kudrewicza, który był wszak namiętnym palaczem. Następnego dnia po obiedzie przybyłych z Rumunii „turystów Sikorskiego” Francuzi załadowali na prowizoryczny transportowiec statek „Ville de Strasbourg”. Zaokrętowaną na ten statek; zorganizowaną, zwartą grupą polskich oficerów zbiegłych z rumuńskich obozów internowania, dowodził  podpułkownik Nazarkiewicz. Wypłynęli z Bejrutu w dniu 23 października 1939 roku. Po rejsie trwającym okrągły tydzień; polscy lotnicy zeszli na ląd w Marsylii, i jeszcze tego samego dnia, 30 października 1939 roku, podporucznicy ze Skarżyska – Kamiennej  rodem - zameldowali się w oficerskim obozie w Salon, gdzie panowały fatalne warunki bytowania. Ten wojenny epizod polskich pilotów został dokładnie opisany w książkach zarówno autorstwa Jana Zumbacha, jak też i Witolda Urbanowicza. Po kilku bezczynnych miesiącach, wojskowe rozkazy rozdzieliły dwójkę lotników ze Skarżyska. Podporucznik Brunon Kudrewicz w dniu 1 marca 1940 roku - wraz z kilku innymi pilotami myśliwskimi, wśród których był Witold Retinger - otrzymał przydział do bazy Chateauroux. Natomiast podporucznik Ryszard Zygmuntowicz w dniu 4 marca 1940 roku został skierowany na przeszkolenie do Caen.

Zapewne w tym to samym czasie, Pani Irena Adamska, ze Skarżyska – Kamiennej wysłała do mieszkających w Kraśniku Kudrewiczów, swojego ojca z wiadomością, jakoby naoczny świadek zrelacjonował mu, iż Brunon zginął we wrześniu 1939 roku. Wyobrażam sobie jakaż musiała być wtedy ich rozpacz i jaka po roku radość, gdy od opłakanego już Brunona otrzymali list, wysłany pocztą - bynajmniej nie z nieba, lecz z Włoch.

Po zaatakowaniu w dniu 10 maja 1940 roku przez Niemców sojuszniczej Francji - porucznik Brunon Kudrewicz jako pilot myśliwski brał udział w tzw. „kominach” - to znaczy operacjach ochrony francuskich obszarów przemysłowych. Jego dowódcą był wtedy porucznik Zdzisław Henneberg. Ochraniali „Komin” Chateauroux-La Martinerie. W czasie kampanii francuskiej - podporucznik Brunon Kudrewicz wykonał sześć lotów bojowych, spędzając w powietrzu sześć godzin, co było normą dla pilotów tej formacji. Kiedy po upadku Francji, dokładnie zaś w dniu 19 czerwcu 1940 roku, podporucznik Brunon Kudrewicz wraz z dwoma innymi oficerami swojej formacji Zdzisławem Hennebergiem i Witoldem Retingerem odlatywali do Wielkiej Brytanii, zaobserwowali na morskim wybrzeżu Kanału La Manche, tłumy beztroskich francuskich plażowiczów, cieszących się z tego, iż wojna tak szybko się skończyła. Widok ten straszliwie zirytował Brunona. Zawrócił więc swojego Blocha MB 152  i dwukrotnie przeleciał nim na wysokości zaledwie jakichś 3 m, akurat nad samą granicą morskiej wody i plażowego piasku.  Impet podmuchu towarzyszącego obrotom śmigła, poderwał w powietrze mieszaninę piasku i morskiej wody. W ten to sposób Brunon Kudrewicz, skutecznie przypomniał Francuzom o ciągle jeszcze trwającej wojnie.  A także i o tym, że nie wszyscy jeszcze skapitulowali...

W Wielkiej Brytanii wszyscy trzej wylądowali szczęśliwie na lotnisku w Tanggmere. Jak się potem miało okazać, te trzy samoloty były jedynymi, które zdołały uciec po upadku Francji i wylądować w Anglii.  Po swojej spektakularnej ucieczce do Wielkiej Brytanii - podporucznik Brunon Kudrewicz swój pierwszy przydział do jednostki bojowej dostał dopiero w grudniu 1940 roku. Początkowo został pilotem 303. Dywizjonu Myśliwskiego, by następnie otrzymać przydział do 308. Dywizjonu Myśliwskiego „Krakowskiego”, gdzie od razu mianowano go dowódcą eskadry. Podporucznik Brunon Kudrewicz nie brał więc udziału w Bitwie o Anglię, gdyż  znacznie dłużej jak do końca października 1940 roku, a więc do kresu trwania tych powietrznych zmagań; z nieznanych przyczyn, nie posiadał przydziału do żadnego dywizjonu myśliwskiego.

W dniu 2 lipca 1941 roku, dowodzony przez porucznika Mariana Pisarka 308. Dywizjon Myśliwski, którego pilotem był w tym czasie porucznik Brunon Kudrewicz otrzymał zadanie eskortowania 12 bombowców Blenheim, które miały zbombardować elektrownię w Lille. Niemcy wysłali przeciwko tej formacji 60 myśliwców Messerschmitt 109 Bf, wchodzących w skład Jagdgeschwader 26 dowodzonego przez legendarnego pilota myśliwskiego Luftwaffe - pułkownika Adolfa Gallanda.  W trakcie powietrznej walki, Niemcy zdołali zestrzelić jednego obładowanego bombami Blenheima, zaś polscy myśliwcy zestrzelili w sumie pięć niemieckich myśliwców - z czego jedną maszynę zapisał na swoim koncie porucznik Brunon Kudrewicz, który oprócz tego - uszkodził także poważnie innego Messerschmitta 109 Bf.

 Polskie udokumentowanie tamtej walki zestawiłem z relacją zawartą w napisanej przez Adolfa Gallanda książce „Die Ersten und die Letzten”. Ponad wszelką wątpliwość; uszkodzoną wówczas przez Brunona Kudrewicza w 40% maszyną był Messerschmitt - 109 Bf, pilotowany przez ówczesnego dowódcę Jagdgeschwader 26 - samego pułkownika Adolfa Gallanda, który z tej opresji wyszedł cało jedynie dlatego, iż przed startem do tego lotu, mechanik z własnej inicjatywy zamontował mu za fotelem płytę pancerną. Mechanik został za to wynagrodzony setką Reichsmarek, co zostało kąśliwie skomentowane przez Gallanda, że jedynie tyle warta była jego głowa. W trakcie tamtej walki, skrzydłowy pułkownika Gallanda zdołał jednak uszkodzić Spitfire’a pilotowanego przez porucznika Brunona Kudrewicza, który został w tym starciu ranny i musiał się wycofać z walki. Nadto, 308. Dywizjon Myśliwski stracił w tamtym starciu dwie maszyny, które w ferworze walki zderzyły się w powietrzu. Na skutek tego fatalnego wypadku zginął porucznik Erwin Kawnik, zaś sierżant Paweł Kowal zdołał się wprawdzie uratować skacząc na spadochronie, lecz został przez Niemców wzięty do niewoli.   



Fot. 6. Piloci 308. Dywizjonu Myśliwskiego na tle Spitfir'ea




Fot. 7. Por. Brunon Kudrewicz jako pilot 308. Dywizjonu Myśliwskiego





Fot. 8. Płk. Adolf Galland – As Luftwaffe. Dowódca 26 Jagdgeschwader



W trakcie swojej służby w 308. Dywizjonie Myśliwskim - porucznik Brunon Kudrewicz zaliczył w sumie dwa zestrzelenia i jedno uszkodzenie wrogiego myśliwca, właśnie tego pilotowanego w dniu 2 lipca 1941 roku przez asa Luftwaffe, dowódcę Jagdgeschwader 26 – pułkownika Adolfa Gallanda, który - rzec można - miał szczęście i zarazem pecha - jeśli chodzi o starcia z Polakami. Otóż start do lotu bojowego w dniu 2 lipca 1941 roku był pierwszym po przerwie trwającej od dnia  21 czerwca, kiedy to podporucznik Bolesław Drobniak z 303. Dywizjonu Myśliwskiego RAF – u, także w 40 % uszkodził maszynę tego gwiazdora Luftwaffe i przymusił go nawet do awaryjnego lądowania. Nawiasem mówiąc podporucznik Bolesław Drobniak należał do tego samego rocznika XIII promocji, co obydwaj pochodzący ze Skarżyska porucznicy; Brunon Kudrewicz  i Ryszard Zygmuntowicz.

W dniu 16 kwietnia 1942 roku, porucznik Brunon Kudrewicz brał udział w osłanianiu formacji bombowców Boston, mających za zadanie zbombardować Le Havre w ramach operacji opatrzonej kryptonimem Ramoroad. Podczas tamtej walki, porucznik Brunon Kudrewicz zestrzelił swojego drugiego Me-109 Bf. Zaś „Dziubkiem” zwany legendarny porucznik Eugeniusz Horbaczewski dosłownie, serią z karabinu maszynowego, na pół rozciął innego Me-109. Jego pilot zdołałsię uratować wyskakując na spadochronie. Odnotować w tym miejscu należy, że także porucznik Eugeniusz Horbaczewski należał do tego samego rocznika XIII promocji dęblińskiej uczelni lotniczej, co porucznicy Ryszard Zygmuntowicz i Brunon Kudrewicz.



Fot. 9. Porucznik Brunon Kudrewicz jako jeden z pilotów odznaczanych Krzyżem Walecznych przez generała Władysława Sikorskiego.


W sierpniu 1943 roku, porucznik Brunon Kudrewicz został przeniesiony do 316. Dywizjonu Myśliwskiego, gdzie też swoją służbę pełnił do dnia 20 listopada 1943 roku, kiedy to przydzielono go do 317. Dywizjonu Myśliwskiego, w którego formacjach latał do stycznia 1944 roku. Natomiast czas zawarty pomiędzy 15 lipca 1944 roku, a końcem października 1944 roku - to okres służby awansowanego w międzyczasie na stopień kapitana Brunona Kudrewicza w 306. Dywizjonie Myśliwskim „Toruńskim”. Tak się przypadkiem złożyło, że w dniu 3 maja 1945 roku - wraz z grupą brytyjskich pilotów myśliwskich; kapitan Brunon Kudrewicz wylądował nieopodal Lubeki. Akurat tamtego dnia, na terenie położonego obok lądowiska, dopiero co wyzwolonego obozu jenieckiego, gdzie Niemcy przetrzymywali wziętych do niewoli powstańców warszawskich; alianci zorganizowali dla Polaków narodową uroczystość. Przy tej okazji, doszło wówczas do nieoczekiwanego i zarazem radosnego niebywale spotkania dwóch skarżyszczan; kapitana Brunona Kudrewicza i warszawskiego powstańca - Feliksa Bernasa; młodszego brata Stefana Bernasa, z którym - jak wcześniej to już wspomniałem - Brunon Kudrewicz przyjaźnił się wszak w czasie, gdy pobierał nauki w skarżyskim Liceum i Gimnazjum im. Augusta Witkowskiego.

Kapitanowi Kudrewiczowi - tamtego dnia - przypadł w udziale niebywale przykry obowiązek potwierdzenia Feliksowi Bernasowi faktu śmierci jego starszego brata, porucznika Kazimierza Bernasa, który w nocy z dnia 18 na 19 czerwca 1941 roku, wystartował do wykonania bojowego zadania wraz z podporucznikiem pilotem Jerzym Krassowskim, starszym sierżantem pilotem Romanem Bonkowskim, sierżantem radiooperatorem Stanisławem Franaszczukiem, oraz dwoma sierżantami; Marianem Manasiakiem i Andrzejem Wagnerem - strzelcami pokładowymi zasiadającymi za karabinami maszynowymi zamontowanymi w wieżyczkach strzeleckich Vickersa Wellingtona Mk IC Nr R – 1365, przynależnego 301. Dywizjonowi Bombowemu.

Ich maszyna po zrzuceniu bomb na Bremę, nie powróciła do bazy. Prawdopodobnie została zestrzelona przez nieprzyjacielskiego nocnego myśliwca.
Odnotować należy, że poległy wówczas dwudziestosiedmioletni weteran Wojny Obronnej 1939 roku, pochodzący ze Skarżyska-Kamiennej, wspomniany już wcześniej porucznik obserwator Kazimierz Bernas, był odznaczony Polową Odznaką Obserwatora, oraz dwukrotnie Krzyżem Walecznych.

W chwili zakończenia działań wojennych, kapitan Brunon Kudrewicz otrzymał przydział do składającego się z trzech dywizjonów - 131. Skrzydła Myśliwskiego RAF.
W sumie kapitan Brunon Kudrewicz wykonał w czasie działań wojennych 110 lotów bojowych, oraz 76 operacyjnych. Dwukrotnie został odznaczony Krzyżem Walecznych, a także Polową odznaką Pilota oraz brytyjskim Krzyżem Sił Lotniczych.

*        *        *

Po zakończeniu wojennych działań; z dwójki utrwalonych na przedwojennej fotografii słuchaczy dęblińskiej szkoły lotniczej, żadnemu nie było danym powrócić do rodzinnego Skarżyska - Kamiennej.
Jak wiadomo - kapitan Ryszard Zygmuntowicz spoczął na brytyjskim wojennym cmentarzu w niemieckich Alpach, zaś powojenne realia emigracyjne spowodowały, że zdemobilizowany kapitan Brunon Kudrewicz, omalże nie został… tapicerem. Jednakże przed robieniem kariery w tym zawodzie uratowała go na czas złożona mu propozycja powrotu do służby w RAF – ie. Niewątpliwie musiało się to łączyć z tym, iż Brunon Kudrewicz był ożeniony z Angielką, co też nie mogło pozostać bez wpływu na możność nabycia obywatelstwa Wielkiej Brytanii. Trzeba bowiem powiedzieć, że jeszcze w wojennym czasie, dokładnie zaś mówiąc w roku 1942, Brunon Kudrewicz poślubił zupełnie nieangielskiej urody Angielkę - Joy. Dochowali się dwóch córek; Krysi urodzonej w roku 1943 i młodszej od niej o dwa lata Wandy. Starsza córka Kudrewiczów - Krysia zamieszkuje dziś w Wielkiej Brytanii. Ma trzech synów. Zaś Wanda zamieszkuje w Nowej Zelandii. Ma syna  i córkę. Krysia była w swej młodości stewardessą w Brytyjskich Liniach Lotniczych. Polsko - brytyjska rodzina Kudrewiczów, zamieszkiwała w ekskluzywnej londyńskiej dzielnicy Wimbledon.



Fot. 10. Londyn, 1948 r. Brunon Kudrewicz z żoną Joy.




Fot. 11. Brunon Kudrewicz jako brytyjski pilot w Adenie.  Odwiedziny córki.


Krysi nie pozwalano jednakże latać do państw bloku wschodniego, gdyż trwała tzw. „Zimna Wojna”, a jej ojciec nadal służył w RAF-ie, czyli siłach zbrojnych podporządkowanych NATO. Latał w Adenie. W roku 1964 przeszedł na emeryturę. Summa summarum; absolwent skarżyskiego Liceum i Gimnazjum  im. Augusta Witkowskiego, jako pilot operacyjny, latał na brytyjskich odrzutowcach - aż do roku 1964, kiedy to odszedł na emeryturę.

Fot.  12. Londyn 1959 r. Brytyjski pilot Brunon Kudrewicz z żoną i córką przed Pałacem Buckingham po uroczystości odznaczenia go przez królową Elżbietę II.

Rzec zatem śmiało można, że to nikt inny, jak właśnie kapitan Brunon Kudrewicz był pierwszym polskim oficerem w wojskach NATO. Swoją służbę wojskową w RAF- ie, zakończył Brunon Kudrewicz w stopniu pułkownika. Kiedy patrzę na fotografie Brunona Kudrewicza z czasów jego służby w Royal Air Forces, a także te późniejsze – widzę na nich typowego angielskiego gentelmena. Człeka niezłomnego charakteru, wiernego swoim zasadom.  Przybysz ze Skarżyska bez reszty wtopił się w tę klasę brytyjskiego społeczeństwa do której przynależał za sprawą swej osobowości i swoich kwalifikacji. Tylko w jego wymowie słychać było nieco odmienny akcent. Z tej przyczyny Anglicy brali go za Szkota. A on sam  Szkocję odwiedzał bardzo chętnie, zawsze gdy tylko znalazł odrobinę wolnego czasu.

Po raz pierwszy od opuszczenia kraju w dniu 17 września 1939 roku - Brunon Kudrewicz przyleciał wreszcie do Polski po przejściu na emeryturę. W roku 1965 spędził w ojczystym kraju  zaledwie jeden zimowy tydzień.
Siostra Brunona Kudrewicza opowiadała mi, że jej brat bardzo lubił śliwowicę. Więc kiedy w 1965 roku po raz pierwszy leciał do Polski, jeszcze przed startem samolotu wypił chyba ze trzy kieliszki tego trunku. Siedzący obok Anglik, zaczął Brunona uspokajać, żeby się tak bardzo nie denerwował, gdyż latanie jest całkiem bezpieczne. On lata bowiem często i ma jak najlepsze doświadczenia. Przekonywał, że dużo bardziej niebezpieczne jest podróżowanie samochodem… W pewnym momencie przez pokładowe głośniki, kapitan samolotu informując pasażerów po angielsku o tym, iż na pokładzie znajduje się jego kolega z czasów wojny, z którym latał w tym samym dywizjonie myśliwskim – zaprosił pułkownika Brunona Kudrewicza do kabiny pilotów. Reagując na zaproszenie - Brunon wstał ze swego miejsca, a ja… żałuję niebywale, że nie widziałem miny tamtego, wielce doświadczonego w lataniu angielskiego pasażera, któremu przypadkowo przyszło siedzieć obok wojennego weterana powietrznych walk - pułkownika Brunona Kudrewicza.

Po przejściu w stan spoczynku, Brunon Kudrewicz założył w Londynie bar, lecz jego niespokojny duch sprawił, że ostatecznie - w roku 1966 - wyemigrował do Nowej Zelandii, gdzie zamieszkał w mieście Tauranga. Pracował tam jako menager agencji „Lloyds of London”.

  Fot. 13.  Brunon Kudrewicz z żoną i wnukami w Nowej Zelandii

 Fot. 14. Rok 1994. Brunon Kudrewicz  z  żoną i córką  w  warszawskich Łazienkach.


Po raz drugi i ostatni Brunon Kudrewicz odwiedził Warszawę wraz z żoną i córką Krysią w roku 1994. Spędził wtedy w Polsce zaledwie cztery dni.
Niebywale prawy i szlachetny, a zarazem skromny człowiek, jakim był Brunon Kudrewicz - zmarł w dniu 13 kwietnia 2001 roku w Nowej Zelandii. Dokładnie zaś mówiąc w mieście Tauranga leżącym na północnym krańcu północnej wyspy.


Fot. 15 . Ostatnie zdjęcie Brunona Kudrewicza


Fot. 16. Autor z siostrą Brunona Kudrewicza

Zapewne nigdy nie dowiedział się, że w powietrznej walce stoczonej w dniu 2 lipca 1941 roku pokonał najbardziej znanego niemieckiego pilota – legendarnego pułkownika Adolfa Gallanda, który wojnę zakończył z bilansem 104 powietrznych zwycięstw.
A dalsze losy Adolfa Gallanda…

    W samej końcówce wojny, będąc już w randze generała latał na odrzutowych myśliwcach Me-262 zwanych „Schwalbe”, czyli jaskółka. Swój ostatni lot odbył w dniu 26 kwietnia 1945 roku. Został wtedy ranny w kolano. Jego odrzutowy my śliwiec lądował na bombardowanym właśnie przez aliantów pasie startowym lotniska położonego nieopodal Salzburga. Mimo rany - generał Adolf Galland zdołał wyskoczyć z jeszcze toczącego się po pasie startowym samolotu i znalazł schronienie w leju po bombie, tuż obok pasa startowego. W maju 1945 roku rannego generała Adolfa Gallanda znaleźli w szpitalu żołnierze brytyjscy, którzy oczywiście natychmiast wzięli go do niewoli. Być może po zakończonej wojnie Adolf Galland spotkał się nawet z Brunonem Kudrewiczem, bo jako jeniec wojenny… szkolił brytyjskich pilotów w lataniu na odrzutowcach. Zwolniony został z brytyjskiej niewoli w roku 1947.

Adolf Galland wyjechał wtedy do Argentyny. Nie, nie ukrywał się tam jak wielu innych Niemców. Nikt go bowiem nie szukał. W Ameryce Południowej zarabiał na życie szkoleniem argentyńskich pilotów. Ówczesny prezydent Argentyny Juan Peron, chętnie zatrudniał Niemców. Nieważne, czy ich ktoś wówczas poszukiwał, czy też nie...

Adolf Galland, pieszczotliwie zwany „Dolfo” dożył sędziwego wieku. Zmarł 9 lutego 1996 roku. A więc na miesiąc przed swoimi osiemdziesiątymi czwartymi urodzinami… Znaczy się Adolf Galland zmarł nieco ponad cztery lata po moim powrocie do Polski. Będąc skarżyszczaninem, miałem więc szansę na rozmowę z niegdysiejszym przeciwnikiem innego skarżyszczanina - Brunona Kudrewicza.

Przez sześć lat mieszkałem bowiem na terenie powiatu z którego pochodził Adolf Galland! Ta wiedza przyszła do mnie jednak zbyt późno…


 Piotr Jan Nasiołkowski

Fotografie pochodzą od siostry Brunona Kudrewicza, Pani Ireny Bagdach, a także ze zbiorów rodziny Zygmuntowiczów oraz z archiwum autora.

Ostatnie komentarze

  • pytajacy powiedział(a) Więcej
    Gratuluje nauczycielom
    Widac ze kampania wyborcza sie zbliza bo prezydent KK znalazł czas i pojawił sie na spotkaniu 8 godzin temu
  • Jarek powiedział(a) Więcej
    Starosta hojny w nagrodach dla nauczycieli ,szkoda że dyrektorzy innych szkół nie mogli przyznać nagród ! 11 godzin temu
  • Anonimowy powiedział(a) Więcej
    No ale chwileczkę dlaczego miss Skarżyska wygrała mieszkanka Suchedniowa coś mi tu nie pasi. 13 godzin temu